Moje podróże po literaturze
Blog > Komentarze do wpisu

Imię róży

To moje drugie podejście do „Imienia róży”. Potwierdza to moja teorię, że na każdą książkę przychodzi odpowiedni czas i że warto wracać do książek, które z jakiegoś powodu porzuciliśmy, bo może się okazać, że tym razem pochłoniemy ją jednym tchem. Ja, co prawda, nie pochłonęłam tak od razu „Imienia róży”, ale książkę czytałam z dużą przyjemnością. Jak napisał sam autor w posłowiu: „Wciągnąć się w powieść to jak wyruszyć na wyprawę górską. Trzeba nauczyć się oddychać, wpaść w rytm marszu, gdyż inaczej wkrótce trzeba będzie przystanąć.” [s.608, PIW 2002] I podobnie jak górska wędrówka, lektura bywała mozolna, ale go warta.

Narratorem jest Adso, ponadosiemdziesięcioletni mnich, który wspomina i opowiada wydarzenia, jakich był świadkiem jako nowicjusz. Rzecz miała miejsce w XIV wieku. Adso wraz ze swym mistrzem Wilhelmem z Baskerville, angielskim franciszkaninem, przybywa do benedyktyńskiego opactwa w północnych Włoszech. Ma się tam odbyć ważne spotkanie przedstawicieli różnych zakonów chrześcijańskich w sprawie kontrowersji związanych z ubóstwem Jezusa i jego uczniów, a co za tym idzie ubóstwa jego naśladowców, czyli kościoła i zakonów. Okazuje się, że na kilka dni przed planowanym zjazdem w opactwie ginie młody mnich. To właśnie Wilhelma, znanego z przenikliwego umysłu, prosi opat o przeprowadzenie śledztwa w sprawie tego morderstwa. Niestety morderstw przybywa i okazuje się, że opactwo ma więcej tajemnic niż się na początku wydawało.

Tak naprawdę jednak wątek kryminalny, choć najciekawszy jak dla mnie, jest przenośnią mającą pokazać czytelnikowi, że właściwie całe życie człowieka i jego dążenia do Poznania i do Prawdy jest jak rozwiązywanie zagadki kryminalnej. Z początku błądzi się niemal po omacku, stawiając mnóstwo, niejednokrotnie sprzecznych ze sobą, hipotez, które ustępują potem miejsca kolejnym domysłom, po to by na końcu okazało się, że i tak jest inaczej.

Oprócz fabuły „Imię róży” ujęło mnie jeszcze kilkoma innymi elementami. Przede wszystkim wspaniałymi opisami – choć, jak już nieraz wspominałam, należę do czytelników raczej pomijających opisy – które doskonale oddawały zarówno atmosferę tamtych czasów, jak też nastrój panujący w opactwie, charakter postaci i relacje między nimi, a nawet pogodę.

Ponadto jestem pod wrażeniem szerokiej wiedzy autora, szczególnie po przeczytaniu posłowia, w którym Umberto Eco nieco uchyla rąbka tajemnicy swojej pracy twórczej i opisuje jak powstaje układanka z elementów idei autora i elementów realistycznych, takich jak wydarzenia historyczne, zwyczaje, prawa natury itp: „Ale dlaczego wszystko rozgrywa się pod koniec listopada 1327 roku? Gdyż w grudniu Michał z Ceseny był już Awinionie ( […] niektóre elementy, jak liczba schodków, zależą od decyzji autora, inne zas , jak przemieszczanie Michała, zależą od świata rzeczywistego […]). Ale listopad to zbyt wcześnie. Musiałem przecież zabić wieprzka. (…) tak się składa, że świnie zabija się jedynie w okresach chłodu, a listopad mógł być miesiącem zbyt wczesnym. Chyba że umieszczę opactwo na szczycie góry, by leżał tam już śnieg.”

wtorek, 13 kwietnia 2010, kot_kreskowy84

Polecane wpisy

  • Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku

    Dorota Masłowska – enfant terrible polskiej literatury. Jedni uwielbiają, drudzy kręcą nosem. Mój dotychczasowy kontakt z jej twórczością nie pozwolił mi

  • Niedziela, która zdarzyła się w środę

    Tak się niecodziennie zdarzyło, że jednocześnie czytałam dwie książki tego samego autora. Na czytniku mam zaczęty „Gottland”, a ostatnio z bibliotek

  • Na wschód od Edenu

    I czemu ja się znowu dziwię? Sięgam po książkę uznaną za wielkie dzieło literackie, a czuję się, jakbym odkryła Amerykę: „Wow! Ta książka jest super. Bier

Komentarze
anhelli-anhelli
2010/04/15 12:29:14
Swoje pierwsze spotkanie z tą książką wspominam bardzo dobrze. Miało miejsce w szkole średniej. Wybrałam z półki w szkole właśnie to wydanie, którego okładkę prezentujesz i oddałam się cała jej lekturze. Pomijam już fakt, że książka ta była literacko-naukowym eksperymentem, co widać w Posłowiu, dla mnie liczyło się jej piękno. Łącznie z filmem, książka Eco przenosi czytelnika do zupełnie innego świata. Jest w nim i odrobina metafizyki i magii, odrobina humoru, ale i zabobonnego lęku. To jedna z najlepszych książek wszech czasów - moim skromnym zdaniem. Na mojej własnej liście 10 książek, zawsze znajduje się w ścisłej czołówce :) Dobrze się czytało twoją recenzję, szukałam czegoś po sieci uspokajającego, odrywającego od "codzienności" i znalazłam...

pozdrawiam serdecznie :)
-
mala_lili
2010/04/16 09:37:12
Czytałam Imię róży z zapartym tchem. Podobnie jak anhelli umieszczam ją w ścisłej czołówce najlepszych książek. No ale ja ogólnie kocham U. Eco. ;) A czytając w posłowiu o tej wędrówce, i to że autor napisał książkę dla czytelników, którzy są w stanie przebić się przez pierwsze sto stron, zupełnie tego nie rozumiałam. :P Wg mnie właśnie na początku akcja jest super wartka, potem w środku trochę się rozciąga, by znów przyspieszyć pod koniec.
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/04/16 14:26:38
a ja się zainspirowałam, i ... obejrzałam film ponownie. do książki jeszcze nie 'dojrzałam' ;)
-
2010/04/16 20:10:29
anhelli dziękuję za miłe słowa :)
mala_lili jak widać każdy inaczej odbiera daną lekturę - i chyba na tym głównie polega cała zabawa :)
abob ja natomiast jeszcze filmu nie widziałam, ale teraz koniecznie chcę nadrobić tę zaległość
-
Gość: K., *.chello.pl
2010/04/18 13:00:11
Adso nie jest podmiotem lirycznym; tak nazywa się osobę mówiącą w utworach lirycznych, do których "Imię róży" nie należy.
-
2010/04/19 09:46:53
Dziękuję, nie wiedziałam :) Już poprawiam.
Dodatki na bloga