Moje podróże po literaturze
Blog > Komentarze do wpisu

Książę Mgły

 

Za każdym razem kiedy piszę recenzję jakiejś książki Zafona, dochodzę do podobnych wniosków. Nie rozumiem, dlaczego wszyscy tak zachwycają się „Cieniem wiatru”, który w moim osobistym przekonaniu jest najsłabszą książką tego autora. Wszystkie pozostałe mają to coś, jakiś dreszczyk emocji, niebezpieczną magię i nierealny świat. To wszystko ma też „Książę Mgły”. Jest to pozycja bardziej zbliżona do „Mariny” niż do „Gry anioła”, zarówno gabarytowo, jak i tematycznie. Zresztą sam autor pisze, że jest to jedna z jego książek dla młodzieży. Co wcale nie oznacza, że nie spodoba się starszym czytelnikom.

Rodzina Carverów wraz z trójką dzieci – Iriną, Alicją i Maksem – uciekając przed wojną przeprowadza się z dużego miasta do niewielkiej miejscowości nad brzegiem oceanu. Niemalże od pierwszej strony mamy zapowiedzi, że nie jest to wcale tak bezpieczne miejsce, jak mogłoby się wydawać. Pozornie nie są to żadne wyraźne sugestie: ot, zegar na stacji kolejowej chodzi wspak, a przygarnięty kot dziwnie obserwuje całą rodzinę. Z czasem Max odkrywa ponurą tajemnicę nowego domu – należał on kiedyś do rodziny Fleischmannów, jednak po tragicznej śmierci jedynego syna, małżeństwo wyprowadziło się z miasteczka. Max dokonuje również innego odkrycia – w pobliżu domu znajduje się dziwny ogród pełen posągów cyrkowych postaci z przerażającą postacią klauna w środku. Ogród jest tym dziwniejszy, że postaci zmieniają czasem swoje pozycje… Na każdym kroku pojawiają się kolejne znaki zapytania, a w znalezieniu odpowiedzi pomoże Maksowi nowy kolega Roland i jego dziadek Victor Kray, który opowie historię Księcia Mgły – tajemniczej postaci, która spełnia każde pragnienie w zamian za obietnicę oddania przysługi, której niedotrzymanie zawsze kończy się tragicznie.

„Książę Mgły” to powieściowy debiut Zafona. Jest to krótka książka, nie ma więc w niej szczegółowego opisu charakteru postaci czy relacji między nimi. Najważniejsza jest tu fabuła, zrozumienie tajemniczych wydarzeń i poznanie tajemnicy Księcia Mgły. Książkę czyta się szybko i bardzo przyjemnie. Jest napięcie, ale takie jak lubię, czyli nie jest zbyt silne. Myślę, że wiele zależy od ogólnego nastawienia do książki i autora. Ja byłam nastawiona pozytywnie, jednak nie miałam wygórowanych oczekiwań, wiedziałam, czego mogę się spodziewać i to właśnie dostałam.

Teraz trochę mi się skojarzył „Książę Mgły” z „Labiryntem Fauna” w tym sensie, że i tu i tu ucieczka od realnego świata wojny, pełnego przemocy nie przynosi ratunku, gdyż świat fantazji czy też magii okazuje się być równie groźny.

poniedziałek, 03 stycznia 2011, kot_kreskowy84

Polecane wpisy

  • Lepiej palić fajkę niż czarownice

    „Z przeprowadzonych przez nas w ubiegłym roku badań rynku prasy wynika, że przedstawiciele młodej inteligencji, określający się jako wierzący i praktykują

  • Światu nie mamy czego zazdrościć

    Reportaż Barbary Demick niejednokrotnie sprawiał, że otwierałam szeroko oczy ze zdumienia, przerażenia czy niedowierzania. Niby wszyscy wiemy, że w Korei jest ź

  • Korczak. Próba biografii

    Przeczytałam tę książkę już jakiś czas temu, jednak trudno mi napisać jej recenzję. Po raz kolejny przekonuję się, że niełatwo przychodzi opisywanie bardzo dobr

Komentarze
Gość: a, *.internetdsl.tpnet.pl
2011/01/04 10:55:50
nie rozumiem trochę braku Twojej fascynacji Zafonem, a w szczególności Cieniem Wiatru, ale szanuję go w stu procentach, a biorąc pod uwagę, że moja "miłość" do jego twórczości jest subiektywna i bezdyskusyjna, nie mogę podchodzić do sprawy inaczej :)
Zaciekawiła mnie kiedyś Twoja recenzja Miasta śniących książek, biorąc pod uwagę to, że jest to pozycja bardzo trudno dostępna, a na serwisach aukcyjnych sięga sporych pieniędzy, mam pytanie czy naprawdę warto ?
pozdrawiam serdecznie,
adam
-
2011/01/04 20:43:54
Może moja recenzja była nie dość entuzjastyczna, ale ja generalnie lubię Zafona :) Tylko akurat "Cień wiatru", którym zachwyca się najwięcej osób, mnie podobał się najmniej ze wszystkich 4 książek tego autora, które czytałam.

Co zaś do "Miasta śniących książek", nie sądziłam, że jest to tak trudna do zdobycia pozycja. Ja ją miałam pożyczoną z miejskiej biblioteki. Trudno mi polecić komuś na 100% książkę (i narazić go na koszty), jeśli nie znam dobrze gustów czytelniczych takiej osoby. Poczytaj może jeszcze inne recenzje (szczególnie jakieś negatywne, żeby zobaczyć, co ewentualnie może ci się nie spodobać) zanim podejmiesz decyzję o zakupie :)
Pozdrawiam!
Dodatki na bloga