Moje podróże po literaturze
Blog > Komentarze do wpisu

Oskarżona Wiera Gran

Tytułem wstępu i usprawiedliwienia: ostatnio bardzo zaniedbałam swoją obecność w blogosferze. Jest to spowodowane wieloma zmianami, które dokonują się w moim życiu prywatnym i zawodowym. Książki oczywiście cały czas czytam i nazbierały mi się trzy zaległe recenzje. Oto pierwsza z nich.

„Oskarżona Wiera Gran” zaciekawiła mnie już dużo wcześniej, więc ucieszyłam się, kiedy przyuważyłam ją na półce z nowościami w bibliotece. Lubię książki opowiadające o losach ludzi na tle dziejowych zawirowań, poza tym intrygująca wydała mi się sama historia Wiery Gran, streszczana w recenzjach. Miałam więc nadzieję na udaną lekturę.

Byłam więc zaskoczona, kiedy „poznałam” główną bohaterkę jako niesympatyczną, podejrzliwą i krzykliwą staruszkę ogarniętą manią prześladowczą. Od pierwszych stron nie zapałałam sympatią wobec Wiery i trochę obawiałam się, że negatywne nastawienie w stosunku do bohaterki przełoży się na negatywne odczucia w stosunku do samej książki. Na szczęście tak się nie stało, a to pewnie za sprawą autorki Agaty Tuszyńskiej, która z kawałków historii, ze strzępków wspomnień usnuła wielowarstwową, wciągającą opowieść.

Pierwsza warstwa to historia samej Wiery, opis kolei jej losu, który okazał się bardzo niełatwy. Marzyła o karierze tancerki, jednak kontuzja sprawiła, że została śpiewaczką. Miała wszystko, czego mogłaby sobie życzyć wschodząca gwiazda: urodę i wyjątkowy głos. W getcie warszawskim na występach akompaniował jej Władysław Szpilman. Co ciekawe,  wtedy to jej nazwisko było bardziej rozpoznawalne, to dla niej ludzie przychodzili na występy. A jednak dziś wszyscy wiemy, kim był Władysław Szpilman, a nikt nie wie, kim była Wiera Gran. Po wojnie pojawiły się plotki, że Wiera współpracowała z okupantem. I mimo wielokrotnych sprostowań, a nawet oczyszczającego z zarzutów wyroku sądu, Wierze nigdy nie udało się pozbyć tej łatki: szkalowanie, zniesławienie prześladowało ją już do końca życia, nawet poza granicami kraju. Jej wersja wydarzeń (mówiąca między innymi o tym, że to właśnie Szpilman współpracował z okupantem aktywnie działając w żydowskiej policji w getcie) nigdy nie przebiła się do szerszego nurtu, nigdy nie zyskała zwolenników. Choć z upływem czasu nawet osoby, które tuż po wojnie ją oczerniały, wycofywały się z wypowiedzianych sów, albo zasłaniały się lukami w pamięci. Wiera Gran pod koniec życia cierpiała psychicznie, ciągle wydawało jej się, że ktoś czyha na jej życie, że wokół niej zawiązał się jakiś spisek, że nikomu nie można ufać. W gruncie rzeczy jest to bardzo smutna historia o zniszczonym życiu. Pozostaje tylko pytanie, czy to Wiera sama je sobie zniszczyła, czy zrobili to inni w obawie przed ujawnieniem własnych złych czynów?

Druga warstwa to opowieść o postawach moralnych w trudnych czasach. Wisława Szymborska napisała w wierszu „tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono”. Po lekturze książki ten cytat sam się nasuwa i każe powstrzymać się od oceniania postępowania ludzi żyjących w czasach II Wojny Światowej. Mam wrażenie, że z wielu lektur szkolnych można zbudować sobie przeświadczenie, że wszyscy dobrzy ludzie w czasach wojny, zachowywali się bohatersko i woleli oddać życie w imię wartości niż zgodzić się na jakiś kompromis. To bez wątpienia najszlachetniejsza postawa, jednak czy taka powszechna? Myślę, że wiele osób w tamtych czasach wolała jednak zachować przede wszystkim życie, zarówno swoje, jak i swoich najbliższych, nawet kosztem ideałów i wartości. I też nie chodzi mi tutaj o ewidentną kolaborację, tylko o takie zwyczajne (jeśli w takich czasach życie w ogóle może być uznane za zwyczajne) życie balansujące na granicy zachowania twarzy a zdrady ideałów. W każdej rzeczywistości są bohaterowie, ci, którzy oddadzą swoje życie dla innych. Strzelą lub pozwolą się rozstrzelać, zaatakują lub ochronią własną piersią. Są i zwykli ludzie. Nimi jesteśmy. Odwaga jest cnotą, nie wolno jej wymagać. Oczekiwać można jedynie przyzwoitości. Nie doniosę. Dobrowolnie nie uczynię zła, nie wydam cię za kilogram cukru. Nie, nie muszę ci pomóc, skoro zagraża to życiu, mojemu i mojej rodziny. Nie sądź mnie, jeśli tego nie zrobię. Jestem tylko człowiekiem. Nie chcę pozbawiać moich dzieci przyszłości” [„Oskarżona Wiera Gran” Agata Tuszyńska, Wydawnictwo Literackie,  2010, s.181]. Ta kwestia jest obecnie bardzo aktualna -  dużo się mówi o różnych postawach Polaków wobec Żydów w czasie wojny. Warto pamiętać o tym, że nie można wymagać bohaterstwa i przed wydaniem osądu zastanowić się, czy możemy być pewni, że sami zachowalibyśmy się bohatersko, czy może „zaledwie” przyzwoicie.

wtorek, 05 kwietnia 2011, kot_kreskowy84

Polecane wpisy

  • Lepiej palić fajkę niż czarownice

    „Z przeprowadzonych przez nas w ubiegłym roku badań rynku prasy wynika, że przedstawiciele młodej inteligencji, określający się jako wierzący i praktykują

  • Światu nie mamy czego zazdrościć

    Reportaż Barbary Demick niejednokrotnie sprawiał, że otwierałam szeroko oczy ze zdumienia, przerażenia czy niedowierzania. Niby wszyscy wiemy, że w Korei jest ź

  • Korczak. Próba biografii

    Przeczytałam tę książkę już jakiś czas temu, jednak trudno mi napisać jej recenzję. Po raz kolejny przekonuję się, że niełatwo przychodzi opisywanie bardzo dobr

Komentarze
2011/04/05 20:51:40
Po raz pierwszy o tej ksiązce usłyszałam w programie Wellman i wtedy mnie zainteresowała, widzę, że pochwały prezenterki nie były czcze
Dodatki na bloga