Moje podróże po literaturze
Blog > Komentarze do wpisu

Ostatni sędzia

Cenię Johna Grishama. Czytałam 5 jego książek i wiem, że na pewno jeszcze jakąś kiedyś przeczytam. A to dlatego, że autor nie powiela swoich, nawet sprawdzonych, pomysłów. Dwie rzeczy, których na pewno można się zawsze spodziewać w książkach Grishama to środowisko prawnicze i rosnące napięcie. Reszta jest za każdym razem inna. Zwróciło to moją uwagę szczególnie na tle na przykład Dana Browna, po którego dwóch książkach już wiem, jak się potoczy fabuła wszystkich pozostałych.

To powiedziawszy, muszę napisać, że „Ostatni sędzia” jest książką nierówną, co nie znaczy, że złą. O ile przez pierwsze 300 stron napięcie rośnie, o tyle później już opada i właściwie niemal do końca książka nie odzyskuje już tego wigoru, co na początku. Plusem jest fakt, że w ciągu tych pozostałych stron nieco wolniejszej akcji dużo dowiadujemy się o codziennym życiu na amerykańskim południu w latach 60. i 70. ubiegłego stulecia.

Narratorem książki jest Will Traynor, młody adept dziennikarstwa, który z pomocą finansową swojej babki nabywa małą lokalną gazetę w miejscowości Clanton, w stanie Missisipi. Mimo niechęci wobec obcych panującej wśród mieszkańców Clanton, Willowi udaje się zdobyć przychylność miejscowych oraz podźwignąć znajdującą się na skraju bankructwa gazetę. A to wszystko głównie z powodu strasznej zbrodni, która wstrząsnęła całym miasteczkiem. Młoda kobieta samotnie wychowująca dwójkę dzieci została na ich oczach brutalnie zgwałcona i zamordowana. Przed śmiercią zdołała jeszcze powiedzieć sąsiadowi, który zaalarmowany przez dzieci przyszedł z pomocą, kto był sprawcą zbrodni.

Podczas procesu oskarżony Danny Padgitt różnymi sposobami (głównie dzięki wpływowej rodzinie) próbuje się oczyścić z zarzutów. Chwytając się każdej deski ratunku posuwa się nawet do gróźb w stosunku do sędziów przysięgłych, zapowiadając, że w razie wyroku skazującego dorwie ich wszystkich. Ostatecznie zostaje uznany winnym i skazany na podwójne dożywocie. Jednak dzięki znajomościom rodziny zostaje warunkowo zwolniony z więzienia już po 9 latach. I wkrótce po tym zwolnieniu ginie pierwszy z sędziów przysięgłych…

Jak już napisałam druga połowa książki (po procesie) jest bardzo spokojna w porównaniu do innych książek Grishama i właściwie im bardziej zbliżałam się do końca, tym bardziej byłam przekonana, że już wszystko wiadomo i nic ciekawego już się w tej książce nie zdarzy. Na szczęście myliłam się, bowiem autor przygotował dla czytelników jeszcze jedną niespodziankę na ostatnich kilkudziesięciu stronach.

Trudno mi jednoznacznie ocenić tę książkę – na pewno dobrze wpisuje się w wyzwanie „Amerykańskie Południe”, bo w dużej mierze skupia się na życiu codziennym mieszkańców Missisipi, poruszając takie tematy jak segregacja rasowa w szkołach, stopniowe nadawanie przywilejów społeczności Afroamerykańskiej czy sprzeciw wobec wojny w Wietnamie. Z drugiej strony jednak, brakowało mi tego napięcia, którego spodziewałam się sięgając po książkę Johna Grishama. Ale w świetle tego, co napisałam na samym początku (o niepowielaniu schematów) to chyba dobrze świadczy o autorze, prawda?

sobota, 13 marca 2010, kot_kreskowy84

Polecane wpisy

  • Lepiej palić fajkę niż czarownice

    „Z przeprowadzonych przez nas w ubiegłym roku badań rynku prasy wynika, że przedstawiciele młodej inteligencji, określający się jako wierzący i praktykują

  • Światu nie mamy czego zazdrościć

    Reportaż Barbary Demick niejednokrotnie sprawiał, że otwierałam szeroko oczy ze zdumienia, przerażenia czy niedowierzania. Niby wszyscy wiemy, że w Korei jest ź

  • Korczak. Próba biografii

    Przeczytałam tę książkę już jakiś czas temu, jednak trudno mi napisać jej recenzję. Po raz kolejny przekonuję się, że niełatwo przychodzi opisywanie bardzo dobr

Komentarze
claudete
2010/03/14 22:50:07
Jestem całkowitą ignorantką jeśli chodzi o Grishama. Przede mną jednak jego "Czas zabijania" i mam ogromną nadzieję, że nie rozczaruje mnie (a przynajmniej tak, jak Ciebie - nie do końca).

Pozdrawiam.
-
m.tucha
2010/03/15 20:14:59
Też miałam mieszane uczucia po tej książce... Nie powaliła na kolana jak wcześniejsze Grishama - Firma czy Raport pelikana czy Czas zabijania. W ogóle mam wrażenie, że Grisham pisał niektóre swoje książki, bo pisał i nie są już tak świetne jak te z początków kariery :) chociaż Niewinny z 2007 mnie zachwycił.
Pozdrawiam
Dodatki na bloga