Moje podróże po literaturze
Blog > Komentarze do wpisu

Zamieć

Ken Follett to drugi obok Grishama autor, co do którego można mieć pewność, że każda książka będzie świetna, wciągająca i trzymająca w napięciu. A do tego przekrój poruszanych tematów jest u Folletta tak szeroki (od szpiegów II wojny światowej przez średniowiecznych budowniczych katedr po zagrożenia biologiczne), że nie sposób się nim znudzić. Jednak „Zamieć” odebrałam jako trochę słabszą, niż pozostałe powieści Folletta, które czytałam.

Akcja „Zamieci” toczy się w północnej Szkocji, gdzie znajduje się laboratorium, w którym opracowuje się antidota na najgroźniejsze wirusy świata, w tym wyjątkowo niebezpieczną mutację afrykańskiej eboli – wirusa Madoba-2. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia ginie jeden z naukowców – zarażony śmiertelnym wirusem. Toni, szefowa ochrony laboratorium, zwanego Kremlem, ze względu na swoją niedostępność, poczuwa się do odpowiedzialności za zaistniałą sytuację i podejmuje decyzję o zaostrzeniu środków bezpieczeństwa. Toni ma też inne niż zawodowe motywy, by zrobić wszystko, co w jej mocy, by zapobiec podobnym sytuacjom – podkochuje się w swoim szefie, owdowiałym, bogatym naukowcu, właścicielu laboratorium Stanleyu Oxenford. Jednak mimo to w laboratorium dochodzi do zuchwałej kradzieży śmiercionośnego wirusa. Co gorsza z powodu szalejącej zamieci (i z  innych powodów ;)) złodzieje trafiają do domu Stanleya Oxenforda, gdzie w zupełnym odcięciu o świata Stanley i jego rodzina mogą liczyć tylko na siebie i na Toni, która po odkryciu prawdy rusza im na ratunek.

Zacznę może od tego, co mi się w tej książce nie podobało. Przede wszystkim, akcja rozwija się bardzo powoli, dopiero po przekroczeniu połowy książki akcje mnie wciągnęła. Wcześniej czytając cały czas zastanawiałam się, czy w ogóle warto dalej czytać. Może miało to też związek z główną bohaterką Toni. Bo o ile Follett po mistrzowsku buduje akcję, o tyle budowanie postaci już mu tak dobrze nie wychodzi. Toni jest nudna, przewidywalna i sprawia wrażenie wiecznie przepraszającej za wszystko. W ogóle jeśli chodzi o rozwój sytuacji osobistej między bohaterami to wszystko jest tu boleśnie przewidywalne i kończy się lukrowanym happy-endem.

Na szczęście pozostaje jeszcze sama akcja, która wciąga tak, że od książki trudno się oderwać (jak już wspominałam, tak po przekroczeniu połowy).

Ważąc wszystkie argumenty za i przeciw, uważam, że jest to niezła książka jak na książkę sensacyjną, ale średnia książka jak na Folletta.

wtorek, 20 kwietnia 2010, kot_kreskowy84

Polecane wpisy

  • Lepiej palić fajkę niż czarownice

    „Z przeprowadzonych przez nas w ubiegłym roku badań rynku prasy wynika, że przedstawiciele młodej inteligencji, określający się jako wierzący i praktykują

  • Światu nie mamy czego zazdrościć

    Reportaż Barbary Demick niejednokrotnie sprawiał, że otwierałam szeroko oczy ze zdumienia, przerażenia czy niedowierzania. Niby wszyscy wiemy, że w Korei jest ź

  • Korczak. Próba biografii

    Przeczytałam tę książkę już jakiś czas temu, jednak trudno mi napisać jej recenzję. Po raz kolejny przekonuję się, że niełatwo przychodzi opisywanie bardzo dobr

Komentarze
m.tucha
2010/04/20 22:58:19
A co polecasz Folleta?! Bo ja już tyle razy chciałam się za niego zabrać, że nie jestem w stanie tego zliczyć :) Zamieć do mnie nie przemawia, po Twojej recenzji to już w ogóle :)
-
2010/04/21 08:20:06
Mnie najbardziej przypadły do gustu książki szpiegowskie: "Igła", a także "Kryptonim Kawki" i "Trójka". Podobno świetne są też "Filary ziemi" i ich druga część "Świat bez końca", ale o tym się dopiero przekonam, bo na razie czekają na półce :)
-
anhelli-anhelli
2010/04/21 18:25:43
A ja Folleta jeszcze nie czytałam... Więc trudno mi powiedzieć jaki jest i czy mu dana książka wyszła, czy nadaje się dla kogoś innego... Myślę jednak, że się skuszę, bowiem na Grishamie nigdy się nie zawiodłam... :)

Pozdrawiam serdecznie :)
Dodatki na bloga