Moje podróże po literaturze
Blog > Komentarze do wpisu

Komisarz

W tej książce jest wszystko, co powinno, by przyciągnąć uwagę czytelnika. Historyczne tło, tajemnicze morderstwo dokonane w cichym, spokojnym klasztorze, który okazuje miejscem wyjątkowo mrocznym i nieprzyjaznym. Mało tego, za pierwszą zbrodnią następują kolejne. Przybyły z zewnątrz komisarz wraz ze swym młodym pomocnikiem próbują rozwikłać zagadkę morderstwa, a przy okazji kilka innych zagadek klasztoru, na przykład tajemnicę starego, niepokornego mnicha, który głosi heretyckie poglądy i wróży wszystkim zły koniec.

Czy czegoś wam to nie przypomina? Z okładki wiedziałam, że to książka porównywana do „Imienia róży”, ale co innego być podobnym, a co innego, brzydko mówiąc, ściągnąć pół fabuły (choć oczywiście to nie jest ta sama liga literacka).
Na szczęście w drugiej połowie książka nieco zbacza z toru Umberto Eco w kierunku zupełnie innego rozwiązania. Również w drugiej połowie więcej jest nawiązań historycznych, co dla mnie było szczególnie ważne, bo sięgnęłam po tę pozycję głównie dlatego, że dzieje się w burzliwych czasach Henryka VIII. Jest rok 1537, Tomasz Cromwell, pełniący już funkcję wikariusza generalnego nowego angielskiego kościoła, nadzoruje kontrolowanie i likwidowanie klasztorów i przejmowanie ich ziem na rzecz skarbca królewskiego (a w rzeczywistości do rozdysponowania między siebie a swoich popleczników). W jednym z klasztorów królewski komisarz zostaje zamordowany. Cromwell wysyła więc zaufanego i lojalnego reformatora Matthew Shardlake’a do zbadania tej sprawy, znalezienia sprawcy i zlikwidowania klasztoru. Jak już wyżej napisałam, okazuje się jednak, że zabojstwo królewskiego komisarza to nie jedyna mroczna tajemnica klasztoru w Scarnsea.
Jako kryminał historyczny książka niewątpliwie świetnie się wywiązuje ze swojego zadania. Mamy tajemnicze morderstwa, zwodnicze tropy, dwuznaczne sytuacje i galerię nieprzeciętnych postaci, z których każda mogłaby dokonać zbrodni. Sam komisarz Matthew Shardlake, choć nie wzbudził mojej sympatii, jest postacią z krwi i kości. Nie jest nieomylny, często chwyta się jakiegoś wątku, który mu się logicznie układa, aby potem się gorzko rozczarować.

Nie po raz pierwszy spotykam się z sytuacją, kiedy to szumny marketing wyrządza książce albo filmowi wielką szkodę. Moim zdaniem to zupełnie niepotrzebne porównanie na okładce do „Imienia róży” sprawi, że albo czytelnicy będą zawiedzeni, że dostali zwykły kryminał historyczny, bez głębszego dna, albo będą książkę omijać jako wtórną. Podobnie bezsensowny marketing stał się swojego czasu udziałem książki Olgi Tokarczuk „Prowadź swój pług przez kości umarłych”, który reklamowany był jako thriller (!) – gorzko musieli się rozczarować miłośnicy Kinga, którzy sięgnęli po Tokarczuk w poszukiwaniu podobnych wrażeń. Najważniejsze to jednak mieć swój rozum i nim się kierować przy doborze lektury. Szkoda tylko tych wszystkich osób, która raz trafiwszy na coś nieodpowiedniego całkiem zrażą się do danego autora albo, co gorsza, do czytania w ogóle.

poniedziałek, 10 stycznia 2011, kot_kreskowy84

Polecane wpisy

  • Lepiej palić fajkę niż czarownice

    „Z przeprowadzonych przez nas w ubiegłym roku badań rynku prasy wynika, że przedstawiciele młodej inteligencji, określający się jako wierzący i praktykują

  • Światu nie mamy czego zazdrościć

    Reportaż Barbary Demick niejednokrotnie sprawiał, że otwierałam szeroko oczy ze zdumienia, przerażenia czy niedowierzania. Niby wszyscy wiemy, że w Korei jest ź

  • Korczak. Próba biografii

    Przeczytałam tę książkę już jakiś czas temu, jednak trudno mi napisać jej recenzję. Po raz kolejny przekonuję się, że niełatwo przychodzi opisywanie bardzo dobr

Komentarze
toska1982
2011/01/10 22:07:14
Lubię kryminały a do tego historyczne tym bardziej, więc się pewnie skuszę :)
-
2011/01/11 00:19:59
Och, uwielbiam serie o Matthew Shardlake'u! Uważam, że z książki na książkę robi sie coraz lepsza. Porównanie do Umberto Eco jest baaardzo niefortunne, bo ta książka z Imieniem róży nic nie ma wspólnego! Sansom świetnie opisuje Anglię w czasach Tudorów, a przygody głównego bohatera są coraz ciekawsze.

Polecam dalsze tomy!
Dodatki na bloga