Moje podróże po literaturze
Blog > Komentarze do wpisu

Dziennik ciężarowca

Zdecydowana większość książek dotyczących ciąży skupia się naturalnie na kobiecie i na jej przeżywaniu tego okresu. A gdyby tak poczytać o tym, jak ciążę „przechodzą” mężczyźni…?

Tomasz jest dziennikarzem, ma 32 lata i właśnie dowiedział się, że zostanie ojcem. „Dziennik ciężarowca” to pełen uroku i humoru zapis jego wrażeń, przemyśleń i przeżyć związanych z tym wyjątkowym okresem. Każdy kto jest albo był w ciąży (niezależnie od płci) nieraz pokiwa głową ze zrozumieniem nad obawami przyszłych rodziców albo nad zmieniającymi się jak w kalejdoskopie nastrojami. Z jednej strony Tomasz stara się bardzo wspierać swoją partnerkę (a później żonę), emocjonuje się wraz z nią USG, martwi niedyspozycjami – czasem jednak na kartach swojego dziennika daje upust frustracji wynikającej z tego, że ciąża przesłania wszystko inne i staje się najważniejszym punktem każdej rozmowy:

„Potem mówię, że nie wiem, dlaczego tak się dzieje. I czuję się zagubiony. Ale nie mogę przestać mówić. -Jestem zmęczona – przerywa mi Aga i zamawia herbatę z cytryną. Ja tu ważne sprawy, rzeczy ogromnie osobiste, a ona zmęczona! (…) No jasne, kurde! Szantaż ciążą! (…) A poza tym, jak to: zmęczona? Przecież to, o czym chcę rozmawiać, to najważniejsza rzecz na świecie.” [„Dziennik ciężarowca”, Tomasz Kwaśniewski, Wydawnictwa WAB, 2007, s.100].

Bardzo podobała mi się w tej książce szczerość i prawdziwość opisywanych uczuć, nawet  jeśli czasem wyrażane były one w formie wulgaryzmów. Dzięki temu czytelnik nie ma wrażenia, że czyta lukrowaną historię o idealnych przyszłych rodzicach, którzy pieją z zachwytu nad każdym USG i nad każdym objawem ciąży, ale o ludziach z krwi i kości, którzy przechodzą przez zupełnie nowy i nieznany czas w życiu, którzy z jednej strony czują ogromną radość, ale przesłoniętą niepokojem o przyszłość – czyli właściwie, o ludziach takich jak my sami.

Tomasz martwi się o przyszłość: o to, czy poradzi sobie finansowo, o to, czy będzie dobrym ojcem – sam przez pewien czas miał problemy z uzależnieniem od hazardu i właściwie dopiero teraz zaczyna prowadzić „dorosłe”, odpowiedzialne i uporządkowane życie. Perspektywa odpowiedzialności nad małym człowiekiem budzi w nim zarówno obawę, jak też motywuje do działania.

„Bo ja się właśnie martwię, że sobie nie poradzę. A przecież od dziecka nie ucieknę. Nie powiem, że go nie kocham, że sobie nie radzę, że ono musi sobie poradzić samo. Bo przecież sobie nie poradzi. Będzie malutkie i całkowicie ode mnie zależne. Boże jaka to straszna odpowiedzialność! Ale z drugiej strony, wielu ludzi jakoś sobie z tym radzi. I ja też sobie poradzę. Zrobię tak, jak będę potrafił najlepiej. I czasem pewnie mi nie wyjdzie, czasem będzie gorzej. Ale przecież nie jestem sam. Przecież jest Agnieszka. Czuję, jak strach ustępuje, jak rodzi się nadzieja. I świat rusza z miejsca.” [s. 170].

„Dziennik ciężarowca” to nie tylko zabawny i bardzo szczery opis tego, jak mężczyzna przeżywa ciążę, ale również opowiadanie o tym, jak dojrzewa się do takiej odpowiedzialności i do miłości ojcowskiej. Gorąco polecam tę książkę każdemu, ale w szczególności osobom spodziewającym się dziecka – nic tak nie podnosi na duchu, jak świadomość tego, że nie my jedyni boimy się o przyszłość, kłócimy o głupoty i czujemy czasem bezsilność wobec samych siebie. Lekkie pióro i pełen humoru i dystansu język autora sprawia, że książkę czyta się dosłownie w mgnieniu oka. A gdyby ktoś chciał najpierw sprawdzić, czy rzeczywiście ta lektura mu podejdzie, można wejść na blog autora pod tym samym co książka tytułem „Dziennik ciężarowca”.

Bo to właśnie blog był pierwszy, a dopiero później została wydana książka. Większych różnic nie zauważyłam, poza zmianą imion no i korektą redaktorską w książce. W każdym razie, serdecznie polecam jedno i drugie.

wtorek, 19 kwietnia 2011, kot_kreskowy84

Polecane wpisy

  • Lepiej palić fajkę niż czarownice

    „Z przeprowadzonych przez nas w ubiegłym roku badań rynku prasy wynika, że przedstawiciele młodej inteligencji, określający się jako wierzący i praktykują

  • Światu nie mamy czego zazdrościć

    Reportaż Barbary Demick niejednokrotnie sprawiał, że otwierałam szeroko oczy ze zdumienia, przerażenia czy niedowierzania. Niby wszyscy wiemy, że w Korei jest ź

  • Korczak. Próba biografii

    Przeczytałam tę książkę już jakiś czas temu, jednak trudno mi napisać jej recenzję. Po raz kolejny przekonuję się, że niełatwo przychodzi opisywanie bardzo dobr

Komentarze
niedopisana
2011/04/19 17:30:02
Czytałam "Dziennik ciężarowca" już jakiś czas temu. Pamiętam, że bardzo rozbawiła mnie końcówka, w której znajomi i rodzina zadręczali przyszłych rodziców telefonami w oczekiwaniu na informację o spóźniającym się porodzie ;) Całkiem oryginalne spojrzenie na kwestię ciąży - warto wiedzieć, jak przeżywają ją przyszli tatusiowie ;)
-
Gość: Ania, *.allegro.pl
2011/05/06 20:09:14
Czytałam dosyć dawno, ale pamiętam, że średnio mi się podobała.
Dodatki na bloga