Moje podróże po literaturze
Kategorie: Wszystkie | Książki | Stosiki | Varia | Wyzwania
RSS
piątek, 01 czerwca 2012

Słuchajcie, słuchajcie!

Kącik książki przenosi się na blogspot. Teraz możecie czytać mój blog w nowej szacie graficznej pod nowym adresem :

http://kacikksiazki.blogspot.com/ 

 

Zapraszam serdecznie! 

20:26, kot_kreskowy84
Link Komentarze (1) »
piątek, 18 maja 2012

Zapraszam na Majówkę z Książką, która odbędzie się w Poznaniu 26-27 maja. Będzie debata o blogach książkowych i wymiana książek "Przytargaj książki".

 

Ze strony CK Zamek:

W sobotę m.in. spotkanie z blogerkami (godz. 15.00), otwarta akcja „Poczytam Ci Mamo” (czytanie fragmentów ulubionych książek z dedykacją dla mam z balkonu Sali Kominkowej) oraz przyTARGaj KSIĄŻKI, czyli wielka akcja wymiany książek (godz. 16.30-18.30, rejestracja od godz. 16.00).
A w niedzielę – wykład Janusza Pazdera „Dawny zamek cesarski w literaturze pięknej” (godz. 11.15
Hol Balkonowy), tradycyjne zwiedzanie zamku z przewodnikiem Maciejem Szymaniakiem (godz. 12.00, start: wieża zegarowa) oraz książkowy warsztat artystyczny dla dzieci, młodzieży i dorosłych Sylwii Chudy-Leśnik (godz. 15.30 przestrzenie I piętra). 

Więcej informacji na Facebooku "Zamkowa majówka z książką" 

12:14, kot_kreskowy84
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 maja 2012



„Przeminęło z wiatrem” to dla mnie odkrycie roku, a nawet kilku lat. Do tej pory byłam przekonana, że to zwykłe romansidło, w końcu przecież zewsząd słychać zachwyty pod tytułem: „Romans wszech czasów”, dlatego byłam mile zaskoczona, kiedy okazało się, że to jednak pasjonująca powieść obyczajowa z wojną w tle. Zdecydowanie bardziej lubię przyjemne zaskoczenie nad książką, co do której mam pewne uprzedzenia, niż zawiedzione nadzieje nad książką, po której wiele się spodziewałam.

Dla wszystkich, którzy wiedzą o „Przeminęło z wiatrem” tyle, co wiedziałam ja przed rozpoczęciem lektury, zarys fabuły: Wszyscy zapewne wiedzą, że główną bohaterką jest Scarlett O’Hara – poznajemy ją jako 16-letnią dziewczynę, która może nie jest wyjątkowo piękna, ale na tyle ładna, intrygująca i kokieteryjna, że rozkochuje w sobie wszystkich chłopców w okolicy. Przy tym Scarlett jest próżna i porywcza – nigdy nie wiadomo, w czyją stronę obrócą się jej sympatie, a kogo zepchnie na boczny tor. Mimo ogromnego powodzenia u wszystkich innych, Scarlett kocha wielką platoniczną miłością Ashleya Wilkesa, który akurat na samym początku historii ogłasza swoje zaręczyny z nieciekawą kuzynką, Melanią Hamilton. W odwecie Scarlett przyjmuje oświadczyny Karola Hamiltona, brata Melanii, w ten sposób zapewniając sobie „stały kontakt” z rodziną Ashleya. Dzieje się to wszystko w 1861 roku w przededniu wybuchu wojny domowej w Stanach, która przewróci do góry nogami bezpieczny i sielski świat naszych bohaterów. Rzeczywistość wojenna i później powojenna zmusza ich do określenia się, do przyjęcia postawy idealistycznej albo pragmatycznej; do unoszenia się honorem albo ciężkiej pracy; do żalu za rajem utraconym albo do energicznego zakrzątnięcia się w nowych warunkach.

