Moje podróże po literaturze
Blog > Komentarze do wpisu

Geniusz i obsesja

Ostatnio jakoś chętniej niż po fikcję sięgam po książki oparte na faktach, najlepiej biograficzne. Dlatego, kiedy koleżanka poleciła mi książkę „Geniusz i obsesja. Wewnętrzny świat Marii Curie” (dzięki, Aga!) wiedziałam, że to będzie coś dla mnie. I nie zawiodłam się.

Wstyd się przyznać, ale przed rozpoczęciem tej lektury o wielkiej rodaczce nie wiedziałam właściwie nic poza hasłami „kobieta-Noblistka, rad, Francja, Piotr Curie”.  Teraz każde z tych kluczowych haseł nabrało jakiegoś znaczenia.

Francja, czyli kraj, do którego 23-letnia Maria Skłodowska wyjechała, aby spełniać swoje marzenia i studiować fizykę na Sorbonie. Kraj, w którym przeżyła całą resztę swojego życia. Kraj, który ją przygarnął, kiedy była ambitną studentką, ale i odrzucił, kiedy stała się obiektem nagonki medialnej. Kraj, którego stuprocentowymi obywatelkami czuły się jej córki. I wreszcie, kraj, w którym poznała swego męża, Piotra Curie – który obok fizyki był największą miłością jej życia.

Piotr Curie – człowiek, który dzięki współdzieleniu tej samej pasji stał się najbliższą jej osobą. Oprócz zamiłowania do fizyki łączyła ich introwertyczna natura, niechęć do prowadzenia życia towarzyskiego. Byli dla siebie partnerami w pracy, która właściwie stanowiła i wypełniała całe ich życie. Razem podejmowali się eksperymentów, razem doświadczali goryczy porażki i dumy sukcesu. Tworzyli właściwie jedną, uzupełniającą się całość. Nietrudno sobie wobec tego wyobrazić, jak ciężkim przeżyciem dla Marii musiała być tragiczna śmierć Piotra. „Wraz ze śmiercią Piotra Maria nieodwołalnie zamknęła się na świat. Radość już nigdy nie miała zagościć na jej twarzy.” [„Geniusz i obsesja. Wewnętrzny świat Marii Curie” Barbara Goldsmith, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2008, s.125]

Rad – pierwiastek, który Maria nazywała „swoim dzieckiem”. Jedno z jej największych odkryć, które przyniosło jej Nagrodę Nobla, popularność, ale także liczne choroby i ostatecznie śmierć. Jak się okazuje odkrycie radu i promieniotwórczości stało się nowinką naukową, cieszącą się ogromną popularnością również  wśród szerokiej publiczności. Uznano go za panaceum na wszelkie schorzenia i dolegliwości. Wiedząc to, co dzisiaj każdy laik wie o promieniotwórczości, ze zgrozą czyta się, że na początku XX wieku rad był chętnie dodawany do kosmetyków czy herbat, albo noszony blisko ciała, aby „przywracać witalność i energię seksualną”. [tamże, s.108] Równie przerażają opisy warunków, w jakich Maria Curie i jej współpracownicy prowadzili badania: bez żadnej odzieży ochronnej, nawet bez rękawiczek, przenosząc „rad czy polon z jednego naczynia do drugiego, zasysając te substancje przez pipetkę.” [tamże, s.205]

Kobieta-Noblistka – Maria Curie była pierwszą kobietą, która została uhonorowana Nagrodą Nobla. W dodatku otrzymała tę nagrodę dwukrotnie: po raz pierwszy w 1903 roku wraz ze swym mężem oraz Henrim Becqeurelem za badania nad zjawiskiem promieniotwórczości, a po raz dugi w 1911 za odkrycie i wydzielenie radu. Jednak za tymi dwoma lakonicznymi stwierdzeniami o ogromnym sukcesie kryje się wiele lat ciężkiej i wyniszczającej pracy, ale także mnóstwo upokorzeń związanych z faktem bycia kobietą. Początek XX wieku to nie był okres sprzyjający samodzielnie myślącym kobietom. Ruch emancypacyjny dopiero się tworzył i nawet wśród samych kobiet dominowało przekonanie, że miejsce kobiety jest w domu, a jeśli już musi coś robić, to i tak nie potrafiłaby ona dojść do czegoś wyższego niż stanowisko asystentki. Tak też postrzegano Marię, szczególnie przy pierwszej nagrodzie. „Nad oficjalnym listem nominującym Piotra Curie i Henriego Becquerela do Nagrody Nobla w 1903 roku w dziedzinie fizyki pracowało razem czterech wpływowych naukowców. Pani Curie nie została jednak wymieniona. (…) Najbardziej szokującej było to, że w tej czwórce był Gabriel Lippmann, którego Maria uważała za bliskiego przyjaciela i doradcę. Lippmann jednak uważał Marię za ubogą młodą studentkę, a nie za potencjalną konkurentkę”. [tamże, s.99] Przyznanie zaś drugiej nagrody odbyło się w cieniu skandalu związanego z romansem owdowiałej Marii z wieloletnim przyjacielem Paulem Langevinem, który był żonaty. Akademia wystosowała do Marii Curie list informujący, że gdyby wcześniej wiedziano o tej sprawie, prawdopodobnie nie podjęto by takiej decyzji. Skandal obyczajowy stał się doskonałą okazją do „wyżycia się” dla wszystkich naukowców, którzy czuli się oburzeni i obrażeni faktem, że kobieta ma czelność zajmować się poważną nauką i w dodatku robić to lepiej od nich.

