Moje podróże po literaturze
Blog > Komentarze do wpisu

O przekładzie na przykładzie

Czaiłam się na tę książkę już od dawna i w końcu nadeszła okazja, żeby ją sobie kupić. Cóż mogę powiedzieć – był to bardzo dobry zakup.

Elżbieta Tabakowska jest językoznawcą na Uniwersytecie Jagiellońskim i tłumaczką książek Normana Daviesa. „O przekładzie na przykładzie” opowiada o tłumaczenia najbardziej chyba monumentalnego dzieła tego autora „Europy” (co podkreśla podtytuł książki Tabakowskiej – „Rozprawa tłumacza z „Europą” Normana Daviesa”).

Jest to książeczka bardzo pouczająca i rzeczywiście, zgodnie z zaleceniem z okładki, lektura obowiązkowa dla wszystkich zainteresowanych przekładem. Bo innych chyba mogłaby znudzić? Nie wiem, bo sama zaliczam się do tej pierwszej grupy i dla mnie rozważania nad wyższością „cienia” nad „widmem” czy „wkrótce” nad „za jakiś czas” są dość pasjonujące (naprawdę!). Jednak zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób są to po prostu rzeczy bez znaczenia, w związku z czym książka niemal w całości poświęcona takim rozważaniom lingwistycznym mogłaby niektórych po prostu znudzić.

Mnie, oczywiście, nie znudziła, a wręcz zachęciła do sięgnięcia po drugą pozycję pani Tabakowskiej „Tłumacząc się z tłumaczenia”.

Jakie nauki dla początkujących (i nie tylko) tłumaczy wynikają z wykładu autorki? Przede wszystkim, co sama autorka kilkukrotnie powtarza, nie ma jednego przepisu na przekład. Każdą sytuację należy rozpatrywać osobno w jej konkretnym kontekście. I nie chodzi tylko o to, że jedno słowo może w różnych kontekstach znaczyć co innego, ale również o ogólną strategie tłumaczeniową, jaką należy w danej sytuacji przyjąć.

Po drugie tłumacz powinien być jednocześnie pewny siebie (by móc przeforsować swoją – i autora – wersję poprzez weryfikację i korektę wydawnictwa) a przy tym skromny i gotowy uznać swój błąd. To chyba jest częsty problem wśród młodych tłumaczy, że albo jest się zbyt pewnym siebie i ma się poczucie, że zjadło się już wszystkie rozumy albo jest się za mało asertywnym, by bronić swojej wizji tłumaczenia. Jak zwykle najskuteczniejszy i najlepszy jest złoty środek.

Pod koniec książki sama autorka zauważa: „… specyfika zawodu tłumacza polega na tym, że nieczęsto się go chwali. Pracę tłumacza częściej ocenia się, niż ceni. Dopóki wszystko jest w porządku, po prostu się jej nie zauważa – tak jak nie zauważa się przezroczystej tafli szkła. Dobrze widoczne stają się dopiero pomyłki i błędy – jak plamy na szybie. Tłumacz nie powinien zatem oczekiwać pochwał, musi natomiast spodziewać się krytyki.” (s. 247, wyd. Znak 2008)

Wychodzi na to, że jest to dość niewdzięczny zawód ;) Tym wszystkim, którzy mimo to ten zawód wybrali, albo o nim myślą, oraz wszystkim, którzy interesują się językiem i jego mechanizmami serdecznie polecam tę pozycję.

sobota, 01 maja 2010, kot_kreskowy84

Polecane wpisy

  • Lepiej palić fajkę niż czarownice

    „Z przeprowadzonych przez nas w ubiegłym roku badań rynku prasy wynika, że przedstawiciele młodej inteligencji, określający się jako wierzący i praktykują

  • Światu nie mamy czego zazdrościć

    Reportaż Barbary Demick niejednokrotnie sprawiał, że otwierałam szeroko oczy ze zdumienia, przerażenia czy niedowierzania. Niby wszyscy wiemy, że w Korei jest ź

  • Korczak. Próba biografii

    Przeczytałam tę książkę już jakiś czas temu, jednak trudno mi napisać jej recenzję. Po raz kolejny przekonuję się, że niełatwo przychodzi opisywanie bardzo dobr

