Moje podróże po literaturze
Blog > Komentarze do wpisu

Bzyk. Pasjonujące zespolenie nauki i seksu

To, że jakaś książka mi się nie podoba, bardzo często jest uzależnione od moich oczekiwań wobec niej. Człowiek się naczyta samych dobrych rzeczy, wyrobi sobie jakąś opinię i oczekiwania, a tu okazuje się co innego. I czasami takie „co innego” okazuje się lepsze od oczekiwań, a czasami nie. Jeśli chodzi o „Bzyk. Pasjonujące zespolenie nauki i seksu”, to mam w stosunku do tej książki dość mieszane uczucia i nie do końca rozumiem cały zachwyt wokół niej.


Po entuzjastycznym opisie z okładki, a zwłaszcza zachęcie do wspólnego czytania w łóżku spodziewałam się chyba czegoś mniej technicznego – szczerze mówiąc jak dla mnie niewiele fragmentów nadaje się do wspólnego (czytaj: romantycznego) czytania razem w łóżku. A niektóre wręcz zupełnie się do tego nie nadają – chyba, że ktoś znajduje przyjemność w czytaniu o sposobach podniecania macior (wykonywanego przez człowieka), ponieważ kiedy maciora jest podniecona, to z większym prawdopodobieństwem zostanie zapłodniona. Szczerze mówiąc właśnie po przeczytaniu tego rozdziału (rozdział 4 „Kroniki zassania”) mój entuzjazm wobec tej książki mocno opadł. Na szczęście później było już tylko lepiej, więc doczytałam książkę do końca – ale przyznam, że bardziej niż ciekawość, kierowała mną po prostu chęć skończenia lektury.


Wydaje mi się, że cały ten szum wokół „Bzyka” jest spowodowany tym, że ludzie chcą czytać o seksie, a nie bardzo mają gdzie. I oto pojawia się lektura, ani wulgarna, ani romantyczna, lecz zwyczajnie, rzetelnie popularnonaukowa, w dodatku napisana przystępnie i z pewną dawką humoru. Trudno się nie skusić, w końcu to temat, o który „wszyscy byście chcieli wiedzieć, tylko wstydzicie się zapytać”. Mnie jednak, pomimo interesującego tematu, książka nie uwiodła (chyba dobre określenie w tym kontekście).


Moim zdaniem „Bzyk” jest książką niespójną. Po lekturze w głowie zostało mi tylko parę ciekawostek i ogólne wrażenie mnóstwa dziwnych badań prowadzonych głównie sobie a Muzom. Nie wiem, co dokładnie autorka miała na celu, poza ogólnym przedstawieniem badań nad seksem. Jasne, seks jest ważnym aspektem w życiu ludzi i jeśli są z nim jakieś problemy warto wiedzieć skąd się biorą i co można na nie zaradzić. Jednak, co potwierdzają liczne badania przytoczone w tej książce, jest to kwestia na tyle indywidualna, że żadne eksperymenty nie doprowadzą do stworzenia konkretnych wskazówek czy leczenia. Same badania służą chyba głównie zaspokajaniu głodu wiedzy samych badających i stanowią źródło anegdotek i ciekawostek.

Co do stylu pisania Mary Roach podchodzi ona do tematu równie bezceremonialnie, jak gdyby opisywała sposoby robienia prania. Takie rzeczowe podejście do tak przecież wstydliwej dla wielu osób kwestii budzi w pewnych sytuacjach rozbawienie swoją bezpośredniością. Nie udało mi się jednak dostrzec tego zachwalanego błyskotliwego poczucia humoru i skrzącej ironii autorki. Podobno zostały w „Sztywniaku”, jak przeczytałam w którejś recenzji. Z ciekawością sięgnę po pozostałe pozycje Mary Roach, bo nie można jej odmówić kreatywności i odwagi w doborze tematów na książki. Ta książka trochę mnie niestety rozczarowała.

czwartek, 25 listopada 2010, kot_kreskowy84

Polecane wpisy

  • Lepiej palić fajkę niż czarownice

    „Z przeprowadzonych przez nas w ubiegłym roku badań rynku prasy wynika, że przedstawiciele młodej inteligencji, określający się jako wierzący i praktykują

  • Światu nie mamy czego zazdrościć

    Reportaż Barbary Demick niejednokrotnie sprawiał, że otwierałam szeroko oczy ze zdumienia, przerażenia czy niedowierzania. Niby wszyscy wiemy, że w Korei jest ź

  • Korczak. Próba biografii

    Przeczytałam tę książkę już jakiś czas temu, jednak trudno mi napisać jej recenzję. Po raz kolejny przekonuję się, że niełatwo przychodzi opisywanie bardzo dobr

Komentarze
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/11/25 22:07:13
Nie znoszę książek 'psedonaukowych' i tak zwanych 'poradników' też. Seks jest magnesem pojawiającym się wszędzie i mającym jeden cel - przyciągnąć uwagę to a nóż widelec ktoś zapamięta i kupi ;P Ta sfera życia jest bardzo osobista i sądzę, że nikt nie potrzebuje poradników na ten temat. Potrzebne jest tylko dwoje ludzi i miłość ;) Dlatego nie dziwie Ci się, że lektura Cię nie zachwyciła ;)

Pozdrawiam :)

www.przyjemnostki.wordpress.com
-
ine-zzz
2010/11/25 22:15:34
Nie, no sposób podniecania macior jest niezwykle podniecający:)))))

Pozdrawiam
-
ju.k
2010/11/25 22:19:27
W pełni się z Tobą zgadzam, również spodziewałam się czegoś bardziej "romantycznego", a jeśli nawet nie romantycznego, to napisanego w bardziej wciągający sposób. Myślałam, że pochłonę książkę w ciągu jednego, kilku dni, a niestety leży u mnie na półce od paru miesięcy, wciąż nieskończona. Czytam po rozdziale i odkładałam z powrotem ;) I od dłuższego czasu już sobie obiecuje, że w końcu ją skończę ( i zawsze znajdzie się coś bardziej interesującego do poczytania ;) ) Widzę jednak, że nie tylko na mnie działa tak nużąco ;) Pozdrawiam
-
the_book
2010/11/26 09:44:26
Mnie ię ta ksiązka generalnie podobała, chociaż uważam, podobnie jak ty, że mało w niej romantyzmu. Bez wątpienia tekst Roach zyskała taką olbrzymią popularność, bo jak złusznie zauważyłaś, mało jest rzetelnych publikacji na ten temat. POzdrawiam :)
-
Gość: Futbolowa, *.centertel.pl
2010/11/26 18:29:54
Chyba bym umarła przy tych maciorach - no rzeczywiście, milusia lektura dla dwojga, nie ma co ;D

Nie, dziękuję.

Za to zgadzam się z pierwszym akapitem - mam bardzo podobnie - mój odbiór książki z reguły zależny jest od tego, na co się nastawiałam... :)
-
2010/11/29 13:44:06
Ostudziłaś mój zapał, dziękuję :)
-
2010/12/12 20:51:58
Utknęłam w połowie. Po ,,Sztywniaku" i ,,Duchu",które wręcz pochłonęłam poczułam wielki zawód. Ale cieszę się, że nie tylko ja tak mam.
Dodatki na bloga