Moje podróże po literaturze
Blog > Komentarze do wpisu

Gnój

Sięgając po tę książkę spodziewałam się przejmujących emocji. Nawet specjalnie  odłożyłam jej lekturę, bo wcześniej czytałam „Tysiąc wspaniałych słońc” i obawiałam się, że nie strawię dwóch tak wstrząsających książek pod rząd. Niepotrzebnie. Bo mnie „Gnój” aż tak nie poruszył. Może głupio tak pisać, bo przecież temat, jaki Kuczok porusza jest straszny i zasługujący na potępienie. Myślę, że moje odczucia wzięły się  stąd, że spodziewałam się lektury zbliżonej do „Bidula” Mariusza Maślanki, w którym bardzo dokładne opisy przemocy fizycznej po prostu poruszały do żywego. U Kuczoka jednak główny nacisk położony jest na relacje psychologiczne między postaciami. Na niezrównoważenie ojca, kata, który wzrusza się muzyką klasyczną i czasami czule szczebiocze do swojej żony. Na niegasnącą nadzieję syna, który nie potrafi pojąć czy ojca jednak kocha, czy nienawidzi. „Oglądałem sobie na przykład relację z Turnieju Czterech Skoczni, on na przykład akurat wrócił ze spaceru z suka i czymś tam szurał w szafie; myślałem, że po prostu zdejmuje płaszcz i chowa go, nawet kątem oka nie sprawdziłem, bo na ekranie Weissflog skakał sto szesnaście. Mówiłem właśnie:

- Tata, będzie rekord skoczni!

bo czułem, że do mnie podchodzi; myślałem, że po to, by zasiąść obok i oglądać ze mną zawody, ale on już nadchodził z pejczem (…)”. [s. 80, W.A.B. 2003] Ten fragment zapadł mi w pamięć, bo widzę w nim ufność i wiarę dziecka, że może, jak każdy inny chłopiec, normalnie obejrzeć z tatą zawody w telewizji; że nie musi obawiać się z jego strony niczego złego. Taką nadzieję ma dziecko, które przecież wie, do czego zdolny jest jego ojciec, bo samo tego doświadczyło. A mimo to jakaś część jego ciągle chce wierzyć, że może być dobrze.

Bardziej niż emocjami ujęła mnie ta książka stylem – bardzo poetycki, piękny literacki język mocno kontrastuje z przedstawianą szarą śląską rzeczywistością  patriarchalnej, patologicznej rodziny. Nie mogę powiedzieć, że „Gnój” mi się nie podobał. Niestety nie mogę też powiedzieć, że mnie poruszył i że zostanie mi na długo w pamięci.

sobota, 17 kwietnia 2010, kot_kreskowy84

Polecane wpisy

  • Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku

    Dorota Masłowska – enfant terrible polskiej literatury. Jedni uwielbiają, drudzy kręcą nosem. Mój dotychczasowy kontakt z jej twórczością nie pozwolił mi

  • Niedziela, która zdarzyła się w środę

    Tak się niecodziennie zdarzyło, że jednocześnie czytałam dwie książki tego samego autora. Na czytniku mam zaczęty „Gottland”, a ostatnio z bibliotek

  • Na wschód od Edenu

    I czemu ja się znowu dziwię? Sięgam po książkę uznaną za wielkie dzieło literackie, a czuję się, jakbym odkryła Amerykę: „Wow! Ta książka jest super. Bier

Komentarze
impressje
2010/04/18 22:09:40
O wiele trudniej opisać relacje międzyludzkie niż fizyczną przemoc. Gdyby autor się na to jednak zdecydował, byłaby to książka jakich wiele, a tak otrzymaliśmy dobrą powieść, napisaną dość oryginalnym stylem.
Dodatki na bloga