Zaskoczyła mnie kreacja głównej bohaterki. Scarlett obiektywnie nie ma za co lubić,  jest próżną ignorantką, wybuchową i chciwą egoistką. A mimo to zjednuje sobie rzesze czytelników (czytelniczek) i widzów na świecie. Myślę, że to po części dlatego, że łatwiej utożsamić się z osobą niedoskonałą, popełniającą błędy niż z nieskalanym ideałem. Poza tym każdy z nas ma wady, do których oczywiście niechętnie się przyznaje w dobie nieustannego kreowania wizerunku na fejsie czy innych platformach. I to jest trochę tak, że dzięki nim lepiej rozumiemy bohaterkę i potrafimy zrozumieć, a nawet wybaczyć, jej motywy i działania.  Zadziwiła mnie też inna kwestia w Scarlett jako głównej postaci – znam z innych książek wielu w zasadzie pozytywnych bohaterów, którzy jednak mieli swoje wady: a to alkoholizm, a to fatalne relacje rodzinne, a to wybuchowy charakter, ale chyba zawsze okazywali się wcześniej czy później ludźmi honoru. Natomiast dla Scarlett honor jest hasłem pustym i bezwartościowym. Dla niej liczy się dobrobyt i bezpieczeństwo, niezależnie od tego, jakim kosztem osiągnięte. Właściwie, kiedy skończyłam lekturę to sobie pomyślałam, że „Przeminęło z wiatrem” zamiast „romansem wszech czasów” powinno być nazywane „studium egoizmu i oportunizmu”.

Scarlett nie jest jedyną bohaterką wymykającą się sztampowym ramom. Spójrzmy na przykład Melanię – na wskroś dobra i uczciwa, wierna i ufna, z zimną krwią pomaga Scarlett ukryć zwłoki zabitego żołnierza jankeskiego i, co gorsza, aprobuje to morderstwo. Przy tym osobiście uważam, że Melania, wbrew temu, co sądziła Scarlett, wcale nie była na tyle głupia, żeby nie dostrzegać uczucia, jakim Scarlett darzyła Ashleya. Wprost przeciwnie, sądzę, że głęboki wewnętrzny spokój Meli wypływał z pewnego rodzaju mądrości. Napisałam powyższe i zaśmiałam się w duchu, że opowiadam o bohaterach książki tak, jakbym opowiadała o swoich znajomych. I to jest właśnie ogromna zaleta „Przeminęło z wiatrem” – bohaterowie są tak barwni, tak prawdziwi, że ma się poczucie przestawania z rzeczywistymi, a nie fikcyjnymi postaciami.

A cała historia dzieje się na tle przełomowych wydarzeń, które przynoszą zmierzch starej epoki i świt nowej ery. Jak zwykle w takich momentach ci, którzy kurczowo próbują trzymać się status quo, zostają zepchnięci na boczny tor pogrążając się w nostalgii i frustracji. Do głosu dochodzą nowe elity, które nadają światu nowy rytm. I jest też trzecia grupa – ci, którzy próbują gładko przejść przez zawirowania i odnaleźć się w nowej rzeczywistości. I do tej właśnie trzeciej grupy należą Scarlett i Rett. „Nie należymy do ludzi o sztywnych karkach. Jesteśmy bardzo giętcy, gdy wieją silne wiatry, bo wiemy, że giętkość się opłaca. Kiedy nadchodzi zawierucha, chylimy się przed nieuniknionym bez narzekań, pracujemy, uśmiechamy się i czekamy sposobnej chwili.Zadajemy się z gorszymi od siebie i bierzemy od nich, ile się da. A gdy stajemy się znowu mocni, kopiemy ludzi, na których karkach wspięliśmy się w górę. Na tym moje dziecko, polega tajemnica przetrwania.” (M. Mitchell „Przeminęło z wiatrem”, wyd. Czytelnik 1986, t.3, s.20). Trudno się nie zgodzić, patrząc obiektywnie. Ale gdzie się podziały ideały? Bóg, honor, ojczyzna? Czy też przeminęły z wiatrem?

