Moje podróże po literaturze
Blog > Komentarze do wpisu

Boża podszewka

Jakoś tak się złożyło, że do tej pory nie oglądałam nigdy serialu „Boża podszewka”, więc z chęcią i ciekawością zabrałam się za książkę. Powiem krótko – warto było i dodam jeszcze, że cieszę się, że nie widziałam wcześniej filmu, za to teraz obejrzę go z wielką chęcią.

Trudno jednym zdaniem określić, o czym jest „Boża podszewka” – jest to wielowymiarowa książka, więc chyba najprościej będzie powiedzieć, że jest to książka o życiu z całym jego bagażem emocji, wydarzeń zarówno pozytywnych jak i negatywnych.

Maryśka urodziła się jako wcześniak, przez co była obiektem okrutnych kpin ze strony całej rodziny. Traktowana była jak mały głupek zarówno przez rodzeństwo, jak i przez rodziców, zwłaszcza ojca: „ – Jeszcze o kimś zapomniałeś, Andrzeju! – odezwała się żona. - O kim to? - A Marysia? Najmłodsza? - Nawet mnie nie wspominaj. Nieudałota. Głowa jak ten stołbun, niedonosek, wyskrobek! Chyba śliną zrobiona – oburzył się Andrzej.” ("Boża podszewka" Teresa Lubkiewicz-Urbanowicz, Prószyński i spółka, 1997, s.43). Dorastając w atmosferze złośliwości, pogardy i braku ciepła, Maryśka marzy o chwili, kiedy będzie mogła wyrwać się z domu. Marzenie ziszcza się w postaci starszego sędziego Lulewicza szukającego żony. Mimo początkowej niechęci, Maryśka jednak obdarza uczuciem swojego starszego męża, wdzięczna za wyrwanie jej z rodzinnego piekiełka. Zawirowania historii sprawiają jednak, że Maryśka powróci do Juryszek, i choć odmieniona i pewniejsza siebie, to nadal pełna urazy i żalu za utracone dzieciństwo.

Pierwszą rzeczą, która uderza w książce jest jej realizm. Jest to opowieść bardzo prawdziwa, bez żadnych upiększeń – przez co czasami bolesna, wulgarna, smutna – jak życie. Chociaż nie ma tu jakichś obszernych opisów, z całej fabuły, z dialogów powstaje jedyny w swoim rodzaju, bogaty i kolorowy obraz życia na przedwojennej litewskiej wsi. Do tego wpływ wielkiej historii świata na losy pojedynczych ludzi. Lubię takie sagi rodzinne, zwłaszcza, że każdy z nas, młodego pokolenia, kto ma jeszcze dziadków i rozmawia z nimi, może odnaleźć w tej historii okruchy ich życia.

„Boża podszewka” bardzo kojarzyła mi się z „Cichym Donem” – taki sam obraz wsi i życia na niej, podobne zawirowania historyczne w tle (no tutaj w tle, w „Cichym Donie” raczej na pierwszym planie). Zastanawiam się też, czy teraz nie jest dobry moment na ponowne sięgnięcie po „Chłopów” – choć pierwszy tom w liceum przeczytałam, delikatnie mówiąc, bez entuzjazmu. Może ktoś, kto czytał obie te pozycje podpowie mi, czy to rzeczywiście „ta sama bajka”?

W trakcie lektury przyszła mi jeszcze do głowy taka myśl, że „Boża podszewka” uzmysławia, po co czytamy książki. Może to zabrzmi patetycznie, ale po to, by zachować uczciwość wobec siebie. Maryśka doznawała odrzucenia i upokorzeń ze strony rodziny, bo swoja uczciwością i prostolinijnością przypominała im o tym, co woleliby wyprzeć z pamięci. Przecież my też nieraz idąc na jakiś kompromis („zgniły kompromis” używając politycznej nomenklatury) postępujemy wbrew sobie, a potem szukamy sobie wytłumaczenia i usprawiedliwienia, że tak było lepiej. Z czasem takie usprawiedliwianie swojego konformizmu wejdzie nam w krew do tego stopnia, że przestaniemy je zauważać – będziemy myśleć bardziej o tym, co inni powiedzą, niż co ja o tym sądzę, a każdego, kto będzie nam przypominał o dawnych zasadach będziemy traktować z wrogością. Wydaje mi się, że przed tym właśnie chronią nas książki – one pozwalają nam utrzymać nasz moralny kręgosłup. I może wiele osób dzisiaj powie, że pewne wartości są staroświeckie, egzaltowane i śmieszne, ale każdy z nas w duchu wie, że postępując zgodnie z tymi wartościami, wyniesionymi z literatury, jest dobrym człowiekiem. Po prostu.

