Moje podróże po literaturze
Kategorie: Wszystkie | Książki | Stosiki | Varia | Wyzwania
RSS

Varia

czwartek, 10 maja 2012

Na Targach Książki w Warszawie ogłoszono nominacje do najważniejszej polskiej nagrody literackiej – Nike.

Biografie: 

Krystyna Czerni „Nietoperz w świątyni. Biografia Jerzego Nowosielskiego”, Znak, Kraków

Andrzej Franaszek „Miłosz. Biografia”, Znak, Kraków

Joanna Krakowska „Mikołajska. Teatr i PRL”, W.A.B., Warszawa

Joanna Olczak-Ronikier „Korczak. Próba biografii”, Znak, Kraków

Reportaże

Lidia Ostałowska „Farby wodne”, Czarne, Wołowiec

Filip Springer „Miedzianka. Historia znikania”, Czarne, Wołowiec

Małgorzata Szejnert „Dom żółwia. Zanzibar”, Znak, Kraków

Paulina Wilk „Lalki w ogniu”, Carta Blanca, Warszawa

Eseje

Marek Bieńczyk „Książka twarzy”, Świat Książki, Warszawa

Renata Lis „Ręka Flauberta”, Sic!, Warszawa

Małgorzata Łukasiewicz „Jak być artystą. Na przykładzie Thomasa Manna”, Więź, Warszawa

Jarosław Mikołajewski „Rzymska komedia”, Agora, Warszawa

Tomy poetyckie

Julia Hartwig „Gorzkie żale”, a5, Kraków

Piotr Mitzner „Kropka”, tCHu, Warszawa

Janusz Styczeń „Furia instynktu”, Biuro Literackie, Wrocław

Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki „Imię i znamię”, Biuro Literackie, Wrocław

Powieści

Jacek Dehnel „Saturn”, W.A.B., Warszawa

Michał Witkowski „Drwal”, Świat Książki, Warszawa

Opowiadania

Brygida Helbig „Enerdowce i inne ludzie”, Forma, Stowarzyszenie OFFicyna, Szczecin, Bezrzecze

Magdalena Tulli „Włoskie szpilki”, Nisza, Warszawa

Z całej tej listy do tej pory czytałam tylko jedną książkę – biografię Korczaka pióra Joanny Olczak-Ronikier, która zresztą ogromnie mi się podobała [tu recenzja].

Nigdy nie miałam takich planów ani ambicji, żeby czytać wszystkie pozycje nominowane do jakiejś nagrody, ale spośród tych propozycji chętnie przeczytałabym jeszcze „Miedziankę”, „Lalki w ogniu” i „Saturna”. A Wy?

PS. Czy Poznań ze swoimi wielkimi MTP doczeka się kiedyś targów (dorosłej) książki?

19:49, kot_kreskowy84 , Varia
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 marca 2012

Brak czasu, który w ostatnich miesiącach dotkliwe daje mi się we znaki, sprawił, że czytanie książek przechodzi u mnie pewną metamorfozę. To, że czytam kilka książek jednocześnie to akurat żadna nowość – zawsze tak było. Nawet wypracowałam sobie pewnego rodzaju hierarchię książek czytanych na bieżąco: na pierwszym miejscu są książki, które faktycznie czytam codziennie, taka shortlista, ich miejsce jest na szafce nocnej. Druga kategoria to książki chwilowo odłożone – one rezydują w szufladzie nocnej szafki. Trzecia kategoria to książki odłożone na „kiedyś-tam”, które wracają na regał.