Właściwie mogłabym wypisać jeszcze więcej haseł, które teraz będą mi się kojarzyć z Marią Curie, ale wtedy chyba przepisałabym całą książkę, a przecież nie chcę nikomu odbierać przyjemności z lektury. Dodam tylko, że jestem pod ogromnym wrażeniem genialności umysłu nie tylko Marii, ale wszystkich wymienionych w książce naukowców. To, czego ja nawet w połowie nie rozumiem, oni wymyślili albo odkryli na podstawie własnych doświadczeń, badań i konkluzji. Ogromnie żałuję, że w czasach szkolnych nie trafiłam na nauczyciela przedmiotów ścisłych z powołania, który nauczyłby mnie fizyki, chemii czy matematyki, jako sposobu rozumienia otaczającego mnie świata, a nie jako zbioru wzorów i regułek. No cóż, może w kolejnym wcieleniu…

niedziela, 24 kwietnia 2011, kot_kreskowy84

Polecane wpisy

  • Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku

    Dorota Masłowska – enfant terrible polskiej literatury. Jedni uwielbiają, drudzy kręcą nosem. Mój dotychczasowy kontakt z jej twórczością nie pozwolił mi

  • Niedziela, która zdarzyła się w środę

    Tak się niecodziennie zdarzyło, że jednocześnie czytałam dwie książki tego samego autora. Na czytniku mam zaczęty „Gottland”, a ostatnio z bibliotek

  • Na wschód od Edenu

    I czemu ja się znowu dziwię? Sięgam po książkę uznaną za wielkie dzieło literackie, a czuję się, jakbym odkryła Amerykę: „Wow! Ta książka jest super. Bier

Komentarze
Gość: Eireann, *.adsl.inetia.pl
2011/04/25 10:35:05
Tak zajmująco napisałaś o tej książce, że mam ochotę zostawić swoje lektury i sięgnąć po nią. Kiedyś oglądałam serial o Skłodowskiej-Curie, stąd pamiętam, że miała bardzo ciekawe i niełatwe życie.
-
blackmilk89
2011/04/26 16:47:38
Dzięki za opinię o tej książce! Uwielbiam biografie, a nigdy wcześniej o niej nie słyszałam. Teraz koniecznie muszę po nią sięgnąć - dzięki Twojej recenzji i intrygującemu tytułowi :) pozdrawiam Cię serdecznie, Daria.
-
Gość: naia, *.dynamic.chello.pl
2011/05/03 12:07:19
Takich nauczycieli z powołania, zwłaszcza jeśli chodzi o przedmioty ścisłe, jest bardzo niewielu i też nad tym boleję. Fizyka jest rzeczywiście niesamowicie ciekawa - to w końcu nauka wyjaśniająca funkcjonowanie świata - jednak by z niej wyciągnąć wszystkie smaczki, potrzeba trochę wysiłku, tymczasem beznamiętni fizycy w szkole (na wyższych uczelniach zresztą też) mają raczej wybitny talent do jej obrzydzania. Za te informacje o życiu Skłodowskiej-Curie bardzo dziękuję, nic wcześniej o niej nie wiedziałam, prócz tego, że była wybitnym umysłem tamtych czasów i że nie było jej lekko w świecie naukowców-mężczyzn, mimo że im dorównywała pod względem talentu, intelektu, zaangażowania. Widziałam gdzieś zdjęcie z jakiejś konferencji naukowej z początku ubiegłego wieku - prezentowała się ciekawie jako jedyna kobieta w tym męskim gronie :) Pozdrawiam.
-
fosher
2011/05/03 14:53:59
Przyznam, że nie przepadam za biografiami ludzi, którzy tak naprawdę w ogóle mnie nie interesują. To się właśnie tyczy Marii Skłodowskiej. Oczywiście, nie twierdzę, że nie jest genialna. Owszem, jest. I niech już tak pozostanie. ;)
Pozdrawiam serdecznie,
Ew.
Dodatki na bloga