Moje podróże po literaturze
Blog > Komentarze do wpisu

Marcowe fiołki

„Marcowe fiołki” to kryminał, którego akcja toczy się w latach trzydziestych ubiegłego wieku w III Rzeszy, po dojściu Hitlera do władzy. Stąd tytuł książki – „marcowymi fiołkami” określano pogardliwie ludzi, którzy przyłączyli się do partii nazistowskiej po tym jak doszła do władzy w marcu 1933 roku. Ten tytuł, opis z okładki oraz sama bardzo ładna okładka pozwalały liczyć na ciekawą lekturę. Niestety ja się trochę przeliczyłam.

Głównym bohaterem książki jest Bernhard Gunther, były oficer policji, obecnie prywatny detektyw, który zajmuje się głównie poszukiwaniem zaginionych osób (a takich w czasach władzy NSDAP nie brakowało). Pewnego dnia dostaje zlecenie od bogatego i wpływowego potentata, aby wyjaśnić okoliczności śmierci jego córki i zięcia oraz odnaleźć skradzioną zawartość ich sejfu. Trop prowadzi przez coraz to wyższe stopnie aparatu państwowego, a także przez łóżko gwiazdy filmowej, a nawet przez obóz w Dachau. Dodatkowo obserwujemy perypetie uczuciowe głównego bohatera.

Problem z tą książką polega na tym, że mimo tego wszystkiego nie wciąga. Owszem, jak już zaczęłam czytać, czytało się dobrze i szybko, ale szczerze mówiąc, nie bardzo chciało mi się do niej wracać. Nic ani nikt tam na mnie nie czekał. W ogóle nie czułam żadnej więzi z głównym bohaterem – nie kibicowałam mu w zmaganiach, nie budził we mnie emocji. Poza tym odniosłam wrażenie, że końcówka książki jest przekombinowana – autor chyba chciał za dużo opowiedzieć, ale jakby musiał już kończyć. UWAGA SPOILER! – na 20 stron przed końcem książki główny bohater trafia do obozu koncentracyjnego w Dachau z misją od Gestapo, by odnaleźć ukrywającego się tam człowieka, zaprzyjaźnić się z nim i wyciągnąć od niego tajemnicę, gdzie ukrył niezwykle ważne dokumenty. Jak dla mnie to już jest fabułą niemal na pełną książkę, więc siłą rzeczy skompresowanie na kilkunastu stronach daje wrażenie potraktowania sprawy po łebkach.

Z plusów mogę wymienić ciekawe tło historyczno-obyczajowe. Z jednej strony szykujący się na igrzyska olimpijskie Berlin (stwarzanie pozorów normalnego tolerancyjnego państwa), z drugiej strony zaciskająca się na obywatelach obręcz nazizmu, w myśl zasady „kto nie jest z nami, ten jest przeciw nam”. Również wiernie oddana topografia Berlina oraz realistyczne opisy ubiorów, zachowań i stylu życia tworzą atmosferę tej książki.

Spodziewałam się znacznie więcej po tej książce. Może też dlatego, że zaczęłam ją czytać zaraz po Larssonie, któremu zapewne trudno dorównać, jeśli chodzi o kryminały. Tak czy owak, na razie nie planuję czytać kolejnych kryminałów. Na razie ;)

sobota, 29 maja 2010, kot_kreskowy84

Polecane wpisy

  • Lepiej palić fajkę niż czarownice

    „Z przeprowadzonych przez nas w ubiegłym roku badań rynku prasy wynika, że przedstawiciele młodej inteligencji, określający się jako wierzący i praktykują

  • Światu nie mamy czego zazdrościć

    Reportaż Barbary Demick niejednokrotnie sprawiał, że otwierałam szeroko oczy ze zdumienia, przerażenia czy niedowierzania. Niby wszyscy wiemy, że w Korei jest ź

  • Korczak. Próba biografii

    Przeczytałam tę książkę już jakiś czas temu, jednak trudno mi napisać jej recenzję. Po raz kolejny przekonuję się, że niełatwo przychodzi opisywanie bardzo dobr

Dodatki na bloga