Moje podróże po literaturze
Blog > Komentarze do wpisu

Pieśń łuków - Azincourt

Zastanawiam się, od czego zacząć tę recenzję: chyba od tego, że jestem pod ogromnym wrażeniem! Chapeau bas przed autorem. Ale po kolei. Do tej pory czytałam tylko jedną książkę Bernarda Cornwella – „Zimowego monarchę”. Podobała mi się, jednak najwyraźniej nie na tyle, by sięgnąć po dalsze części trylogii arturiańskiej. Wiedząc jednak, że Cornwell wielkim pisarzem jest, skusiłam się po inną jego powieść „Pieśń łuków. Azincourt”. I to był strzał w dziesiątkę. O tym, jak dobra jest ta pozycja niech świadczy fakt, że nie lubię czytać szczegółowych opisów batalistycznych, mierzi mnie czytanie o wyłupianiu oczu, rozlewaniu krwi i gruchotaniu kości, a pomimo, że właściwie jedna trzecia tej książki to właśnie takie opisy, naprawdę jestem pełna uznania dla autora i uważam, że jest to kawał dobrej powieści historycznej.

„Pieśń łuków” to powieść o przygodach pewnego młodego angielskiego łucznika Nicholasa Hooka. Na tle jego awanturniczych losów (zaciekły spór rodowy, wyjęcie spod prawa, niemal cudowne ocalenie podczas oblężenia we Francji, wątek romantyczny i wreszcie udział w inwazji angielskiej na Francję) poznajemy genezę i przebieg inwazji armii angielskiej pod wodzą młodego, ambitnego króla Henryka V na Francję – od wylądowania floty w Normandii, poprzez wykańczające oblężenie niewielkiego Harfleur, po ostateczne rozstrzygnięcie na polach w pobliżu Azincourt. Bitwa pod Azincourt to jedna z największych bitew średniowiecznej Europy, stoczona zaledwie kilka miesięcy po „naszym” Grunwaldzie. Szczególnie wsławili się w niej właśnie angielscy łucznicy, którzy bardzo długo i skutecznie odpierali atak zbrojnych rycerzy francuskich.

Bernard Cornwell wykonał ogromną pracę przygotowując tę książkę. Nie znam się co prawda na historii średniowiecza ani na zagadnieniach batalistycznych, ale można odnieść wrażenie, że każdy szczegół jest na swoim miejscu, odpowiednio wkomponowany w swoje historyczne tło.  Zresztą można o tym poczytać na końcu książki w „Nocie historycznej”, w której autor oddziela użytą przez siebie fikcję literacką od prawdy historycznej.

Taka dbałość o szczegół robi ogromne wrażenie, tym bardziej, że książka jest napisana tak żywym i soczystym językiem, że właściwie stanowić może gotowy scenariusz do filmu (według informacji na okładce wydania sprzed dwóch lat, już jest w przygotowaniu adaptacja filmowa).

„-Napiąć łuki – rozkazał półgłosem Evelgold. (…) Pięć tysięcy łuczników napięło swe łuki. Pięć tysięcy strzał czekało na pięciu tysiącach cięciw. Wtem za lasem Tramecourt wzbiło się w górę stado szpaków i rozległ się głośny trzepot ich skrzydeł. Ptaki wyglądały niczym pióropusz czarnego dymu, wirujący nad drzewami. Po chwili, równie nagle, jak się pojawiły, znikły z pola widzenia. Wzdłuż całej francuskiej linii słychać było trzask zamykanych przyłbic. (…) Nad polem bitwy pod Azincourt zapadła cisza, w której buława wzbijała się w górę, połyskując złotymi kwiatonami na tle szarego nieba. – Teraz! – krzyknął sir Thomas. – Strzelać!

Buława opadła w dół.

Hook zwolnił cięciwę.

Pięć tysięcy strzał pomknęło do celu”. [„Pieśń łuków. Azincourt”, Bernard Cornwell, wyd. Esprit, 2009, s.488]

Dzięki takim dynamicznym i plastycznym opisom książkę czyta się doskonale, choć przyznam szczerze, że niektóre szczegółowe opisy tortur i rzezi podczas bitew pomijałam, bo po prostu nie lubię o tym czytać. Jednak właśnie te opisy brutalności walk i surowego życia codziennego świadczą o realizmie przedstawionego świata oraz rzetelności historycznej i pozwalają przenieść się w tamte czasy i poczuć ducha tamtej epoki. Przy tym wszystkim styl Cornwella jest bardzo spójny i lekki, dzięki czemu w tej długiej (600 stron) i pełnej batalistycznych scen książce, kartki niemal niepostrzeżenie same się przewracają. Pozostaję pod dużym wrażeniem i chylę czoło zarówno przed autorem, jak również przed tłumaczem, panem Tomaszem Tesznarem, który tak doskonale oddał zamysł autora.

środa, 20 kwietnia 2011, kot_kreskowy84

Polecane wpisy

  • Lepiej palić fajkę niż czarownice

    „Z przeprowadzonych przez nas w ubiegłym roku badań rynku prasy wynika, że przedstawiciele młodej inteligencji, określający się jako wierzący i praktykują

  • Światu nie mamy czego zazdrościć

    Reportaż Barbary Demick niejednokrotnie sprawiał, że otwierałam szeroko oczy ze zdumienia, przerażenia czy niedowierzania. Niby wszyscy wiemy, że w Korei jest ź

  • Korczak. Próba biografii

    Przeczytałam tę książkę już jakiś czas temu, jednak trudno mi napisać jej recenzję. Po raz kolejny przekonuję się, że niełatwo przychodzi opisywanie bardzo dobr

Komentarze
2011/04/20 20:48:16
Lubię poczytywać Cornwella, ta książka jest na mojej liście i po Twojej recenzji widzę, że jest na co czekać. A czytałaś przygody Sharpe'a?
Dodatki na bloga