Moje podróże po literaturze
Kategorie: Wszystkie | Książki | Stosiki | Varia | Wyzwania
RSS
wtorek, 28 kwietnia 2009

Sięgałam po tę książkę z dużym zaciekawieniem, po przeczytaniu kilku pochlebnych recenzji na jej temat. Z początku jednak czułam się zawiedziona, bo jakoś nie wciągała mnie tak, jak bym tego chciała. Na szczęście im dalej czytałam, tym bardziej ta historia mnie wciągała. A już tak od połowy książki pojawiło się dobrze znane uczucie, kiedy po przerwaniu lektury myśli nadal krążą wokół książki i nie można się doczekać powrotu do niej.

Andrew Davidson opowiada historię mężczyzny, gwiazdora filmów porno, który doznał rozległcyh i bardzo poważnych oparzeń w wyniku wypadku samochodowego. Pobyt w szpitalu umilają mi jedynie plany samobojcze, które zamierza spektakularnie urzeczywistnić tuż po wyjściu ze szpitala. Jednak któregoś dnia odwiedza go tajemnicza kobieta, Marianne Engel, która twierdzi, że mężczyzna jest jej ukochanym utraconym w .... XIV wieku. Z początku sceptyczny, główny bohater stopniowo daje się porwać historiom opowiadanym przez Marianne. Po wyjściu ze szpitala zamieszkuje u niej i odkrywa, że Marianne zajmuje się rzeźbieniem gargulców. Marianne twierdzi, że w każdym kamieniu tkwi gargulec, który do niej przemawia, i którego ona, rzeźbiąc, uwalnia. Sądzę, że to jest metafora tego, co dzieje się z głównym bohaterem; kiedy spotyka Marianne po raz pierwszy w szpitalu jest bezkszłtną bryłą, zupełnie jak kamień, z którego dopiero pod wpływem czystej miłości na wolność wychodzi forma, może nie idealna w kształcie, ale uwolniona od swojego dotychczasowego ciężaru.

Podsumowując - książka jest o miłości, ale w innym sensie, niż zazwtczaj się ją dzisiaj postrzega. Ja bym to określiła jako miłość dusz, miłość ponadczasową, czystą, zawieszoną gdzieś w czasie i przestrzeni, wieczną. Może moje postrzeganie bierze się z faktu, że jestem świeżo upieczoną małżonką, a może ktoś inny dostrzeże też inne aspekty w tej książce.

Ja w każdym razie wierzę Marianne, a wy?

Moja ocena: 5/6

Ocena z biblionetki: 4.45

21:22, kot_kreskowy84 , Książki
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 27 kwietnia 2009

Jak widać w zakładce oprócz "Twierdzy szyfrów" przeczytałam jeszcze kilka książek. Ponieważ należę do osób, które czytają li i jedynie dla czystej przyjemności płynącej z pochłaniania literek, szybko zapominam bohaterów i dokładną fabułę książki. Pamiętam jednak, czy mi się podobała, czy nie. Dlatego właśnie, zamiast zamieszczać czyjeś recenzje (bo swoich nie dam rady napisać), postanowiłam zrobić taki "teleexpress":

The Da Vinci Code - jak widać z dość dużym opóźnieniem, ale chyba mam w sobie jakąś taką przekorę, że jak wszyscy wariują na punkcie jakiejś super książki, to ja wcale nie mam ochoty jej czytać. Ale w końcu postanowiłam sprawdzić, o co cały ten szum. I powiem tak: bardzo mi się podobało, ale nie jest to książka, do której będę wracać. Nie znam się na historii, więc żadne nieścisłości faktograficzne nie zepsuły mi przyjemności pochłaniania dobrej sensacyjnej powieści. Również nie umniejszyła się moja wiara, ani nie postanowiłam odejść od Kościoła z powodu informacji zawartych w książce. Krótko mówiąc, jak dla mnie bardzo wciągająca książka z wartką akcją. 4.5/6

Le Petit Nicolas - te książeczki czytam wyłącznie dlatego, że tylko na tyle pozwala mi moja znajomość francuskiego. Chociaż muszę przyznać, że są zabawne, to jednak dorosłego czytelnika mogą trochę nudzić na dłuższą metę.