Rozpisałam się, a czuję, że można by powiedzieć jeszcze dużo więcej. Jednak najlepiej sięgnąć do samej książki. Moje wydanie składa się z trzech tomów po ok. 350 stron, ale powieść pochłania się w mgnieniu oka. Polecam gorąco jako doskonałe czytadło na wakacje!

20:05, kot_kreskowy84
Link Komentarze (7) »
czwartek, 10 maja 2012

Na Targach Książki w Warszawie ogłoszono nominacje do najważniejszej polskiej nagrody literackiej – Nike.

Biografie: 

Krystyna Czerni „Nietoperz w świątyni. Biografia Jerzego Nowosielskiego”, Znak, Kraków

Andrzej Franaszek „Miłosz. Biografia”, Znak, Kraków

Joanna Krakowska „Mikołajska. Teatr i PRL”, W.A.B., Warszawa

Joanna Olczak-Ronikier „Korczak. Próba biografii”, Znak, Kraków

Reportaże

Lidia Ostałowska „Farby wodne”, Czarne, Wołowiec

Filip Springer „Miedzianka. Historia znikania”, Czarne, Wołowiec

Małgorzata Szejnert „Dom żółwia. Zanzibar”, Znak, Kraków

Paulina Wilk „Lalki w ogniu”, Carta Blanca, Warszawa

Eseje

Marek Bieńczyk „Książka twarzy”, Świat Książki, Warszawa

Renata Lis „Ręka Flauberta”, Sic!, Warszawa

Małgorzata Łukasiewicz „Jak być artystą. Na przykładzie Thomasa Manna”, Więź, Warszawa

Jarosław Mikołajewski „Rzymska komedia”, Agora, Warszawa

Tomy poetyckie

Julia Hartwig „Gorzkie żale”, a5, Kraków

Piotr Mitzner „Kropka”, tCHu, Warszawa

Janusz Styczeń „Furia instynktu”, Biuro Literackie, Wrocław

Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki „Imię i znamię”, Biuro Literackie, Wrocław

Powieści

Jacek Dehnel „Saturn”, W.A.B., Warszawa

Michał Witkowski „Drwal”, Świat Książki, Warszawa

Opowiadania

Brygida Helbig „Enerdowce i inne ludzie”, Forma, Stowarzyszenie OFFicyna, Szczecin, Bezrzecze

Magdalena Tulli „Włoskie szpilki”, Nisza, Warszawa

Z całej tej listy do tej pory czytałam tylko jedną książkę – biografię Korczaka pióra Joanny Olczak-Ronikier, która zresztą ogromnie mi się podobała [tu recenzja].

Nigdy nie miałam takich planów ani ambicji, żeby czytać wszystkie pozycje nominowane do jakiejś nagrody, ale spośród tych propozycji chętnie przeczytałabym jeszcze „Miedziankę”, „Lalki w ogniu” i „Saturna”. A Wy?

PS. Czy Poznań ze swoimi wielkimi MTP doczeka się kiedyś targów (dorosłej) książki?

19:49, kot_kreskowy84 , Varia
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 maja 2012

Dzisiejszy dzień, co ostatnio rzadka się zdarza, był bardzo udany pod kątem czytelniczym: doszły ostatnie książki zamówione w Światowym Dniu Książki i skończyłam „Przeminęło z wiatrem” (wrażenia z lektury wkrótce). Zatem pochwalę się wszystkimi nabytkami z okazji Dnia Książki:

 

„To kill a mockingbird” („Zabić drozda”) Harper Lee – książka, która już od dawna figuruje na mojej liście „Do przeczytania”.
Cytuję opis z Biblionetki:  Zmieniła ona głęboko świadomość Amerykanów w kwestiach rasowych. Ale jej przesłanie wykracza daleko poza lokalną, amerykańską problematykę. Jest w niej wiele prawdy o miłości rodzinnej, o szacunku do własnych dzieci i sporo głębokiej, życiowej mądrości. Nade wszystko jednak "Zabić drozda" to ponadczasowa
 pochwała odwagi i ludzkiej przyzwoitości, która pokazuje, że sprawiedliwość i  prawość wymagają mocnego charakteru, gdyż czasem trzeba o nie walczyć przeciwko wszystkim.

