Moje podróże po literaturze
Blog > Komentarze do wpisu

Wyjście z Egiptu

Słyszałam o tej książce wiele dobrego, a mimo to jakoś nie mogłam się za nią zabrać. Z jednej strony chyba bałam się rozczarowania, a z drugiej nie wierzyłam, że 300-stronicowa opowieść o losie żydowskiej rodziny z Aleksandrii może być rzeczywiście tak wciągająca, jak wszyscy pisali. W końcu jednak sięgnęłam po swój gwiazdkowy prezent i na szczęście się nie zawiodłam.

„Wyjście z Egiptu” to tytuł, który nasuwa pewne skojarzenia, a jednak po przeczytaniu książki nabiera innego znaczenia. O ile w tradycji judeo-chrześcijanskiej wyjście z Egiptu symbolizuje uwolnienie z niewoli i drogę do Ziemi obiecanej, o tyle u Acimana jest to raczej przymusowe porzucenie swojego miejsca na ziemi na rzecz niepewnej tułaczki i rozłąki z rodziną. Historia, którą opowiada Andre Aciman, zaczyna się w pierwszej połowie XX wieku, kiedy to nasi główni bohaterowie – zamożna rodzina sefardyjskich Żydów  - przybywają z Konstantynopola do Aleksandrii. Autor potrafi w każdą ze swych postaci, w każdą ciotkę, każdego wuja, każdego z służących tchnąć życie i uczynić ich postaciami z krwi i kości. Śledzimy zatem ich rozterki osobiste, relacje z pozostałymi członkami rodziny, które pełne emocji, barwne i prawdziwe. Śledzimy także sprawy zawodowe, a nawet światowe – kiedy towarzyszymy bohaterom w słuchaniu wiadomości z frontów II wojny światowej.  Aleksandria, miasto kosmopolityczne, w którym żyli obok siebie Arabowie, Europejczycy i Żydzi, pełna jest tutaj zapachów, dźwięków i obrazów:

„(…) w Aleksandrii kierując się węchem bez trudu można orzec, z kim się ma do czynienia; ledwie uchwytny zapach parmezanu, gotowanych karczochów i borekas mówi, że domostwo zamieszkane jest przez takich jak my sefardyjczyków, woń wędzonego pastrami to znak, że w kuchni królują Ormianie, grecki salon zaś można rozpoznać po zapachu mirry, a dom włoski po woni smażonej cebuli i rumianku.” (s.99)

Aciman z tak wspaniałą plastycznością oddaje atmosferę tamtych czasów i tamtego otoczenia, że bardzo łatwo przychodziło mi zatopić się w lekturze, obojętnie czy to w tramwaju, czy w poczekalni, czy gotując obiad (co nie zdarza się przy każdej książce). Ponadto barwny język autora (tu pewnie też duża zasługa tłumaczki, pani Elżbiety Jasińskiej) sprawiał, że czytałam książkę bardzo uważnie, żeby nic nie uronić. Bardzo utkwił mi w pamięci taki fragment, w którym główny bohater wspomina zabawy w labiryncie utworzonym z prania wieszanego na dachu domu:

„Praca, którą należało teraz wykonać, była zajęciem spokojnym, niemal kontemplacyjnym. Wsunąwszy między wargi kilka klamerek do bielizny, Om Ramadan zaczynała rozwijać prześcieradła; po zwieszeniu jednego, wieszała następne i jeszcze następne, potem przechodziła do równoległej linki, tworząc w ten sposób udrapowany z bawełny, pachnący labirynt. Można po nim było biegać i gubić się w nim, jakby był jakimś niebiańskim korytarzem, zawieszonym między ciszą a rozpościerającym się w miejscu sufitu błękitem, przesiąknięty zapachem suszących się na słońcu prześcieradeł i kapiącej z nich wody, która w zetknięciu z szarym cementem wydawała słoną woń lata i morza” (s.102)

Już w tym krótkim fragmencie widać, że w tej nostalgii za utraconym światem nie przeważa żal i rozpacz, lecz umiłowanie życia, tamtych czasów i tamtego miasta, którego już nie ma. Te wszystkie elementy: postaci z krwi i kości, barwny obraz ulic i dzielnic tamtej Aleksandrii, doprawione nutą tęsknoty sprawiają, że jest to wyjątkowa książka, która mija bardzo szybko, nawet jeśli czytelnik stara się ją smakować powoli.

sobota, 20 marca 2010, kot_kreskowy84

Polecane wpisy

  • Lepiej palić fajkę niż czarownice

    „Z przeprowadzonych przez nas w ubiegłym roku badań rynku prasy wynika, że przedstawiciele młodej inteligencji, określający się jako wierzący i praktykują

  • Światu nie mamy czego zazdrościć

    Reportaż Barbary Demick niejednokrotnie sprawiał, że otwierałam szeroko oczy ze zdumienia, przerażenia czy niedowierzania. Niby wszyscy wiemy, że w Korei jest ź

  • Korczak. Próba biografii

    Przeczytałam tę książkę już jakiś czas temu, jednak trudno mi napisać jej recenzję. Po raz kolejny przekonuję się, że niełatwo przychodzi opisywanie bardzo dobr

Komentarze
Gość: mary, *.rev.inds.pl
2010/03/20 20:51:18
cudna książka. do tej pory ją pamiętam a mineło juz sporo czasu odkąd ją przeczytałam.
Podobna w klimacie jest ksiązka Mahfuza 'opowieści starego Kairu"/ Pozdrawiam
-
anhelli-anhelli
2010/03/21 10:27:13
Czyli coś dla mnie. Ja również zetknęłam się z wieloma recenzjami tej książki. Mam ją na swojej skromnej liście, i z pewnością odszukam na półeczce w bibliotece, ale jeszcze nie teraz. Motyw ucieczki, wędrowania nie jest mi obcy. Nostalgia za miejscami, w których się nigdy nie było, a do których jednak rwie się nasze serca, potrafi zaćmić umysł i pogrążyć w szaleństwie. Szkoda, że na rynku wydawniczym nie ma więcej takich książek :)

pozdrawiam serdecznie :)
Dodatki na bloga