Komentarze
maioofka
2010/05/01 18:55:58
Mimo, iż tematyka tłumaczeń nie jest mi specjalnie bliska (prócz momentów oceniania pracy innych przy lekturze oczywiście ;)), to cytat zabrzmiał tak elokwentnie i bezpretensjonalnie, że z chęcią przeczytam w przyszłości książkę pani Tabakowskiej.
-
m.tucha
2010/05/01 20:24:07
Mam w planach tę książkę.
Ostatnio też gdy natknęłam się na bloga Pana Pawła Pollaka, który zwrócił moją uwagę na zawód tłumacza. Przyznałam przed samą sobą, że faktycznie, gdy wszystko mi pasowało, to tłumacz dla mnie nie istniał, a jak mnie coś drażniło to od razu - tragiczne tłumaczenie, tragiczny tłumacz;p
Nie dziwię Ci się, że książka Cię zainteresowała.
-
claudete
2010/05/01 23:06:00
Tłumacz to zdecydowanie niewdzięczny zawód.
Czytam teraz książkę, która ma duże niedociągnięcia (łącznie z literówkami i błędami) i pierwszą rzeczą jaka mi przyszła na myśl było to, iż to wina tłumacza.
Nie wiem dlaczego nie pomyślałam o korektorze, który (jeśli jakiś w ogóle był) właściwie odpowiada za ostateczny kształt powieści, czy o zwyczajnych błędach w druku.
Fakt faktem - dobrego przekładu się nie zauważa, a przecież większość powieści jest genialna właśnie dzięki tłumaczom.

Jednym słowem - zaintrygowałaś mnie pozycją Tabakowskiej i zachęciłaś do rozmyślań na ten temat :) Dziękuję i pozdrawiam
-
2010/05/02 13:48:40
Z uwagi na wykonywany zawód od jakiegoś czasu mam wielką ochotę na tę książkę :) Zgadzam się ze spostrzeżeniem, że trzeba znaleźc środek między uporem przy swojej wersji a przyznaniem się do błędu, ale też obawiam się, że po lekturze tej książki zniknęłyby te mizerne podstawy zawodowego poczucia własnej wartości, jakie wypracowałam przez ostatnie lata :)
A literówki to wina korekty, to korekta jest ostatnim sitem, które ma wyłapać to, co tłumacz i redaktor przeoczył. Tłumacza można się czepiać o marny styl, błędy językowe, toporny język, "nie-polski" szyk zdania, składnię, niefortunny dobór słownictwa, tysiąc innych rzeczy, więc chociaż te literówki zostawmy korektorom - podobno korektorzy lubią, kiedy się zauważa ich pracę, to niech na to zasłużą ;-p
-
2010/05/02 16:37:02
mdl2 Bardzo polecam! Nie masz się czego obawiać - Tabakowska, choć mogłaby, wcale się nie wywyższa i nie poucza, wszystko pokazuje na swoim przykładzie, nie wstydzi się również pokazać swoich błędów. Więc na pewno Twoje poczucie wartości jako tłumacza nie ucierpi :)
claudete Cieszę się, że zaciekawiła Cię ta pozycja. Warto po nią sięgnąć też po to, żeby przekonac się, że w proces wydawania obcej książki nie kończy się na tłumaczy, ale że są też korektorzy i wydawnictwo, które często decyduje o ostatecznym kształcie niektórych zdań.
m.tucha Za Twoim poleceniem znalazłam bloga pana Pawła Pollaka - jest rewelacyjny! Dzięki za podsunięcie :)
maioofka Właśnie bezpretensjonalność to ogromna zaleta tej książki. Bo tak jak wyżej napisałam, mógłby to byc po prostu wykład z pozycji "jestem tłumaczką z doświadczeniem, więc wiem lepiej", a jest pozbawioną wywyższania się opowieścią o niełatwej pracy.
-
ju.k
2010/05/03 19:15:40
Mam za sobą lekturę książki "Tłumacząc się z tłumaczenia" i również serdecznie Ci ją polecam ! ;)
Dodatki na bloga