„Consuming Passions” Judith Flanders – książka o życiu w wiktoriańskiej Anglii. Z okładki: „Rewolucja przemysłowa przyniosła za sobą rozwój fabryk, kolei, górnictwa i maszyn. Ale przyniosła również podróże, domy towarowe, wypoczynek i rozrywkę. (…) Judith Flanders odsłania kulisy powstania zupełnie nowego świata, świata pasjonujących zakupów, wystawnych widowisk i szalonej teatralności – świata, który w zasadzie bardzo przypomina ten, na którym dziś żyjemy.”

„Pan Cogito” Zbigniew Herbert – bo poczułam lekkie wyrzuty sumienia, że wśród książek na regale prawie nie mam poezji.

„Dolina Issy” Czesław Miłosz – czytałam kiedyś tę książkę i choć nie pamiętam prawie nic z fabuły, pamiętam, że zrobiła na mnie ogromne wrażenie i że jej czytanie sprawiło mi dużą przyjemność. Ciekawa jestem swoich wrażeń z ponownej lektury. Z Biblionetki: "Dolina Issy" to powieść o inicjacji i dojrzewaniu, o pierwszych wtajemniczeniach w sacrum, w miłość, w przyjaźń, erotykę czy śmierć. Ale jest to równocześnie opowieść o zachwycie istnieniem i o buncie przeciw światu, o afirmacji bytu i o niezgodzie na jego porządek, o pochwale Boskiego dzieła stworzenia i o otwartej, bluźnierczej rebelii przeciw jego Stwórcy.

„Smuga krwi” Johan Theorin – trzecia część tzw. cyklu olandzkiego (dwie poprzednie to „Zmierzch” i „Nocna zamieć”).  Ze strony wydawnictwa Czarne: Na Olandię wreszcie zawitała wiosna, a z nią pierwsi miastowi. Wśród nich Per Morner, który chce spędzić na wyspie Wielkanoc. Jego plany krzyżuje jednak telefon od schorowanego ojca. Jerry jest w swoim starym studiu filmowym i prosi, żeby po niego przyjechać. Gdy Per dociera na miejsce, w budynku wybucha pożar. W ostatniej chwili udaje mu się uratować ojca. Policja znajduje na pogorzelisku zwłoki dwóch ofiar. Per rozpoczyna własne śledztwo i mimo woli zostaje wciągnięty w brudne sprawy Jerry’ego, który przez lata zajmował się seksbiznesem. Czy za pożarem stoi ekswspólnik, a może któryś z aktorów zatrudnionych przy pornograficznych produkcjach? Trudno dociec prawdy w świecie, w którym nikt nie używa prawdziwych nazwisk. Jednak im bliżej rozwiązania tajemnicy jest Per, tym większe grozi mu niebezpieczeństwo. Zbliża się Noc Walpurgii, na Olandii znów zapłoną ogniska…

I od czego by tu zacząć? Zastanawiam się nad „Zabić drozda” albo „Smugą krwi”…

Przy okazji polecam również nowy „Bluszcz” – dużo w nim ciekawych artykułów, na przykład o książkach, które najpierw zostały wielokrotnie odrzucone przez wydawnictwa, a ostatecznie stały się bestsellerami, albo o tym, kim są i co czytują czytelnicy jednej warszawskiej biblioteki.