Na koniec jeszcze parę zdjęć. Niedawno byłam na niedzielnej wycieczce w skansenie w Lednogórze. Wiem, że z historycznego i architektonicznego punktu widzenia wieś wielkopolska i wieś litewska różniły się od siebie, jednak dla mnie, laika, te widoki pozwoliły lepiej zobrazować sobie świat z „Bożej podszewki”. Szkoda, że nie można było fotografować wnętrz - oglądanie przedmiotów codziennego użytku sprzed 100 czy 200 lat, pozwala wyobrazić sobie życie ich właścicieli.

PS. Dodam jeszcze, choć pewnie większość osób, które zetknęły się z "Bożą podszewką" wie, że książka ta to autentyczne wspomnienia autorki o jej matce (Maryśka) i całej rodzinie. Zmienione zostało tylko nazwisko oraz nazwy wsi.

wtorek, 16 listopada 2010, kot_kreskowy84

Polecane wpisy

  • Lepiej palić fajkę niż czarownice

    „Z przeprowadzonych przez nas w ubiegłym roku badań rynku prasy wynika, że przedstawiciele młodej inteligencji, określający się jako wierzący i praktykują

  • Światu nie mamy czego zazdrościć

    Reportaż Barbary Demick niejednokrotnie sprawiał, że otwierałam szeroko oczy ze zdumienia, przerażenia czy niedowierzania. Niby wszyscy wiemy, że w Korei jest ź

  • Korczak. Próba biografii

    Przeczytałam tę książkę już jakiś czas temu, jednak trudno mi napisać jej recenzję. Po raz kolejny przekonuję się, że niełatwo przychodzi opisywanie bardzo dobr

Komentarze
Gość: Futbolowa, *.realestate.net.pl
2010/11/16 22:58:42
Tytuł obił mi się o uszy, ale kojarzyłam, że to jakiś film. Dziękuję za zwrócenie uwagi na książkę - wygląda na taką, w których lubię się zatracać. Poza tym, chyba mamy z Maryśką coś wspólnego...
-
2010/11/16 23:17:57
Komentarz ku pamięci, jako że recenzja bardzo do lektury zachęca!
Choć przyznam, że nie zauważyłam aby mi się kręgosłup moralny szczególnie wzmacniał od czytania powieści. Lubię za to porównywać swój sposób odczuwania czy działania z prezentowanymi przez bohaterki np. Dziękuję za zachętę do czytania i pozdrawiam :)
-
Gość: , 46.112.223.*
2010/11/17 08:45:08
Oglądałam serial i pamiętam, że bardzo mnie poruszył. Takie nasze polskie piekiełko, które mimo czasu nigdy się nie zmienia. Nawet nie wiedziałam, że istnieje taka książka ;)

www.przyjemnostki.wordpress.com
-
Gość: , 78.9.160.*
2010/11/17 21:53:19
piękne zdjęcia ze skansenu ;) pozdrawiam ;)
-
weisse_taube
2010/12/26 11:28:55
W moim przypadku jest odwrotnie - oglądałam serial (bardzo polecam!) a nie czytałam jeszcze książki (choć ta stoi na półce od paru lat).
Zgadzam się z Twoją opinią odnośnie budowania czy też wzmacniania kręgosłupa moralnego poprzez książki. To jaka jestem teraz jest wynikiem nie tyle starań rodziców, co przede wszystkim mądrych i pięknych wartości, które przez te wszystkie lata chłonęłam z kart setek powieści.
Zachęcam do obejrzenia "Bożej podszewki" w wersji serialowej - bardzo klimatycznie wyszło :)
-
Gość: M.K, *.139.c70.petrotel.pl
2011/04/13 00:40:44
Witam, wydaje mi się, że Chłopi to jednak inna bajka, ale jakże piękna, wystarczy wejść w jej konwencję wczytać się w stylizowany na gwarę język, w piękne choć na pierwszy rzuta oka za długie opisy, a czyta się jak z płatka, Chłopi to bardziej uniwersalna historia choć trochę wyidealizowana.Wielkie charaktery wielkie namiętności.Zwracam uwagę na wielkiej wartości artystycznej opisy przyrody, zmieniających się pór roku, opisy pracy na roli podniesionej w ksiażce do rangi świętych obrządków.Zachęcam do przeczytania a sam muszę poszukać książki Boża podszewka żeby na nowo wyobrazić sobie Juryszki i gistorię Marii przepraszam Marianny
Dodatki na bloga