Sprężyna - muszę przyznać, że sama nie miałam zamiaru kupować tej książki. Jakoś tak te ostatnie części "Język Trolli" czy "Żaba" jakoś tak do mnie nie przemawiały jak te starsze.  Jednak kupiłam "Sprężynę" na prezent dla siostry i postanowiłam dać jej szansę ("Sprężynie", nie siostrze;P ). I co się okazało? Że trafiłam do starych znajomych! Odnalazłam w tej książce klimat dawnej Jeżycjady, ale może to tylko moje subiektywne odczucie. Niektórzy mówią, że te książki są zbyt idealistyczne, przesłodzone, że życie takie nie jest naprawdę. I co z tego, pytam. Dla mnie nie ma lepszego oderwania od szarego dnia niż powrót do moich ulubionych części Jeżycjady, i mogę powiedzieć, że do "Sprężyny" też będę wracać :) 5/6

Gra anioła - czytelnicy Zafona dzielą się na tych, którzy się zawiedli na jego drugiej powieści i na tych, którzy uważają, że jest znacznie lepsza od pierwszej. Ja należę do tej drugiej grupy. Nie znaczy to, że "Cień wiatru" mi się nie podobał, ale muszę przyznać, że momentami mnie nużył i nie czułam takiej usilnej chęci czytania dalej. Natomiast "Gra anioła", bardziej mroczna i o mniej zagmatwanej fabule, wciągnęła mnie bardziej i przeczytałam ją dużo szybciej niż jej poprzednika. 4.5/6

21:36, kot_kreskowy84 , Książki
Link Komentarze (1) »

Pierwszy właściwy wpis poświęcę książce, którą przeczytałam ostatnio - mianowicie "Twierdzy szyfrów" Bogusława Wołoszańskiego. Jest to jedna z książek, które dość długo musiały czekać na półce na "łaskawsze" oko. Nawet nie wiem, skąd się to brało, chyba miałam trochę taki pogląd, że powieść oparta na faktach to taka dziwna hybryda - ani fikcja, ani prawda, więc po co sobie głowę zawracać. No i cóż mogę powiedzieć, to był bardzo zły pogląd. Książka Wołoszańskiego nie dość, że, jak na szpiegowską książkę przystało, ma wciągającą fabułę, to jeszcze można się z niej dowiedzieć wielu bardzo interesujących faktów związanych z drugą wojną światową. Tym ciekawszych, że dotyczących  mojego rodzinnego Dolnego Śląska.

Twierdza szyfrów

Bogusław Wołoszański opowiada nam historię niemieckiego kryptologa Hugo Jorga, który zostaje odesłany z ośrodka kryptologicznego w Jeleniej Górze do zamku Czocha, aby tam zająć się tajemniczą maszyną, za pomocą której niemiecki wywiad jest w stanie odczytywać rosyjskie szyfrogramy. Oprócz zmagań z maszyną, Jorg musi również stawić czoła nieprzychylnemu i podejrzliwemu głównodowodzącemu w zamku Czocha - Globckemu. Napięcie w tej historii utrzymuje się na wysokim poziomie, co sprawia, że trudno się od niej oderwać. Oczywiście w książce pełno jest postaci skrywających wiele tajemnic - o niektórych czytelnik się dowie, inne są chyba tajemnicą do dziś.