19:02, kot_kreskowy84 , Stosiki
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 maja 2012

 

Nie wiem, co można jeszcze napisać o tej książce, co nie zostało już napisane. Tym bardziej, że właśnie drugi sezon serialu właśnie idzie w HBO. Proszę mi więc wybaczyć wtórność ;)

Po śmierci króla Roberta w Siedmiu Królestwach narasta konflikt między potencjalnymi następcami tronu. W niemal każdym regionie królestwa budzą się własne interesy, od Północy z Winterfell na czele, poprzez Żelazne Wyspy, aż po Smoczą Skałę. Pogarszają się również nastroje w stolicy, gdzie głodny lud domaga się chleba i bezpieczeństwa.  Kraj pogrąża się w wojnie domowej i nikt nie zauważa rosnącego zagrożenia, które zbliża się zarówno z północy (dzicy i Inni), jak i z południa (smoki).

George R.R. Martin, poza tym, że z niebywałą dokładnością dba o szczegóły tworzonej przez siebie rzeczywistości, ma jeszcze umiejętność, której nie powstydziłby się żaden twórca telewizyjnych tasiemców – doskonale wie, kiedy urwać wątek, aby pozostawić rozemocjonowanego czytelnika w niepewności. Sądzę, że właśnie z tego powodu tak trudno oderwać się od Pieśni Lodu i Ognia. Bo przyznam, że czytając „Starcie królów” kilkukrotnie mówiłam, że nie będę dalej czytać tej książki, a nawet jeśli już ją doczytam, to już nie sięgnę po kolejne tomy. A tymczasem skończyłam ten i zaczęłam kolejny tom.

Dlaczego chciałam zarzucić lekturę? Ponieważ niektóre fragmenty w książce odebrałam jako zbyt brutalne. Czytałam gdzieś, że wiele osób wysuwa podobny zarzut, a równie wiele obala go twierdząc, że świat jest okrutny, więc dlaczego autor miałby snuć powieść usłaną różami. O ile zgadzam się, że w tego rodzaju książce pewna doza okrucieństwa po prostu musi się pojawić, o tyle uważam, jak dla mnie, mogło by być tego mniej (mordowanie dzieci i nabijanie ich głów na pal dla mnie, jako młodej matki, jest bardzo ciężkostrawne). Ale to oczywiście bardzo indywidualna kwestia, która wcale nie przeszkadza mi docenić całości.  A całość jest nadal wciągającą historią, dopracowaną w najdrobniejszych szczegółach.

Skoro już mowa o szczegółach, to czepię się jeszcze jednej kwestii: czy naprawdę całej tej historii nie dałoby się opowiedzieć krócej niż w 7 tomach po tysiąc stron? Przeczytałam to „Starcie królów” i jak chciałam komuś opowiedzieć, co będzie w drugim sezonie serialu, to tak naprawdę na tych dziewięciuset stronach (wydanie angielskie) wydarzeń przełomowych dla akcji było niewiele. Lektura przyjemna, ale na koniec tomu lekka frustracja, że jeszcze tyle stron do końca.

Co powiedziawszy, i tak polecam sięgnięcie po cały cykl, jeśli ktoś jeszcze tego nie zrobił. A na zachętę powiem, że gdyby mi ktoś rok temu powiedział, że będę czytać sagę fantasy o przeszło siedmiu tysiącach stron, szczerze bym się roześmiała. A tu proszę :)

17:22, kot_kreskowy84
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 19 marca 2012

Brak czasu, który w ostatnich miesiącach dotkliwe daje mi się we znaki, sprawił, że czytanie książek przechodzi u mnie pewną metamorfozę. To, że czytam kilka książek jednocześnie to akurat żadna nowość – zawsze tak było. Nawet wypracowałam sobie pewnego rodzaju hierarchię książek czytanych na bieżąco: na pierwszym miejscu są książki, które faktycznie czytam codziennie, taka shortlista, ich miejsce jest na szafce nocnej. Druga kategoria to książki chwilowo odłożone – one rezydują w szufladzie nocnej szafki. Trzecia kategoria to książki odłożone na „kiedyś-tam”, które wracają na regał.