Nowością dla mnie jest natomiast format tych lektur. Otóż, czytam aktualnie trzy książki: jedną papierową („Starcie królów” G.R.R. Martin), jedną w formie audiobooka („Imperium” R. Kapuściński) i jedną w formie e-booka („Ania z Zielonego Wzgórza” L.M. Montgomery). Jest to mój pierwszy kontakt z lekturami w takich formatach i to nowe doświadczenie skłoniło mnie do refleksji. Główny wniosek, jaki mi się nasuwa to ten, że kupując książkę, powinno się ją dostawać we wszystkich trzech formach. Bo każda sprawdza się lepiej w innych sytuacjach. Jak dla mnie forma papierowa jest najlepsza i najprawdziwsza i nie sądzę, żebym z niej zrezygnowała kiedykolwiek. Niestety w przypadku grubych pozycji format papierowy nie sprawdza się jako książka, którą zawsze można mieć w torebce albo którą można trzymać jedną ręką (gdy drugą się na przykład karmi dziecko ;) ). W takich sytuacjach najlepszy dla mnie jest e-book. Ponieważ dopiero zaczynam badać teren książek elektronicznych, nie zainwestowałam jeszcze w czytnik i na razie czytam książki na ekranie telefonu. Zdaję sobie sprawę z mankamentów takiego rozwiązania, ale mimo to pasuje mi ono w wielu sytuacjach. Szczególnie, gdy okazuje się, że gdzieś muszę czekać w jakiejś kolejce, a nie mam ze sobą żadnej książki – otóż mam! W telefonie :) Coraz poważniej zastanawiam się nad zakupem czytnika, zwłaszcza że Amazon planuje wejść na polski rynek, a i cena 400 zł za prostego Kindle’a to już nie 1000 zł. Niestety odstraszają mnie trochę ceny e-booków, naprawdę uważam, że powinny być one co najmniej o połowę tańsze od tradycyjnych książek. Póki co mam w telefonie książki dostępne za darmo w domenie publicznej i na razie nie planuję żadnych zakupów.

Jeśli chodzi o audiobooki, zrobiłam już kiedyś pierwsze podejście do tego formatu, ale był to raczej falstart. Wtedy to była powieść sensacyjna. Teraz przy reportażu mam zupełnie inne odczucia. Książki czytanej słucham na spacerach, wcześniej słuchałam audycji z podcastów, ale uznałam, że może lepiej wykorzystać ten czas na „czytanie”. Miałam szczęście, że tym razem trafiłam na doskonałą pozycję i do tego w doskonałej interpretacji. Słuchając na spacerze pana Jerzego Treli zwalniam kroku, bo po co się spieszyć, lepiej sobie posłuchać. Wcześniej wydawało mi się, że nie potrafię się skupić zbyt długo na tekście słuchanym i że z tego powodu audiobooki nie są dla mnie. Okazuje się jednak, że tak nie jest. Oczywiście czasami myśli gdzieś uciekają, jednak nie na tyle, żeby się pogubić w treści. Audiobooki to doskonałe rozwiązanie wszędzie tam, gdzie ma się zajęte ręce i nie ma jak trzymać książki :)

Podsumowując, jak dla mnie, najlepsze propozycje na czytnik to opasłe tomiszcza, które po prostu niewygodnie się trzyma w ręku i które zajmują dużo miejsca w torbie (z drugiej strony, tak ładnie prezentują się na regale…). Do słuchania najlepiej pasuje mi literatura faktu, a cała reszta zostaje na papierze. Choć, jeszcze raz podkreślam, idealnym rozwiązaniem dla mnie byłoby mieć tę samą książkę we wszystkich trzech formatach – wtedy mogłabym się od niej zupełnie nie odrywać.

A Wy jakie macie doświadczenia związane z e-bookami i audiobookami?

10:29, kot_kreskowy84 , Varia
Link Komentarze (8) »
wtorek, 06 marca 2012

W ostatni weekend miałam okazję wziąć udział w akcji „PrzyTARGaj książki” organizowanej przez portal Czytelnisko. Akcja polega na wymienianiu się książkami i zasada jest prosta – ile książek przyniesiesz, tyle możesz wynieść. Oczywiście zdarza się, że ludzie przynoszą harlequiny i stare podręczniki, ale bywają też perełki. Niestety te perełki to tylko widziałam u innych, sama żadnej nie złowiłam, ale i tak wyszłam z 8 książkami:

 

1. „Nocny lot” Antoine de Saint-Exupéry – opowiadanie o bohaterstwie i dążeniu do perfekcji.

2. „Rubaszny król Hal” George Bidwell – zbeletryzowana biografia króla Anglii, Henryka VIII.

3. „Wiktoria, żona Alberta” Geogre Bidwell – jak wyżej, tyle że dotyczy królowej Wiktorii.

