Moje podróże po literaturze
Blog > Komentarze do wpisu

Czerwony rower

„Chyba każda kobieta, obojętnie jak bardzo ustatkowana i dorosła, ma gdzieś w szafie ukryte głęboko pudło pełne tajemnic. Bagaż  resztek z dzieciństwa, starą skórę zrzuconą przez węża” [s.148, wyd. Otwarte 2009].

Ten cytat doskonale oddaje tematykę i klimat książki „Czerwony rower” – historii o trudnym dorastaniu, przyjaźni podszytej rywalizacją, konsekwencjach i poczuciu winy.

Poznajemy trzy kobiety – Gosię, Karolinę i Beatę. Na pierwszy rzut oka zwyczajna przyjaźń, trzy koleżanki z podstawówki, spotykające się razem także w dorosłym życiu. Jednak ta ich przyjaźń jest naznaczona pewna tajemnicą, o której starają się nie pamiętać, którą na co dzień zepchnęły do najdalszych zakamarków pamięci. Jednak pewnego dnia muszą zmierzyć się z tą przeszłością, przypomnieć sobie wszystko. Powracają więc w swoich wspomnieniach na podwarszawskie osiedle Leśne, pod koniec lat 80. Bezkonfliktowa Gosia, bezosobowa Karolina i szkolna gwiazda Beata oraz ta czwarta, nowa, nieatrakcyjna i biedna Aneta. Relacje między dziewczętami trudno nazwać przyjaźnią, jest to skomplikowany układ zależności i wzajemnych korzyści, pełen tłumionej nienawiści i rywalizacji. Do tego stopnia, że prowadzi do tragedii.

„Czerwony rower” to świetna książka.  Przede wszystkim ze względu na emocje, jakie wzbudza. W wielu recenzjach czytałam, że na pewno odnajdą się w niej wszystkie kobiety, które dorastały w latach osiemdziesiątych. Myślę, wnioskując na przykładzie własnym (dorastanie w latach 90.) i młodszej siostry, że każda kobieta odnajdzie w niej bliskie i znajome emocje – dążenie do akceptacji za wszelką cenę, rywalizację, poczucie winy, szukanie punktu odniesienia dla określenia własnej wartości. Właśnie te często destrukcyjne emocje powodują, że książka staje się nam bliska i jednocześnie uwierająca, jakby ktoś zaufany wytykał nam błędy. Każe nam się zastanowić, ile z tej nastoletniej niepewności i z tego dążenia do uzyskania akceptacji zostało nam w dorosłym życiu. Na pewno w wielu z nas ciągle czai się ten lęk przed odrzuceniem i obnażeniem pieczołowicie skrywanych słabości.

Wyjątkowa umiejętność Autorki opisywania emocji w taki sposób, że niemal każdy czytelnik się z nimi identyfikuje powoduje, że nie jest to zwykła czytadło dla kobiet, lecz poruszająca psychologiczna książka.

Jedna rzecz mi się nie spodobała – kiedy już cała historia się wyjaśnia, bohaterki czują ulgę, że zrzuciły z siebie piętno, a według mnie, i tak pozostają winne doprowadzenia do całej tej sytuacji, choćby nawet bezpośrednim sprawcą nieszczęścia był kto inny.

Wiele dobrych słów czytałam o tej książce, miałam więc wobec niej duże oczekiwania. I ani trochę się nie zawiodłam. Widziałam w bibliotece na półce „Trzy połówki jabłka”, więc przy najbliższej okazji również po nie sięgnę.

poniedziałek, 19 kwietnia 2010, kot_kreskowy84

Polecane wpisy

  • Lepiej palić fajkę niż czarownice

    „Z przeprowadzonych przez nas w ubiegłym roku badań rynku prasy wynika, że przedstawiciele młodej inteligencji, określający się jako wierzący i praktykują

  • Światu nie mamy czego zazdrościć

    Reportaż Barbary Demick niejednokrotnie sprawiał, że otwierałam szeroko oczy ze zdumienia, przerażenia czy niedowierzania. Niby wszyscy wiemy, że w Korei jest ź

  • Korczak. Próba biografii

    Przeczytałam tę książkę już jakiś czas temu, jednak trudno mi napisać jej recenzję. Po raz kolejny przekonuję się, że niełatwo przychodzi opisywanie bardzo dobr

Komentarze
2010/04/19 10:54:47
I na tej drugiej się nie zawiedziesz. Pozdrawiam
-
anhelli-anhelli
2010/04/19 11:18:21
Ja również czuję apetyt na tę książkę. Takie tematy lubię najbardziej. W ogóle jestem ostatnio strasznie przybita i szukam wyciszenia, i nie ma to nic wspólnego z tym, co działo się przez ost. tydzień... Zawsze jak przychodzi Wiosna, oprócz radości czuję też smutek.

Pozdrawiam serdecznie :)
-
2010/04/20 00:13:27
Dziękuję za recenzję :)
Dodatki na bloga