Moje podróże po literaturze
Blog > Komentarze do wpisu

Ręka, której nie kąsasz

Jakaś długa przerwa mi się zrobiła na blogu. Tydzień byłam na wyjeździe w rodzinnych stronach, więc to chyba dlatego. Jak to zwykle bywa w domu, na nic nie ma czasu, nawet trudno mi znaleźć czas na czytanie – przecież tyle osób trzeba odwiedzić, w tyle miejsc zajrzeć itp.

Popróbowałam też chyba trzy książki, ale jakoś żadna mi nie szła. W końcu w ostatniej chwili (w drodze do biblioteki, żeby ją oddać) zaczęłam czytać pierwsze strony „Połówki żółtego słońca” i przepadłam. A tymczasem wrażenia z poprzedniej lektury.

„Ręka, której nie kąsasz” to kolejna książka albańskiej pisarki Orneli Vorpsi, w której próbuje ona rozliczyć się ze swoją przeszłością. O ile w „Kraju, gdzie nigdy się nie umiera” skupiała się wyłącznie na swoim kraju pochodzenia, czyli Albanii, o tyle „Ręka, …” obejmuje już swoją perspektywą inne kraje bałkańskie.

Bohaterka „Ręki…” (alter ego autorki) wybiera się w podróż z Paryża, w którym obecnie mieszka, do Sarajewa, w odwiedziny do chorego przyjaciela. Ta podróż i pobyt w sąsiedniej Bośni i Hercegowinie skłaniają bohaterkę do wspomnień, do powrotu do przeszłości, ale również na nowo wyraźnie uświadamiają, dlaczego jednak zdecydowała się porzucić swoje rodzinne strony i szukać szczęścia na obczyźnie. „Ręka, której nie kąsasz” to nie jest jedna historia z fabułą, to raczej luźne wspomnienia, przeplatane różnymi anegdotami i dygresjami. Vorpsi pisze, że osoba, która wyemigrowała i żyje od kilku lat za granicą tak naprawdę pozostaje zawieszona. W takim sensie, że nie należy już tam, skąd pochodzi (bo stała się cudzoziemką, mieszka w przecież Paryżu, za dobrze jej się powiodło), ale także nie należy do swojego nowego miejsca. Ma „wyrwane korzenie”. Z jednej strony bohaterka chce odwiedzić Bałkany, poczuć zapomniane zapachy i smaki, posłuchać dawno nie używanego języka, z drugiej jednak strony szybko czuje się tam osaczona duchami przeszłości i chce jak najszybciej wyjechać – „Kiedy kamień znajdzie się na swoim miejscu, ciąży” (s.22). Ambiwalentny stosunek autorki do jej kraju pochodzenia jest bardzo wyraźny w obu jej książkach. Mam wrażenie, że poprzez pisanie Vorpsi próbuje uwolnić się od tych sprzecznych uczuć, wygadać, wyrzucić to z siebie.

„Ręka…” jest bardzo zbliżona nastrojem i formą do „Kraju…”, jednak jakoś bardziej przypadła mi do gustu. Być może w pewnym stopniu miał na to wpływ sam początek książki, kiedy to bohaterka zwierza się ze swojej niechęci do latania samolotem – pod każdym zdaniem mogłabym się tu podpisać!

„Na początku przed każdym lotem szykowałam się na śmierć. Na własnych nogach zmierzałam prosto do grobu. Tak, sama podjęłam tę decyzję, to mój wybór, mogłam przecież odmówić, wystarczyłoby powiedzieć wyzwolicielskie NIE, nie chcę wyjeżdżać, nie chcę podróżować, nie potrzebuję podróżować! (…) Czy warto ryzykować wszystko tylko po to,aby znaleźć się w Barcelonie, Kioto, Tiranie?” (s.7)

środa, 16 czerwca 2010, kot_kreskowy84

Polecane wpisy

  • Lepiej palić fajkę niż czarownice

    „Z przeprowadzonych przez nas w ubiegłym roku badań rynku prasy wynika, że przedstawiciele młodej inteligencji, określający się jako wierzący i praktykują

  • Światu nie mamy czego zazdrościć

    Reportaż Barbary Demick niejednokrotnie sprawiał, że otwierałam szeroko oczy ze zdumienia, przerażenia czy niedowierzania. Niby wszyscy wiemy, że w Korei jest ź

  • Korczak. Próba biografii

    Przeczytałam tę książkę już jakiś czas temu, jednak trudno mi napisać jej recenzję. Po raz kolejny przekonuję się, że niełatwo przychodzi opisywanie bardzo dobr

Komentarze
maioofka
2010/06/17 22:58:19
Kolejny tytuł z wydawnictwa Czarne, który mnie kusi. Nie czytałam nic tej autorki, ale postaram się to zmienić przy następnych zakupowych szaleństwach ;)

"Połówka żółtego słońca" same dobre opinie zbiera, a piszesz jeszcze, że już od pierwszej strony wciąga i zachwyca? Na razie pozostaje mi czytać wrażenia z lektury, ale kiedyś... :))
-
anhelli-anhelli
2010/06/21 12:16:31
Witaj, słoneczko :)

Podoba mi się twój opis i na pewno zapamiętam sobie nazwisko tej pisarki. Ja również wolę taką literaturę od tej bardziej znanej i oklepanej. Wydaje się bardziej autentyczna; dlatego też często czytam różnego rodzaju wspomnienia i biografie. Obecnie krążę wokół Susan Sontag i Oriany Fallaci, ale to przez aurę unoszącą się nad naszym krajem. Chyba jestem na etapie poszukiwania samej siebie, rozliczania się z przeszłością i nieudawania, że pewne sprawy są mi obojętne.
Na pewno poszukam tej autorki, jako że jeszcze nigdy nie czytałam żadnego autora z Albanii; to może być naprawdę ciekawe doświadczenie :)

Pozdrawiam serdecznie i witam cię po przerwie :)
-
2010/06/22 21:31:24
maioofka wydawnictwo Czarne ma to do siebie, że niemal wszystko od nich kusi :) Zapraszam Cię do przeczytania wrażeń z "Połówki..." Naprawde książka robiąca wrażenie.

anhelli dziękuję za komentarz i miłe słowa :) Przyznam, że nie miałam styczności z żadną z pań, które wymieniłaś. Dopiszę sobie do listy do przeczytania. Co do Albanii, polecam też niedawno czytany przeze mnie "Krótki podręcznik przekraczania granic". Bardziej mi przypadł do gustu niż Vorpsi. Pozdrawiam ciepło :)
-
anhelli-anhelli
2010/06/25 11:29:39
Dzięki, na pewno skorzystam z sugestii :) A co do tych dwóch pań, z Sontag może być ciężko, bo ja np większość jej prac czytałam po angielsku. Mam za to jej pracę o fotografii i jeszcze jedną jakąś z działu reporterskiego jako e-book. Gdybyś chciała i podrzuciła mi swój mail to mogę ci przesłać. Co do Oriany będzie już lepiej, bo np "Wściekłość i duma" jej najbardziej znane i cenione dzieło jest ogólnie dostępne w Polsce, z tego co wiem stale je wznawiają :)

Pozdrawiam cieplutko, pa słońce :)
Dodatki na bloga