4. „W stronę Swanna” Marcel Proust – pierwszy tom „W poszukiwaniu straconego czasu”, jedyna książka w tym stosiku, którą już czytałam.

5. – 7. „Przeminęło z wiatrem” Margaret Mitchell – już chyba klasyka, do nadrobienia.

8. „Baśnie braci Grimm” – tom drugi tylko (pierwszego nie znalazłam), z myślą o synku J

 

Ogólnie bardzo mi się ta akcja podobała, nie podobało mi się czasem zachowanie uczestników. Zakładam, że na takie wydarzenia przychodzą MIŁOŚNICY książek, dlatego dziwiło mnie, że przerzucali te książki jak, pardon, majtki w koszu w supermarkecie.

I muszę przyznać, że przy stoliku „Kryminały/Fantasy” walka o książki była bardzo zagorzała, wręcz brutalna i szybko zrezygnowałam stamtąd na rzecz „Literatury pięknej”.

W każdym razie, akcja godna polecenia – za książki, które i tak stały i się kurzyły mam osiem, które chcę przeczytać. A jak też się znudzą? To pójdę na kolejną edycję „Przytargaj książki”. 

10:54, kot_kreskowy84 , Varia
Link Komentarze (3) »
piątek, 18 lutego 2011

Na wielu portalach informacyjnych można było wczoraj trafić na wiadomość o raporcie Biblioteki Narodowej dotyczącym stanu czytelnictwa w Polsce. Jak można się było spodziewać, wyniki nie są zbyt zadowalające. Okazuje się, że ponad połowa badanych nie sięgnęła w ubiegłym roku po ani jedną książkę. I określenie „sięgnąć” jest tutaj bardzo adekwatne, bo raportu liczą się też takie pozycje jak słowniki, przewodniki i książki kucharskie – czyli książki, po które się właśnie sięga, a nie czyta. Dla mnie książka przeczytana, to taka, którą przeczytałam od deski do deski, a nie tylko ta, do której zajrzałam albo nawet zaglądałam regularnie. Gdyby jednak przyjąć to kryterium, wyniki pewnie byłyby znacznie niższe. 

Wygląda na to, że w dzisiejszych czasach czytanie staje się tylko hobby, czyli czymś, co nie każdy musi podzielać. W końcu to, że zbieranie znaczków dla kogoś jest ciekawą formą spędzania czasu nie oznacza, że wszyscy powinni zapełnić w swoim życiu przynajmniej jeden klaser. Takie argumenty bardzo często padają w trakcie dyskusji „czytać albo nie czytać”. Czy jednak są uzasadnione? Czy czytanie nie jest czymś więcej niż tylko formą spędzania wolnego czasu? Zapewne jako gorąca orędowniczka czytania nie jestem bezstronna, ale sądzę, że czytanie to również, a może przede wszystkim poszerzanie swoich horyzontów – czyta się przecież nie tylko literaturę piękną, ale także pozycje branżowe, specjalistyczne poradniki i tak dalej. Jeśli spojrzeć na to z tej strony, to dosyć straszne, że ponad połowa dorosłych Polaków nie sięga nawet po książki ze swojej dziedziny, aby się dokształcić. Po co, zaraz odpowiedzą, skoro są google i wikipedia. O tym też wspomina raport – o tym, że nie tylko spada poziom czytelnictwa książek, ale także poziom czytelnictwa rozumianego tak szeroko, że obejmującego nawet strony internetowe. Dla przeciętnego użytkownika Internetu tekst mający więcej niż 3 strony jest zbyt długi. W dobie globalizacji i niezwykle szybkiej wymiany informacji każda sekunda jest cenna, przekłada się nie tylko na świat biznesu, ale także na naszą codzienność – jeśli w pierwszych linijkach dany artykuł czy informacja nie przykuje naszej uwagi i nie spełni naszych oczekiwań, porzucamy go, bo przecież wyszukiwarka ma dla nas jeszcze setki tysięcy podobnych stron. Nie przeczę, że umiejętność szybkiego skanowania tekstu w poszukiwaniu konkretnych informacji jest niezwykle przydatna w tak ogromnym natłoku treści, jaki można znaleźć w sieci. Problem pojawia się, jeśli dla kogoś taki sposób czytania i taka forma obcowania ze słowem pisanym są jedyne. A takich osób, jak wynika z raportu, jest coraz więcej.