Ja daję "Twierdzy szyfrów" duży plus za dobrą akcję i za wiele ciekawych informacji. Moja ocena: 5/6

Ocena z biblionetki:  4,60

Nota wydawcy:

Akcja książki rozgrywa się pod koniec II wojny światowej - jest styczeń 1945 roku. Z ośrodka kryptologicznego, jaki Niemcy założyli w Jeleniej Górze, przenosząc tam tajny oddział Pers "Z" z bombardowanego Berlina, młody naukowiec Hugo Jörg zostaje oddelegowany do zamku Czocha, miejsca osłoniętego największą tajemnicą. Jak mówi profesor Schauffler, szef ośrodka: Pers "Z" ma jądro tak tajne, że nawet on wszystkiego nie wie. W zamku Niemcy umieścili zespół naukowców i urządzenie, które potrafi odczytywać radzieckie szyfry tzw. jednorazowe. Stało się to możliwe w wyniku nagminnego nieprzestrzegania przez radzieckich szyfrantów w okresie wielkich klęsk przełomu lat 1941/42 podstawowej zasady jednorazowego użycia tych szyfrów.

Niemcy uzyskują dostęp do największych tajemnic. Radziecki wywiad podejmuje próby zdobycia tego urządzenia. Do wyścigu włącza się wywiad aliancki, którego zespół, Target Intelligence Committee (TICOM), dowodzony przez komandora Howarda Compaigne'a, dociera do zamku dzięki pomocy Jörga. Jednakże nad sytuacją panuje szef ochrony tej najtajniejszej placówki, SS-Obersturmbannführer Globcke. Czy on, wykorzystując uczucia i słabości swoich przeciwników, wygra?

Akcja powieści, oparta na faktach, rozgrywa się:
- w Nowym Jorku, gdzie działają radzieccy szpiedzy i wykradają atomowe tajemnice, korzystając z naiwności naukowców zatrudnionych w Las Alamos,
- w Paryżu, skąd wyrusza misja TICOM,
- w zamku Czocha,
- w tajemniczym podziemnym kompleksie "Riese" w Górach Sowich, którego częścią są lochy zamku Książ. Tam też pozostaje ukryta największa tajemnica drugiej wojny światowej.

20:49, kot_kreskowy84 , Książki
Link Dodaj komentarz »

Parę dni temu, szukając inspiracji przed Światowym Dniem Książki trafiłam na bardzo ciekawy blog o książkach. I znalazłam inspirację nie tylko do zakupu książek, ale również do stworzenia własnego bloga o książkach.

Nie jestem znawcą literatury i nie aspiruję do tego. Ale myślę, że dobrze mieć takie miejsce w sieci, gdzie można podzielić się swoimi refleksjami na temat przeczytanych książek, polecić innym coś, co zrobiło na mnie duże wrażenie, poszukać inspiracji...

Książki są w moim życiu od zawsze. Moja mama bardzo dbała o nasz (mój i mojej siostry) rozwój literacki, najpierw czytając nam całe stosy bajek i bajeczek (na długo przed akcją "Cała Polska czyta dzieciom" i na pewno dłużej niż zalecane 20 minut :) ), a później podsuwając i polecając książki warte przeczytania. Bardzo się cieszę, że teraz to polecanie odbywa się obustronnie i ja też podsuwam mamie książki, które sama czytam i mi się podobają.

Muszę jednak przyznać, że ostatnio "zapuściłam" się z czytaniem, to znaczy i tak czytam sporo ponad średnią krajową (haha), ale jak zobaczyłam na innych blogach długaśne listy przeczytanych książek, to stwierdzam, że czas wziąć się za książki. I myślę, że prowadzenie tego bloga będzie dla mnie dodatkową mobilizacją i zachętą :)

19:49, kot_kreskowy84 , Varia
Link Dodaj komentarz »
| < Kwiecień 2009 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Zakładki:
A teraz czytam
Blogi o książkach
Czytelnicze wyzwania
Księgarnie i biblioteki online
O książkach
Polecam także
Przeczytane w 2012 roku
W 2009 roku przeczytałam
W 2010 roku przeczytałam
W 2011 roku przeczytałam
Dodatki na bloga