Moje podróże po literaturze
Blog > Komentarze do wpisu

Zimowy monarcha

„Zimowy monarcha” to książka, która zachęcała mnie do przeczytania już od dawna. Jednak czekałam aż pojawi się w bibliotece, ponieważ nie byłam pewna, czy tego typu literatura przypadnie mi do gustu. Spodziewałam się bowiem, że będzie to literatura fantasy, do której nie jestem szczególnie przekonana – no w końcu jak wśród bohaterów mamy króla Artura i czarodzieja Merlina, to można nabrać takiego przekonania. Jednak okazało się inaczej.

Zgodnie z zapowiedzią na okładce „Zimowy monarcha” to mroczna i brutalna opowieść o Brytanii czasów przełomu. Końcówka V wieku naszej ery, okres, który historia spowiła mrokiem, o którym niemal nic nie wiadomo (ciekawie pisze o tym sam autor, Bernard Cornwell, w posłowiu). Brytanię opuścili już Rzymianie pozostawiając ją na pastwę bratobójczych walk i najazdów innych narodów (Saksonów i Irlandczyków). Pozostawili za sobą również swoje wierzenia, które konkurują z dawnymi bogami Brytów i wschodzącymi siłami chrześcijaństwa. Jednym słowem Brytania to wielki tygiel zarówno narodów dążących do dominacji, jak i wierzeń dążących do zdobycia rządu dusz.

Naszym przewodnikiem po tych burzliwych czasach jest Derfel, którego najpierw poznajemy jako starego mnicha, który na życzenie królowej Igraine spisuje historię swojego życia nieodłącznie związanego z legendarnym królem Arturem i czarnoksiężnikiem Merlinem. Derfel był bowiem wychowankiem Merlina, a następnie wojownikiem Artura. Igraine ma mniej więcej takie same wyobrażenia o królu Arturze jak chyba każdy z nas, kto nie interesuje się szczególnie tą tematyką – czyli liczy na porywające historie miłosne, zamki o wysokich, smukłych wieżach, Ekskalibura wyciągniętego ze skały itp. itd. Historia, którą opowiada Derfel, jest jednak inna. Jest to historia pełna twardej polityki, fałszywych obietnic, zerwanych sojuszy, brutalnych starć i wyniszczających wojen. Jest to również historia pełna wyrazistych postaci, których nie da się zaszufladkować jednoznacznie.

Fabuła opowieści Derfla zaczyna się w chwili narodzin Mordreda, wnuka Uthera – Wielkiego Króla. Mordred jest jego jedynym prawowitym spadkobiercą. Uther jest już stary i zdaje sobie sprawę, że po jego śmierci małe dziecko nie zdoła utrzymać tak cennego pokoju na ziemiach Brytanii. Wyznacza więc radę, która ma sprawować rządy i opiekować się księciem Mordredem do czasu, kiedy będzie on mógł objąć samodzielne rządy. Jednak nawet to nie jest gwarancją stabilności. Po śmierci Uthera królestwa Brytanii zaczynają ze sobą walczyć. Wydaje się, że jedynym człowiekiem, któremu zależy na pokoju i na bezpieczeństwie małego księcia jest jego przybrany wuj, nieślubny syn Uthera, Artur. Przed nim jednak trudne zadanie, w którego wykonaniu będą mu przeszkadzać nie tylko wrogowie, ale także własne namiętności i aspiracje.

Po początkowym zaskoczeniu, że jednak nie będzie to baśniowy świat fantasy, książka przypadła mi jednak do gustu. Cieszę się, że autor podjął próbę wyłuskania z mroku historii tej opowieści i że ubrał ją w dodatki, dzięki którym możemy wyobrazić sobie świat z tamtej epoki. Podobało mi się przedstawienie magii tak, że kto chce, ten dostrzeże tam magię, a kto twardo stąpa po ziemi, znajdzie racjonalne wytłumaczenie. Choć książka jest brutalna i mroczna, czyta się ją szybko i z dużą przyjemnością – myślę, że spora w tym również zasługa tłumacza, Jerzego Żebrowskiego, bo książka choć jest pisana z jednej strony językiem stylizowanym na archaiczny, to jednak językiem żywym i wciągającym.
Na plus należy też zaliczyć mapkę Brytanii z zaznaczonymi miejscami akcji, listę miejsc oraz listę bohaterów z krótkim opisem relacji - bardzo przydatne dla mnie, bo chwilami gubiłam się, kto z kim jest w sojuszu, przeciwko komu i dlaczego, szczególnie zważywszy na to, że nazwy są tam dość skomplikowane np. Gwynedd, Gorfydydd, Gwylyddyn, Gundleus, Maelgwyn (to imiona) czy Caer Cadarn, Caer Swys, Ynys Trebes (miejsca).

„Zimowy monarcha” to pierwsza część trylogii arturiańskiej Bernarda Cornwella, w której skład wchodzą jeszcze tytuły; „Nieprzyjaciel Boga” i „Excalibur”. Czy sięgnę po kolejne części? Sama się zastanawiam. „Zimowy monarcha” nie pozostawił we mnie jakiegoś niedosytu, ani nawet ciekawości, co będzie dalej. Książka była dobra, ale się skończyła i tyle. Może to ten deszczowy listopad sprawia, że nie ciągnie mnie do ponownego zanurzenia się w ten ponury okres wojen? Zobaczymy, nie mówię nie.

czwartek, 04 listopada 2010, kot_kreskowy84

Polecane wpisy

  • Lepiej palić fajkę niż czarownice

    „Z przeprowadzonych przez nas w ubiegłym roku badań rynku prasy wynika, że przedstawiciele młodej inteligencji, określający się jako wierzący i praktykują

  • Światu nie mamy czego zazdrościć

    Reportaż Barbary Demick niejednokrotnie sprawiał, że otwierałam szeroko oczy ze zdumienia, przerażenia czy niedowierzania. Niby wszyscy wiemy, że w Korei jest ź

  • Korczak. Próba biografii

    Przeczytałam tę książkę już jakiś czas temu, jednak trudno mi napisać jej recenzję. Po raz kolejny przekonuję się, że niełatwo przychodzi opisywanie bardzo dobr

Komentarze
Gość: Jabłuszko, *.chello.pl
2010/11/04 20:05:16
Radziłabym jednak sięgnąć po pozostałe dwa tomy, bo to naprawdę piękna i mądra historia... Czytałam lata temu, kiedy wydało ją jeszcze wydawnictwo Da Capo (które już nie istnieje) i do dzisiaj ją pamiętam, często wracam wspomnieniem do tej opowieści. Nie zawiedziesz się.
-
2010/11/04 21:16:02
dostałam ją od wydawnictwa (poprzez Merlina) do polskiej biblioteki i się właśnie zastanawiałam, czy jej nie przeczytać? Chyba sięgnę po nią, bo mnie zachęcilaś
Dodatki na bloga