Moje podróże po literaturze
Blog > Komentarze do wpisu

Marina

Miałam nie pożyczać ani nie kupować żadnych nowych książek, żeby w końcu ruszyć napółkowy stosik, ale podczas wizyty u rodziców zauważyłam na półce „Marinę”. –Fajna? – spytałam siostry. –No, fajna. Tylko taka mroczna.
No to wzięłam. I przeczytałam w dwa dni.

Książka opowiada Oscar, młody chłopiec, na co dzień uczący się w szkole z internatem prowadzonej przez zakonników. Pewnego dnia zupełnie przypadkiem wędrując ulicami Barcelony trafia na tajemniczy, z pozoru opuszczony dom. W ten sposób zaczyna się historia jego znajomości z Mariną i jej schorowanym ojcem. A stąd już tylko krok do mrocznej, pełnej tajemnic historii w stylu Zafona.

Zafon w przedmowie napisał, że „Marina” to książka, do której czuje szczególny sentyment. I chyba go rozumiem, bo znajduje się ona na pograniczu książek dla młodzieży, jakie wcześniej pisywał (wątek szkoły z internatem, młodzieńczej miłości) i tego, co dobrze znamy z „Cienia wiatru” i „Gry anioła” (szczególnie tej ostatniej).
Mnie „Marina” przypadła do gustu, chociaż (a może właśnie dlatego, że) trochę przypomina mi klimatem „Archiwum X” – opuszczona oranżeria, w której u sufitu zawieszone są wybrakowane manekiny, które zaczynają się poruszać… Do tego pięknie opisana Barcelona ze swymi deszczowymi, ciemnymi uliczkami. Przy dość plastycznej wyobraźni nietrudno o ciarki na plecach. (Moim zdaniem okładka świetnie obrazuje atmosferę książki.)Rozwiązanie tej zagadki niestety też wygląda jak wzięte z „Archiwum X” (tym razem niestety, bo chyba z jakiegoś słabszego odcinka). Ale czytając tę książkę miałam dość otwarty umysł i nawet taki wymyślny finał mnie nie odrzucił.

Miłośnicy Zafona znajdą tu wszystko to, co lubią – wyalienowanego, skromnego głównego bohatera, piękną ukochaną, tajemniczy trop nawiązujący do jakiejś historii z przeszłości, która okazuje się wcale nie ostatecznie zakończona. Mnie taka powtarzalność trochę nudzi, ale ponieważ czytałam pozostałe dwie książki dość dawno, nie przeszkadzało mi to aż tak bardzo (z drugiej strony, z bardziej pragmatycznego punktu widzenia, skoro pewien schemat przynosi sukces, po co go zmieniać?).

czwartek, 04 marca 2010, kot_kreskowy84

Polecane wpisy

  • Lepiej palić fajkę niż czarownice

    „Z przeprowadzonych przez nas w ubiegłym roku badań rynku prasy wynika, że przedstawiciele młodej inteligencji, określający się jako wierzący i praktykują

  • Światu nie mamy czego zazdrościć

    Reportaż Barbary Demick niejednokrotnie sprawiał, że otwierałam szeroko oczy ze zdumienia, przerażenia czy niedowierzania. Niby wszyscy wiemy, że w Korei jest ź

  • Korczak. Próba biografii

    Przeczytałam tę książkę już jakiś czas temu, jednak trudno mi napisać jej recenzję. Po raz kolejny przekonuję się, że niełatwo przychodzi opisywanie bardzo dobr

Komentarze
miss_jacobs
2010/03/04 07:47:40
Książkę czyta się szybko, styl Zafona ma to do siebie, że wciąga. Podobnie jak Ty zastanawiałam się czy jednak nie jest za bardzo podobna. "Marina" powstała przed "Cieniem wiatru" i "Grą anioła" więc całkiem możliwe, że autor dobrze sprzedający się schemar rozwinął do rozmiarów całkiem pokaźnej powieści. A, że w Polsce książki ukazały się na odwrót stąd poczucie, że to już było. Choć znowu tak samo jak i Tobie nie za bardzo mi to przeszkadzało. Czytało się naprawdę miło i z każdą przeczytaną kartką chciałam jeszcze bardziej wiedzieć jak się zakończy, a i tu Zafon zrobił mi psikusa bo obstawaiałam inne zakończenie.
Pozdrawiam serdecznie :-)
-
2010/03/05 15:54:05
Dostałam swój egzemplarz od teściowej na gwiazdkę, ale nadal nie przeczytałam, bo została w domu rodziców. Cały czas zapominam jej zabrać. Przyznam szczerze, że "Cień wiatru" podobał mi się , ale bez szału. Mam nadzieję , że "Marina" bardziej wciąga.
-
anhelli-anhelli
2010/03/08 12:31:07
Jak większość moli książkowych lekturę Cienia Wiatru mam dawno za sobą, ale nie czuję się powalona jego twórczością. Zafon ma talent, nie przeczę, ale brakuje mu tego "czegoś".

pozdrawiam serdecznie :)
-
2010/03/20 16:02:32
Jakiś czas temu czytałam "Cień wiatru", który przez pierwsze sto stron czyta się topornie, później rozkręca, i choć uczucia miałam z początku mieszane, ostatecznie Zafon kupił mnie tą książką. "Marina" była jeszcze lepsza. Autor nie nakreślił granicy pomiędzy absurdem, a rzeczywistością, przez co mogłam sama rozstrzygnąć, jakie wnioski najbardziej pasują. I ta Barcelona...Nigdy nie byłam, ale opisy fantastyczne.
-
karolina_kozlowska
2010/07/18 19:34:42
"Marina" rzeczywiście wciąga. Czytałam akurat jak byłam na zwolnieniu - w 4 godziny skończyłam. Bardzo podobał mi się opis miasta - z chęcią przeszłabym się tymi uliczkami Barcelony i pooglądała te wspaniałe wille (a może nawet w jednej takiej chętnie bym zamieszkała?). Ale czegoś tej książce brakowało. Podobała mi się bardziej niż " Gra anioła", ale ogólnie po przeczytaniu czułam niedosyt.
Dodatki na bloga