Z czego to wynika? Moim zdaniem, niestety, z lenistwa intelektualnego. Ono przejawia się nie tylko w niskich wynikach czytelnictwa, ale także w tym, że w godzinach największej oglądalności w telewizji można obejrzeć tylko kolorowe seriale albo krzyczące teleturnieje albo w tym, że multipleksy nie wyświetlają tak zwanych ambitnych filmów. Zbyt wiele osób pozwala sobie na intelektualne lenistwo, na karmienie mózgu wysoko przetworzoną papką, która szybko się wchłania i nie każe się nad sobą zastanawiać. A czytanie książek, nawet takich rozrywkowych, wymaga jednak jakiegoś wysiłku intelektualnego i skupienia przez dłuższy czas. Ale to są wzorce, które wynosi się z domu i ze szkoły. 

Szkoła niestety nie wywiązuje się ze swojego zadania zachęcania do czytelnictwa i do ogólnego samorozwoju. Dzisiaj w szkołach, głównie za sprawą wszechobecnych testów i osławionych kluczy, do uczniów przykłada się jedną miarkę, a najlepszym osiągnięciem jest idealne dopasowanie się do tej miarki. Każde odstępstwo, każdy pomysł, który wymyka się kluczowi jest od razu traktowane jako błąd i tępione. Zatem absolwent szkoły średniej wie, że nie ma sensu zagłębianie się w dodatkowe lektury w poszukiwaniu głębszego zrozumienia, ale że wystarczy to, co w „brykach” albo na ściąga.pl. A skoro to wystarczy, to po co się przemęczać?


Najnowszy pomysł na poprawę stanu czytelnictwa w Polsce, to różnego rodzaju programu rozwoju bibliotek, który jednak moim zdaniem idzie w trochę złym kierunku. Większość z nich skupia się na stworzeniu dla czytelników dostępu on-line do biblioteki czy zorganizowaniu pracowni multimedialnych, a tak naprawdę głównym zarzutem ze strony czytelników wobec bibliotek jest niewielka oferta książek i brak nowości. Jeśli chcemy zwiększyć poziom czytelnictwa, to inwestujmy w książki, a nie w komputery. Chyba, że chodzi o przyciągnięcie dzieci „na komputer”, a przy okazji ich czytelniczą indoktrynację ;) Jednak jeśli biblioteka w swoich zbiorach ma do zaoferowania jedynie wybór lektur szkolnych, to na nic zdadzą się nawet najlepsze komputery. Nic tak nie przyciąga czytelników do biblioteki jak regularna dostawa nowości.

Na koniec chciałam podziękować wam wszystkim blogerom za to, że czytacie tyyyle książek, bo dzięki wam i waszym entuzjastycznym recenzjom na pewno wiele osób po raz pierwszy od dawna sięgnęło po książkę.


22:47, kot_kreskowy84 , Varia
Link Komentarze (11) »
wtorek, 11 stycznia 2011

Po raz kolejny organizowany jest konkurs na Blog Roku. Po raz kolejny też, rzutem na taśmę, zgłosiłam do udziału w konkursie Kącik Książki. Mam nadzieję, że uznacie, że warto oddać głos na mój blog!

Głosować można wysyłając sms o treści E00183 pod numer 7122 (koszt smsa wynosi 1,23 a pieniądze z smsów zostaną przekazane na turnusy rehabilitacyjne dla osób niepełnosprawnych).


