Moje podróże po literaturze
Blog > Komentarze do wpisu

Ludzie na walizkach

Po tę książkę sięgnęłam przypadkiem – bo stała w bibliotece na półce z nowościami. Później, kiedy przeglądałam wszystkie przyniesione z biblioteki książki, ta przyciągnęła moją uwagę na tyle, że od razu ją przeczytałam.

„Ludzie na walizkach” to zbiór wywiadów, jakie Szymon Hołownia przeprowadził z różnymi ludźmi, którzy w taki czy inny sposób otarli się o śmierć i którym nie jest obce cierpienie. Wydawałoby się, że taka książka musi być bardzo przygnębiająca. Otóż, nie jest. Jest smutno, to fakt, ale przede wszystkim z tej książki płynie siła i mądrość. O swoim cierpieniu wypowiadają się osoby, które dotknęła ciężka choroba – ale wcale nie popadają w użalanie się nad sobą; choć przyznają, że nie było i nadal nie jest im łatwo, starają się skupiać na celach, na możliwościach, chwytać się nadziei. Osoby, których dotknęła śmierć najbliższych, nie wygrażają niebu i nie mają pretensji do całego świata, lecz pokazują, jak godnie żyć z cierpieniem, mimo tego ogromnego bólu. I wreszcie ludzie, którzy z racji zawodu na co dzień stykają się ze śmiercią, opowiadają, o dramatycznych wyborach, przed jakimi nieraz muszą stawać i o tym, że wszystkie teoretyczne i filozoficzne rozważania moralne na niewiele się zdają, kiedy tu i teraz trzeba dokonać wyboru, który decyduje o ludzkim życiu.

Te wywiady dają dużo do myślenia, każą się zastanowić nad sobą i swoim życiem. I nawet nie chodzi o to, że „ja tu się martwię egzaminem, a inni to dopiero mają problemy”. Ja odebrałam tę książkę właśnie nie w kontekście problemów, lecz w kontekście nadziei i siły – „skoro inni w tak tragicznych okolicznościach znajdują w sobie siłę i potrafią wyjść naprzeciw, to ja też mogę znaleźć w sobie siłę, żeby pokonać swoje drobne przeciwności losu”. Wiele mądrych zdań pada w tej książce dotyczących pogodzenia się z cierpieniem – pogodzenia się z tym, że cierpienie jest na świecie oraz z tym, że trzeba przez nie przejść, że nie da się z nim walczyć. Uświadomienie sobie tego w tak trudnych chwilach, przez jakie przechodzili rozmówcy Szymona Hołowni wymaga naprawdę ogromnej siły ducha i dla mnie jest czymś niezwykle poruszającym.
„Bo wie pan, cierpienie zawsze było i zawsze będzie, żebyśmy nie wiem ilu winnych ukarali, żebyśmy nie wiem ile organów wycięli, uśpili ludzi. To zdanie dla współczesnego Europejczyka brzmi jak herezja – zawsze będą pogrzeby.” („Ludzie na walizkach”, Szymon Hołownia, Znak, Kraków 2010, s.133)

I kolejny cytat, których z tej książki można naprawdę wybrać dużo, bo one mówią same za siebie:
„Wie pan, kiedy umarła moja córka, a moja żona leżała w szpitalu, miałem wokół siebie wielu pocieszaczy, tłumaczy, mędrców przekonanych, że skoro wpiszą cierpienie w jakiś łańcuch przyczyn i skutków, przestanie być ono groźne, że jeśli coś zrozumiem – przestanę czuć ból. To bzdury. (…) cierpienie ma i musi mieć miejsce w naszym życiu. Nie można go zepchnąć do przytułków i instytucji. Nie można go rozstrzeliwać argumentami, topić w lukrze, jak to robią niektórzy wybitni specjaliści, uczenie i pięknie mówiąc o cierpieniu.” (ibidem, s.129)

Kolejna ważna rzecz, nad którą czytelnik zaczyna się zastanawiać w trakcie lektury, jest rola cierpienia w dzisiejszym świecie. Zwłaszcza w tym naszym, zachodnim, konsumpcyjnym świecie. Doskonale to ujął jeden z rozmówców, pan Kazimierz Szałata:
„Rozmawiałem kiedyś z dwudziestoparoletnim chłopakiem z Warszawy, inteligentnym, przystojnym, dowcipnym, który kilka razy próbował się zabić, bo niespodziewanie stracił i czuł presję oraz pełne litości spojrzenia rówieśników. Ale pamiętam też inną sytuację (…) Nie wiem, jak ten człowiek się poruszał, nie miał rąk ani nóg – jakieś kikuty (…) Twarz też miał potwornie zdeformowaną, ale uśmiechniętą. Powiedział mi tylko jedno: piętnaście lat temu został wyleczony z trądu i żyje. (…) Łysy chłopak z Polski chce skończyć życie, bo nie jest w stanie sprostać jakiejś wydumanej przez siebie wizji. Nieporównanie bardziej poraniony człowiek z Niamey żyje w realnym świecie, ma realne problemy i nie rozpacza, że jest Tomem Cruisem”. (ibidem, s.128)
Jak często w dzisiejszym świecie ludzie mylą pojęcia i wartości, dopóki nie staną twarzą w twarz z prawdziwą tragedią i cierpieniem? Właśnie dlatego ta książka jest ważna i dlatego będę ją każdemu polecać – bo pokazuje, co w życiu jest najważniejsze, każe zapomnieć o wartościach konsumpcyjnych a zwrócić się ku wartościom prawdziwym, takim jak życie, zdrowie, miłość, przyjaźń, poświęcenie. Warto o tych nich pamiętać codziennie, nie czekając aż los sprawi, że będziemy musieli sobie te wartości dopiero uświadomić.
Jeszcze raz gorąco polecam każdemu!

piątek, 11 lutego 2011, kot_kreskowy84

Polecane wpisy

  • Lepiej palić fajkę niż czarownice

    „Z przeprowadzonych przez nas w ubiegłym roku badań rynku prasy wynika, że przedstawiciele młodej inteligencji, określający się jako wierzący i praktykują

  • Światu nie mamy czego zazdrościć

    Reportaż Barbary Demick niejednokrotnie sprawiał, że otwierałam szeroko oczy ze zdumienia, przerażenia czy niedowierzania. Niby wszyscy wiemy, że w Korei jest ź

  • Korczak. Próba biografii

    Przeczytałam tę książkę już jakiś czas temu, jednak trudno mi napisać jej recenzję. Po raz kolejny przekonuję się, że niełatwo przychodzi opisywanie bardzo dobr

Komentarze
Gość: Lenalee, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/02/12 20:58:02
Na Hołownię poluję już od dłuższego czasu, muszę w końcu porządnie wziąć się za poszukiwanie tej książki. A nuż w bibliotece trafię...?
-
Gość: Scathach, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/02/16 21:25:07
Podpisuję się pod polecaniem:)

www.shczooreczek.blogspot.com
-
Gość: izAzi, *.provident.pl
2011/04/08 14:41:47
Bardzo trafna recenzja książki Hołowni. Tak jak napisałaś - książka jest bardzo mądra, dobrze napisana. W moim przypadku sprawiła że nie raz popłynęły mi łzy... Polecam.
Dodatki na bloga