Nowością dla mnie jest natomiast format tych lektur. Otóż, czytam aktualnie trzy książki: jedną papierową („Starcie królów” G.R.R. Martin), jedną w formie audiobooka („Imperium” R. Kapuściński) i jedną w formie e-booka („Ania z Zielonego Wzgórza” L.M. Montgomery). Jest to mój pierwszy kontakt z lekturami w takich formatach i to nowe doświadczenie skłoniło mnie do refleksji. Główny wniosek, jaki mi się nasuwa to ten, że kupując książkę, powinno się ją dostawać we wszystkich trzech formach. Bo każda sprawdza się lepiej w innych sytuacjach. Jak dla mnie forma papierowa jest najlepsza i najprawdziwsza i nie sądzę, żebym z niej zrezygnowała kiedykolwiek. Niestety w przypadku grubych pozycji format papierowy nie sprawdza się jako książka, którą zawsze można mieć w torebce albo którą można trzymać jedną ręką (gdy drugą się na przykład karmi dziecko ;) ). W takich sytuacjach najlepszy dla mnie jest e-book. Ponieważ dopiero zaczynam badać teren książek elektronicznych, nie zainwestowałam jeszcze w czytnik i na razie czytam książki na ekranie telefonu. Zdaję sobie sprawę z mankamentów takiego rozwiązania, ale mimo to pasuje mi ono w wielu sytuacjach. Szczególnie, gdy okazuje się, że gdzieś muszę czekać w jakiejś kolejce, a nie mam ze sobą żadnej książki – otóż mam! W telefonie :) Coraz poważniej zastanawiam się nad zakupem czytnika, zwłaszcza że Amazon planuje wejść na polski rynek, a i cena 400 zł za prostego Kindle’a to już nie 1000 zł. Niestety odstraszają mnie trochę ceny e-booków, naprawdę uważam, że powinny być one co najmniej o połowę tańsze od tradycyjnych książek. Póki co mam w telefonie książki dostępne za darmo w domenie publicznej i na razie nie planuję żadnych zakupów.

Jeśli chodzi o audiobooki, zrobiłam już kiedyś pierwsze podejście do tego formatu, ale był to raczej falstart. Wtedy to była powieść sensacyjna. Teraz przy reportażu mam zupełnie inne odczucia. Książki czytanej słucham na spacerach, wcześniej słuchałam audycji z podcastów, ale uznałam, że może lepiej wykorzystać ten czas na „czytanie”. Miałam szczęście, że tym razem trafiłam na doskonałą pozycję i do tego w doskonałej interpretacji. Słuchając na spacerze pana Jerzego Treli zwalniam kroku, bo po co się spieszyć, lepiej sobie posłuchać. Wcześniej wydawało mi się, że nie potrafię się skupić zbyt długo na tekście słuchanym i że z tego powodu audiobooki nie są dla mnie. Okazuje się jednak, że tak nie jest. Oczywiście czasami myśli gdzieś uciekają, jednak nie na tyle, żeby się pogubić w treści. Audiobooki to doskonałe rozwiązanie wszędzie tam, gdzie ma się zajęte ręce i nie ma jak trzymać książki :)

Podsumowując, jak dla mnie, najlepsze propozycje na czytnik to opasłe tomiszcza, które po prostu niewygodnie się trzyma w ręku i które zajmują dużo miejsca w torbie (z drugiej strony, tak ładnie prezentują się na regale…). Do słuchania najlepiej pasuje mi literatura faktu, a cała reszta zostaje na papierze. Choć, jeszcze raz podkreślam, idealnym rozwiązaniem dla mnie byłoby mieć tę samą książkę we wszystkich trzech formatach – wtedy mogłabym się od niej zupełnie nie odrywać.

A Wy jakie macie doświadczenia związane z e-bookami i audiobookami?

10:29, kot_kreskowy84 , Varia
Link Komentarze (8) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 29
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
A teraz czytam
Blogi o książkach
Czytelnicze wyzwania
Księgarnie i biblioteki online
O książkach
Polecam także
Przeczytane w 2012 roku
W 2009 roku przeczytałam
W 2010 roku przeczytałam
W 2011 roku przeczytałam
Dodatki na bloga