Moje podróże po literaturze
Blog > Komentarze do wpisu

Powrót nauczyciela tańca

 

Dopiero co pisałam o skandynawskich kryminałach i o tym, że za kryminałami nie przepadam, a tu voila, sięgnęłam po najpopularniejszego chyba ostatnio skandynawskiego pisarza powieści kryminalnych Henninga Mankella. I, chyba będę odosobniona w swojej opinii, zawiodłam się na tej lekturze.

Sięgnęłam po Mankella po wielokrotnych namowach, a ostatecznie, po recenzji w kwartalniku „Książki”. Fragment recenzji z „The Times”, który znajduje się na okładce („Wciągający, sugestywny thriller, który rozgrywa się w przerażająco mrocznej atmosferze zła”) również zaostrzył mój apetyt na tę książkę. A tymczasem przez połowę książki poważnie rozważałam jej odłożenie, nie znalazłam w niej ani mrocznej atmosfery, ani wciągającego thrillera.

Na odludziu na północy Szwecji zostaje brutalnie zamordowany były inspektor policji Herbert Molin. Morderstwo jest wyjątkowo okrutne, a przy tym ewidentnie drobiazgowo zaplanowane – od użycia gazu łzawiącego, po krwawe ślady na podłodze układające się w kroki tanga. Miejscowej policji w śledztwie prywatnie pomaga Stefan Lindman – dawny współpracownik Molina. Trop prowadzi do czasów drugiej wojny światowej i wstydliwych faszystowskich sympatii niektórych Szwedów. Więcej z fabuły nie mogę zdradzić, żeby nie zepsuć nikomu przyjemności ze stopniowego odkrywania nowych faktów i powiązań.

Po raz kolejny moje zarzuty co do danej pozycji opierają się na niespełnionych oczekiwaniach. Chciałam, żeby mnie porwało, żebym nie mogła się oderwać, żebym zaniedbała inne obowiązki, byle tylko się dowiedzieć „kto zabił i dlaczego”, a tu nic. Śledztwo posuwa się do przodu powoli, policjanci sami wydają się znużeni tym, co robią. Podobnież czytelnik - „Powrót nauczyciela tańca” liczy sobie blisko 550 stron i moim zdaniem jest przegadany i spokojnie dałoby się to samo opowiedzieć na mniejszej liczbie stron (może nawet z korzyścią dla suspensu i rozwoju akcji). Do tego niektóre punkty fabuły wydały mi się trochę naciągane – czy da się w pomieszczeniu, w którym zabiło się człowieka (czyli jest tam dużo krwi) zostawić na tyle wyraźne ślady kroków, by dało się odczytać wzór tanga? Również motyw tego zabójstwa jak i całe zachowanie sprawcy wydawały mi się dziwne (SPOILER: no, żeby jechać z Ameryki Południowej do jakiejś chatki w lesie na północy Szwecji, żeby pomścić morderstwo dokonane kilkadziesiąt lat temu…).

Nie czytałam innych książek Mankella, w ogóle ze skandynawskich „hitów” czytałam tylko „Millenium” i Theorina, a mimo to już mam poczucie, że „to już było”: wyjątkowo brutalne morderstwo, odludzie, motywy faszystowskie. Już od dzieciństwa nudzi mnie, gdy autor buduje swoje książki na podobnym schemacie (tak po trzech książkach o małych dzieciach, które z Indii [lub z Ameryki] trafiają do zimnej, deszczowej Anglii pod opiekę nieczułych i niesympatycznych osób, skończyła się moja przygoda z książkami F.H. Burnett). Dlatego też myślę, że już mi starczy kryminałów skandynawskich.

niedziela, 13 listopada 2011, kot_kreskowy84

Polecane wpisy

  • Lepiej palić fajkę niż czarownice

    „Z przeprowadzonych przez nas w ubiegłym roku badań rynku prasy wynika, że przedstawiciele młodej inteligencji, określający się jako wierzący i praktykują

  • Światu nie mamy czego zazdrościć

    Reportaż Barbary Demick niejednokrotnie sprawiał, że otwierałam szeroko oczy ze zdumienia, przerażenia czy niedowierzania. Niby wszyscy wiemy, że w Korei jest ź

  • Służące

    Na wstępie dziękuję Padmie, u której na blogu dowiedziałam się o tej wspaniałej książce. Pochłonęłam ją w jeden dzień mimo, że powieść liczy sobie 600 stron, a

Komentarze
lilybeth
2011/11/14 10:19:53
Jestem fanką Mankella, ale tej książki jeszcze nie znam. Jednak na blogach czytałam raczej marne recenzje tej pozycji. Jeśli już poznawać Mankella, to z którąś z jego starszych książek o Wallanderze. Chociaż u niego akcja zawsze toczy się wolno, a wciągające jest nie to, kto zabił, ale - dlaczego.
I już to u kogoś w komentarzu pisałam - obstaję, ze wzór tanga argentyńskiego da się rozpoznać, bo ma bardzo charakterystyczne kroki. Znam z doświadczenia. Chyba, ze tango towarzyskie - to wtedy nie wiem ;)
Za to jeśli chodzi o motyw morderstwa - hmmm, Mankell chyba to lubi, podobnie było w "Chińczyku". Też mnie to nie bardzo przekonuje, ale ludzie są różni, więc kto wie.
Ja ostatnio czytałam Theorina "Zmierzch" i też miałam wrażenie, że to wszystko już było. Chyba też mam "skandynawski przesyt".
-
toska1982
2011/11/14 19:57:57
A ja uwielbiam Mankella - tej jeszcze nie czytałam a są to pierwsze przygody bez Kurta :( Jestem jej bardzo ciekawa :)
-
Gość: Dominika Anna, *.dynamic.gprs.plus.pl
2011/11/19 17:39:36
Mankella miałam okazję już poznać i była to miła przygoda. Tej nowej książki jeszcze nie czytałam, choć mam to w planach jeśli nadarzy się okazja. Mam nadzieję, że mnie bardziej przypadnie do gustu ;)
-
Gość: wito, *.internetdsl.tpnet.pl
2013/04/03 21:33:23
zostaje on zabity na dworzu wiec krew jest tam, slady sa natomiast w domu, mogły być rownie dobrze zrobione samymi butami umoczonymi w krwi
Dodatki na bloga