Moje podróże po literaturze
Blog > Komentarze do wpisu

Gildia magów

 

O „Gildii magów”, a właściwie o całej trylogii Czarnego Maga, słyszałam i czytałam wiele pozytywnych opinii. Jak zawsze w takich przypadkach nabrałam sceptycyzmu w stosunku do tej pozycji, tym bardziej, że nie należę do fanów literatury fantasy. Ale okazało się, że zupełnie niepotrzebnie.

 Wszystko dzieje się w Imardinie, mieście w krainie Kyralia. Imardin składa się z grubsza z trzech warstw społecznych – bogatych mieszkańców Domów w obrębie murów miasta, biednych mieszkańców slumsów w tak zwanym zewnętrznym kręgu oraz z magów zamieszkujących Gildię. Nie trzeba chyba dodawać, że magowie oraz mieszkańcy Domów nie żywią sympatii w stosunku do tak zwanych bylców ze slumsów, zresztą z wzajemnością.

Magowie co roku przeprowadzają czystki, podczas których oczyszczają ulice Imardinu z żebraków i włóczęgów. Nikt nie może im w tym przeszkodzić, gdyż otacza ich ochronna tarcza magiczna. Jednak okazuje się, że jeden rzucony w ich stronę kamień, przebija się przez tarczę i rani jednego z magów. Oznacza to, że w slumsach przebywa jakaś osoba o ogromnej magicznej mocy – młodzi ludzie z Domów są w pewnym wieku badani pod kątem posiadania magicznej mocy i jeśli ją mają, trafiają do Gildii na uniwersytet. Jednak dzieci ze slumsów nikt nie bada, bo nikt nie spodziewa się, żeby magiczna moc mogła ujawnić się w kimś nisko urodzonym. Zresztą dzieci ze slumsów byłyby niemile widziane na magicznym uniwersytecie. Ale w tym przypadku naturalna, nieszkolona moc jest tak silna, że nieopanowana może zagrażać nie tylko osobie posiadającej tę moc, ale również całemu miastu. Magowie rozpoczynają więc poszukiwania dziewczyny, która rzuciła kamień, by pomóc jej okiełznać magiczną moc. Jednak sama sprawczyni, Sonea, jest przekonana, że magowie szukają ją, by zemścić się na niej za to, co zrobiła.

Książka jest napisana lekkim piórem, czyta się ją błyskawicznie, a szerokie marginesy sprawiają, że kartki przewraca się dużo szybciej. Trudi Canavan zbudowała spójny magiczny świat, przypominający trochę „ziemskie” średniowiecze. Podejrzane spylunki (sic!), tajemnicze podziemne korytarze Złodziei, magowie w powłóczystych ciemnych szatach – jak dla mnie uczta dla wyobraźni. Chwilami, właśnie ze względu na ten wykreowany magiczny świat, nasuwały mi się skojarzenia z Harrym Potterem.

„Gildia magów” to nie jest oczywiście literatura wielkich lotów, jednak doskonale spełnia swoją rozrywkową funkcję i potrafi umilić czas w jesienne popołudnia. Cieszę się, że udało mi się zdobyć od razu drugi tom i niezwłocznie się za niego zabieram. Podobno jest ciekawszy od pierwszego, a trzeci jeszcze lepszy.

niedziela, 07 listopada 2010, kot_kreskowy84

Polecane wpisy

  • Lepiej palić fajkę niż czarownice

    „Z przeprowadzonych przez nas w ubiegłym roku badań rynku prasy wynika, że przedstawiciele młodej inteligencji, określający się jako wierzący i praktykują

  • Światu nie mamy czego zazdrościć

    Reportaż Barbary Demick niejednokrotnie sprawiał, że otwierałam szeroko oczy ze zdumienia, przerażenia czy niedowierzania. Niby wszyscy wiemy, że w Korei jest ź

  • Korczak. Próba biografii

    Przeczytałam tę książkę już jakiś czas temu, jednak trudno mi napisać jej recenzję. Po raz kolejny przekonuję się, że niełatwo przychodzi opisywanie bardzo dobr

Komentarze
agna83
2010/11/07 14:36:53
Sama niedawno przeczytałam "Gildię Magów" i pochłonęłam w 3 wieczory. Nawet jeśli jest się o co czepiać to styl i lekkie pióro Canavan elegancko tuszują niedoskonałości. Teraz czas na "Nowicjuszkę", ale trudną ją upolować w bibliotece. Ech...
-
odcien-purpury
2010/11/08 19:28:59
Wszędzie widzę recenzje książek Trudi, dlatego czuję, że koniecznie muszę się zabrać za coś z jej twórczości. Dobrze, że przyjaciółka ma wszystkie książki Trudi :)
Dodatki na bloga