Moje podróże po literaturze
Blog > Komentarze do wpisu

Wolf Hall

 

Wszystko zaczęło się od serialu. Wypożyczyłam „Dynastię Tudorów” z biblioteki, choć nie byłam przekonana, czy serial o królu – mordercy żon, którego kojarzyłam z najbardziej znanego portretu autorstwa Holbeina, przypadnie mi do gustu. Nie mogłam się bardziej mylić – serial okazał się pasjonujący, wciagający i uzależniający. Nie przeszkadzały mi nieścisłości historyczne, a wręcz uważam, że ta serialowa licencia poetica reżysera dodawała filmowi dynamizmu i kolorytu. Gdzieś tak po drugim sezonie z radością uświadomiłam sobie, że mam na półce książkę o tych samych czasach i o tych samych postaciach. I tak oto „Wolf Hall” po sześciu miesiącach urzędowego vacatio libris trafiło do czytania.

Z początku, w porównaniu do serialu, który od początku skupiał się na intensywnym i kolorowym życiu dworu, książka wydała mi się mniej pasjonująca, jednak z każdą chwilą okazywało się, że jest inaczej. Muszę tu przyznać bez bicia, że moja ocena tej książki w ogromnym stopniu powiązana jest z serialem. Po pierwsze dlatego, że jak już mówiłam, serial wywarł na mnie wielkie wrażenie, a po drugie dlatego, że rozwój wydarzeń jako taki nie był dla mnie nowością. Z tego drugiego powodu czytałam tę książkę nie w pędzie, by dowiedzieć się, co będzie dalej, ale wolniej czerpiąc przyjemność z bogatego (może nawet zbyt bogatego, bo czytając w oryginale, nieraz musiałam sprawdzać słówka) języka budującego atmosferę XVI-wiecznej Anglii.

Czytając „Wolf Hall” miałam za sprawą serialu bardzo konkretne wyobrażenia o postaciach w niej występujących, jednak poznawanie na nowo niby znanej już historii ukazywało znane postaci w innym niż dotychczas świetle. W jednej z niewielu jeszcze polskich recenzji książki przeczytałam, że Hilary Mantel wybiela czarne charaktery (czyli właśnie Cromwella), a zaczernia białe (na przykład Tomasza Morusa) – co autor recenzji uznał za wadę. Nie mogę się z tym zgodzić. Nie ma i nigdy nie było na świecie ludzi idealnych, każdy ma jakieś wady i zalety i warto czasem pokazać tę drugą stronę, żeby uzyskać pełniejszy obraz. Owszem, Tomasz Morus był wielkim humanistą, który oddał życie za wierność swoim przekonaniom, ale był również fanatycznym, ortodoksyjnym chrześcijaninem, za sprawą którego ginęli wyznawcy innych religii – takie były czasy. I owszem, Tomasz Cromwell niszczył klasztory i dziedzictwo religijne Anglii, ale był też człowiekiem pracowitym i rodzinnym. Nic nie jest po prostu czarno-białe.

„Wolf Hall” opowiada historię Tomasza Cromwella od jego młodości po dojście do stanowiska drugiej po królu osoby w państwie. Poznajemy go jako dziecko maltretowane przez ojca, później obserwujemy początki jego kariery u boku kardynała Wolseya, widzimy jego tragiczne życie rodzinne (śmierć żony i córek w wyniku zarazy), widzimy oportunizm w obliczu upadku Wolseya i wyjście naprzeciw nowej sytuacji. Widzimy rosnące zaufanie osób bliskich królowi, wreszcie samego króla. Widzimy awans człowieka wywodzącego się z ludu na najwyższe państwowe stanowiska – sekretarza i wikariusza generalnego Kościoła anglikańskiego. Widzimy go jak spędza długie godziny nad finansami królestwa i jak odnajduje azyl w swoim domu. Widzimy jak dba o swoich bliskich i przyjaciół, i jak bezwzględnie „ustawia” sobie ludzi na dworze. To „złe” oblicze jest nam znane z historii, o tym dobrym dowiadujemy się z książki.

Piszę „widzimy, poznajemy, dowiadujemy się” w czasie teraźniejszym, bo właśnie w formie teraźniejszej jest napisana ta książka. Niezwykłe, prawda? Sama przez pierwsze strony miałam dziwne uczucie i trudno mi było się przestawić. W ogóle rzadko zdarzają się książki pisane w czasie teraźniejszym, a już ksiązki historyczne… Dzięki temu zabiegowi jednak autorce udało się uzyskać dynamizm i wciągnąć czytelnika w samo centrum wydarzeń.

Wspomniałam też wcześniej o bogatym języku książki – odniosłam wrażenie, że ta książka jest taka „gęsta”, to znaczy, że każde słowo jest w niej ważne, bo tworzy atmosferę. Zastanawiałam się, jaki cytat przytoczyć na dowód tej atmosfery, ale stwierdziłam, że chyba nie ma takiego cytatu, bo i w tej książce nie ma takich typowych opisów  szesnastowiecznego angielskiego miasta czy obyczajów – cały ten klimat wynika z fabuły.

Z jednej strony nie chciałam szybko kończyć „Wolf Hall”, bo bardzo przyjemnie mi się ją czytało, ale przecież tyle książek czeka w kolejce i taką już mam przerwę na blogu, że przyspieszyłam trochę.

Nie mogę powiedzieć, że ta książka mnie powaliła albo zachwyciła, a mimo to z zaciekawieniem i chęcią przebrnęłam przez 650 stron drobnego druczku (wydanie chyba kieszonkowe). Czy to efekt „Tudor fever”, którą chyba przechodzę, czy efekt dobrego pióra? Najlepiej, jak sami sprawdzicie :)

PS. Polskie tłumaczenie „Wolf Hall” ukazało się niedawno nakładem wydawnictwa Sonia Draga w przekładzie Urszuli Gardner pod tytułem „W komnatach Wolf Hall”.

środa, 27 października 2010, kot_kreskowy84

Polecane wpisy

  • Lepiej palić fajkę niż czarownice

    „Z przeprowadzonych przez nas w ubiegłym roku badań rynku prasy wynika, że przedstawiciele młodej inteligencji, określający się jako wierzący i praktykują

  • Światu nie mamy czego zazdrościć

    Reportaż Barbary Demick niejednokrotnie sprawiał, że otwierałam szeroko oczy ze zdumienia, przerażenia czy niedowierzania. Niby wszyscy wiemy, że w Korei jest ź

  • Korczak. Próba biografii

    Przeczytałam tę książkę już jakiś czas temu, jednak trudno mi napisać jej recenzję. Po raz kolejny przekonuję się, że niełatwo przychodzi opisywanie bardzo dobr

Komentarze
maioofka
2010/10/27 20:34:40
Czekałam na Twoją recenzję niecierpliwie! Ta książka kusi mnie bardzo, ale nie byłam pewna czy jej tematyka (Anglia i jej historia) i Booker Prize nie są tylko wabikami, które potem będę przeklinać. Ale mówisz, że warto... :)
-
Gość: a, *.internetdsl.tpnet.pl
2010/10/28 12:20:48
wreszcie sie cos ruszylo :). Ja niecierpliwie czekam na recenzje ksiazki, ktora obecnie czytasz. Pozdrawiam
Dodatki na bloga