Moje podróże po literaturze
Blog > Komentarze do wpisu

Amsterdam

 

Ian McEwan w Polsce jest znany chyba głównie jako autor „Pokuty”, za sprawą niedawnej ekranizacji tejże powieści. Ponieważ nie lubię czytać książek, których ekranizacje widziałam w pierwszej kolejności, sięgnęłam po niepozorną (175 stron) książeczkę, za którą autor otrzymał Nagrodę Bookera – co samo w sobie stanowi doskonałą rekomendację.

W mroźny dzień na pogrzebie Molly Lane spotykają się mężczyźni, którzy byli obecni w jej życiu i dla niej ważni: jej mąż George oraz dawni kochankowie: wzięty kompozytor Clive, redaktor podupadającego dziennika Vernon, a także Julian Garmony – minister spraw zagranicznych. Pozornie niewiele znaczące spotkanie okaże się jednak o wiele bardziej brzemienne w skutki. Jedną z konsekwencji będzie wzajemna przysięga Clive’a i Vernona. Kompozytor, wstrząśnięty śmiercią byłej kochanki i jej stopniowym osuwaniem się w nieświadomość pod koniec życia, zwraca się do przyjaciela z prośbą o wyświadczenie pewnej przysługi, kiedy nadejdzie odpowiedni moment i sam również zobowiązuje się do tego samego. Druga konsekwencja spotkania na cmentarzu zostanie zapoczątkowana przez męża Molly, George’a, który w sekrecie wręcza Vernonowi zdjęcia wykonane przez Molly, które kompromitują ministra spraw zagranicznych. Vernon staje przed dylematem moralnym, czy wykorzystać te zdjęcia, aby ratować tonącą gazetę, kosztem zniszczenia człowieka. Chociaż chyba określenie „staje przed dylematem” nie jest tu na miejscu, ponieważ Vernon właściwie od razu wie, co zrobić ze zdjęciami. I tylko stanowczy sprzeciw Clive’a budzi w nim jakieś wątpliwości, które jednak szybko ustępują złości na przyjaciela, który zamiast zrozumienia i wsparcia oferuje ostrą krytykę moralności Vernona.  Złość Vernona jest o tyle uzasadniona, że sam Clive również nie jest bez skazy. Kompozytor, który pracuje nad wielką symfonią milenijną pisaną na zamówienie, cierpi na brak natchnienia. Aby je znaleźć wyruszył na łono natury, gdzie był świadkiem napaści na samotną kobietę. Jego dylemat polegał na tym, czy ruszyć napadniętej z pomocą, czy zostać w swoim ukryciu i zanotować muzykę, która pojawiła się w jego głowie. „Kiedy opuszczał się na dół, zrozumiał, że swym wahaniem tylko mydlił sobie oczy. Wyboru dokonał już w chwili, gdy mu przerwano” („Amsterdam” Ian McEwan, przekł. Robert Sudół, wyd. Świat Książki, 1999, s. 91). Między przyjaciółmi nawarstwia się żal i niezrozumienie. Każdy z nich doskonale usprawiedliwia swoje postępowanie, jednocześnie ubolewając nad upadkiem moralności drugiego. Czy uda im się pokonać te wzajemne urazy? Tego, nie mogę powiedzieć, żeby nie zepsuć czytelnikom punktu kulminacyjnego książki.

Przyznam, że mam dość ambiwalentne uczucia po przeczytaniu „Amsterdamu”. Z jednej strony mamy doskonały warsztat autora, który na nielicznych stronach potrafił stworzyć pełnokrwiste postaci i przedstawić, wcale nie pobieżnie, ich moralne dylematy. Ponadto moralność wydaje się dzisiaj pojęciem niemalże staroświeckim, tym lepiej więc, że McEwan porusza ten właśnie temat i to w odniesieniu do zwyczajnej, otaczającej nas rzeczywistości (kariera kontra moralność). Z drugiej jednak strony czuję się rozczarowana zakończeniem. W pewnym sensie było ono przewidywalne, jednak ja odniosłam wrażenie, że końcówka została mocno „naciągnięta”, żeby dopasować ją do ogólnego zamysłu. Owszem, tworzy to spójną całość kompozycyjnie i chyba żadne inne zakończenie nie mogłoby wchodzić z grę, ale trudno mi, jako czytelnikowi, przyjąć, że przedstawione w książce okoliczności byłyby wystarczające do takiego postępowania bohaterów, jak w końcówce.

Ogólnie jednak książka bardzo mi się podobała i mogę uznać pierwsze spotkanie literackie z Ianem McEwanem za udane.  Szkoda, że oglądałam już „Pokutę” – teraz znając styl autora wiem, że ominęła mnie bardzo intrygująca lektura.

PS. Na WTK niestety nie dotarłam, ech może za rok... :) 

 

środa, 18 maja 2011, kot_kreskowy84

Polecane wpisy

  • Lepiej palić fajkę niż czarownice

    „Z przeprowadzonych przez nas w ubiegłym roku badań rynku prasy wynika, że przedstawiciele młodej inteligencji, określający się jako wierzący i praktykują

  • Światu nie mamy czego zazdrościć

    Reportaż Barbary Demick niejednokrotnie sprawiał, że otwierałam szeroko oczy ze zdumienia, przerażenia czy niedowierzania. Niby wszyscy wiemy, że w Korei jest ź

  • Korczak. Próba biografii

    Przeczytałam tę książkę już jakiś czas temu, jednak trudno mi napisać jej recenzję. Po raz kolejny przekonuję się, że niełatwo przychodzi opisywanie bardzo dobr

Komentarze
Gość: , *.play-internet.pl
2011/05/18 12:03:39
Czytałam "Pokutę" tego autora i bardzo mi się podobała. Sięgnęłam po nią dopiero po obejrzeniu filmu, ale miło się zaskoczyłam, bo książka i film troszkę się od siebie różnią, a zakończenie jest zupełnie inne, więc nie obawiaj się, że zepsułaś sobie przyjemność czytania ;)


przyjemnostki.wordpress.com/
-
2011/05/18 14:56:18
"Amsterdam" też przeczytałam najpierw, a póxniej sięgnęłam po Pokutę, któa podobała mi się o wiele bardziej
-
claudete
2011/05/18 18:54:41
Podobnie jak Ty oglądałam już "Pokutę", lecz wcale nie zniechęca mnie do sięgnięcia po książkę.
Może dlatego, że bardzo chę zapoznać się wreszcie z twórczością McEwana - w tym celu przeglądnęłam nawet biblioteczny katalog i chociaż niestety nie ma w nim "Amsterdamu" to o pozycję tę jeszcze zawalczę - od dawna pragnę ją przeczytać.

Pozdrawiam :)
-
2011/05/18 20:19:13
Wygląda na to, że jednak sięgnę po "Pokutę" :)
-
Gość: Gosia.K, *.ip.netia.com.pl
2011/06/03 11:00:55
McEwan to jeden z moich ulubionych pisarzy brytyjskich. Polecam "Pokutę", bo książka dużo lepiej opisywała emocje bohaterów i była dużo bogatsza niż film. Poza tym "Eduring love" (chyba się to zwało "Przetrwać tę miłość" po polsku), a jeśli masz mocne nerwy - "Pocieszenie" ("Comfort of strangers"). Pozdrawiam!
Dodatki na bloga