19:46, kot_kreskowy84 , Varia
Link Komentarze (1) »
piątek, 31 grudnia 2010

Wszyscy wszystko podsumowują, więc i ja bliżej przyjrzałam się swojemu blogowi i temu, co się na nim działo.
Odkryłam, że w tym roku mój blog zanotował (do chwili sporządzenia tego wpisu) 16 700 odsłon, za co serdecznie dziękuję. Cieszę się, że piszę nie tylko dla siebie :)
Przechodząc do kwestii merytorycznych, w tym roku przeczytałam 52 książki (jeszcze nie ma recenzji „Ono”, którą przedwczoraj skończyłam). Choć nie czytam na wyścigi, cieszy mnie ten wynik, bo jest wyższy niż w ubiegłym roku. Oczywiście liczę tu tylko książki przeczytane od deski do deski i tylko książki „do czytania” (czyli nie poradniki, podręczniki, przewodniki ani książki kucharskie). 
Najwięcej przeczytałam książek polskich (15), potem amerykańskich (8) i angielskich (7). Poniżej zamieszczam mapkę krajów, które odwiedziłam literacko (nie tylko w tym roku, lecz odkąd prowadzę bloga).

 

Dwadzieścia osiem książek, które w tym roku przeczytałam napisali mężczyźni, 23 – kobiety, jedna jest współautorstwa.
Przeczytałam tylko 6 książek po angielsku i to jest wynik, który na pewno trzeba podwyższyć (choć też jest lepszy niż rok temu).
Wiele książek porzuciłam w trakcie lektury z różnych powodów – wbrew pozorom rzadko tym powodem był fakt, że jakąś książkę uznałam za kiepską. Raczej po prostu okazywało się, że w danym momencie lepiej podchodzi mi inny tytuł. Do większości porzuconych książek będę chciała w przyszłości wrócić.
Nie potrafię wskazać książki roku 2010, ale do tych, które najbardziej zapadły mi w pamięć mogę zaliczyć: „Połówkę żółtego słońca”, „Wyjście z Egiptu”, „Igrzyska śmierci”, biografię Jerzego Giedroyca, „Tysiąc wspaniałych słońc” i „Koralinę”. Chociaż najchętniej przepisałabym tu połowę listy książek przeczytanych w 2010 roku, bo większość książek, które przeczytałam bardzo mi się podobały (wynika to z faktu, że nie kończę książek, które mi nie idą).
Na Nowy Rok nie mam żadnych postanowień, bo czeka mnie tyle wyzwań zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym, że nie potrzeba mi żadnych dodatkowych postanowień. Trzymajcie kciuki, aby rok 2011 nie był gorszy od swojego poprzednika!
Wszystkim życzę spełnienia planów i marzeń w Nowym Roku! Do siego roku!


14:16, kot_kreskowy84 , Varia
Link Komentarze (2) »
niedziela, 19 września 2010

Chciałam się usprawiedliwić, bo nie piszę ostatnio. A nie piszę wcale nie dlatego, że nie czytam lecz z innych powodów. Najkrócej rzecz ujmując z dwóch. Pierwszy to dobrze wszystkim znane uczucie, że nie ma kiedy się po głowie podrapać, a tym bardziej pisać recenzji. Drugi to chwilowy powrót do dawnego złego nawyku (stąd tytuł notki), a mianowicie do czytania kilku książek na raz. Zaczęło się od tego, że przyszła paczka z książkami, a wśród nich z "Nigdziebądź" i nie mogłam się powstrzymać, więc Okudżawa chwilowo przegrał z Gaimanem. Ale nie zupełnie, bo czytałam je równocześnie każdą po trochu (no dobra, Gaimana więcej). Teraz pod wpływem oglądanego serialu "Dynastia Tudorów" sięgnęłam w końcu po "Wolf Hall", co też pewnie zajmie mi trochę czasu. Jednak nadal na półce przy łóżku leży Okudżawa, którego podczytuję i dołączyła do nich jeszcze jedna książka z biblioteki, którą muszę czym prędzej odstawić na półkę, bo zapowiada się wciągająco, ale trzy jednocześnie to już będzie przesada. Postaram się wkrótce opisać wrażenia z "Nigdziebądź" i mam nadzieję, że mimo maleńkiej czcionki "Wolf Hall" pójdzie szybko. Pozdrawiam jesiennie!

21:49, kot_kreskowy84 , Varia
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
A teraz czytam
Blogi o książkach
Czytelnicze wyzwania
Księgarnie i biblioteki online
O książkach
Polecam także
Przeczytane w 2012 roku
W 2009 roku przeczytałam
W 2010 roku przeczytałam
W 2011 roku przeczytałam
Dodatki na bloga