Moje podróże po literaturze
Blog > Komentarze do wpisu

Prowadź swój pług przez kości umarłych

Z góry muszę uprzedzić, że do twórczości Olgi Tokarczuk podchodzę niestety dość bezkrytycznie, bo jak do tej pory wszystko mi się - mniej lub bardziej, ale jednak – podobało. Tak też było tym razem.

Główną bohaterką, jak już wiecie z poprzedniego wpisu, Janina Duszejko, starsza kobieta mieszkająca w domku niemal na odludziu. Pani Duszejko szczególną troską darzy Zwierzęta. Pisane dużą literą, jak wiele innych ważnych pojęć w całej książce. Zmartwienia przysparzają pani Janinie myśliwi, których posądza o zabicie (umyślnie lub przypadkiem) jej dwóch zaginionych psów i których traktuje zwyczajnie jako morderców, zabijających w mocy prawa Zwierzęta. Kiedy więc ginie jeden z myśliwych, sąsiad pani Duszejko, nazywany przez nią Wielką Stopą, pani Janina jest przekonana, że ta śmierć jest zemstą ze strony upolowanych zwierząt. Wskazuje na to fakt, że denat udławił się kością przygotowanej na kolację, upolowanej przez siebie sarny. Oczywiście teza pani Duszejko nie spotyka się ze zrozumieniem. Wkrótce giną kolejne osoby – Komendant policji (ślady sarnich raciczek w okolicy miejsca zbrodni), lokalny krezus Wnętrzak (wpadł w sidła na lisy) i inni. Każdy przypadek tylko utwierdza panią Duszejko w przekonaniu, że to Zwierzęta biorą odwet na ludziach, którzy do tej pory zabijali je z zimną krwią, choć oczywiście mimo wielu interwencji na policji, przypuszczenia samotnej starszej pani nie są traktowane poważnie. Tak przedstawia się wątek kryminalny w tej książce. Przyznam szczerze, że jak dla mnie, wątek ten jest raczej takim elementem spinającym tę książkę w całość, niż samoistnym motywem. Na pewno nie trzymał mnie w napięciu i od pewnego momentu sama domyślałam się prawdy o tych morderstwach. Przy czym wcale nie uważam tego za defekt – dla mnie w książkach Tokarczuk najbardziej liczy się atmosfera, którą autorka tworzy za pomocą słowa. Myślę sobie tylko, że zbyt intensywne promowanie tej książki jako trzymającego w napięciu thrillera, może jej zaszkodzić i zrazić potencjalnych nowych czytelników, którzy dostaną coś innego niżby się spodziewali.

Wracając do tego, co najbardziej mnie w książkach Olgi Tokarczuk urzeka, czyli do języka i atmosfery, jaka dzięki niemu powstaje, zaprezentuję tylko kilka cytatów:

"(…) pomyślałam, że to coś, co odchodzi z ciała, zasysa za sobą kawał świata i że jakiekolwiek byłoby dobre czy złe, winne czy nieskazitelne, zostawia po sobie wielkie nic."

"Patrzyłam na czarno-biały krajobraz Płaskowyżu i zrozumiałam, że smutek jest ważnym słowem w definicji świata. Leży u podstaw wszystkiego, jest piątym żywiołem."

"Wystawiły czubki nad ziemia młode pokrzywy, malutkie i jeszcze słabe. Trudno sobie wyobrazić, że za dwa miesiące będą sterczały sztywno, wyniosłe i groźne z puchatymi zielonymi strączkami nasion. Tuż przy ziemi koło drogi widziałam miniaturowe twarzyczki stokrotek – nigdy nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że milcząco przyglądają się każdemu, kto tędy jedzie, i oceniają nas surowo. Armia kwiatoludków."

czwartek, 10 grudnia 2009, kot_kreskowy84

Polecane wpisy

  • Lepiej palić fajkę niż czarownice

    „Z przeprowadzonych przez nas w ubiegłym roku badań rynku prasy wynika, że przedstawiciele młodej inteligencji, określający się jako wierzący i praktykują

  • Światu nie mamy czego zazdrościć

    Reportaż Barbary Demick niejednokrotnie sprawiał, że otwierałam szeroko oczy ze zdumienia, przerażenia czy niedowierzania. Niby wszyscy wiemy, że w Korei jest ź

  • Korczak. Próba biografii

    Przeczytałam tę książkę już jakiś czas temu, jednak trudno mi napisać jej recenzję. Po raz kolejny przekonuję się, że niełatwo przychodzi opisywanie bardzo dobr

Komentarze
anhelli-anhelli
2009/12/11 11:43:52
Ale skoro pani Olga tak mocno podkreśla jakiego gatunku jest ta książka, najwyraźniej chce, aby potencjalni czytelnicy w to uwierzyli. Na gusta autora nie da się nic poradzić.

pozdrawiam serdecznie :)
-
claudete
2009/12/12 11:24:33
Czytałam tylko jedną książkę Olgi Tokarczuk i miałam co do niej mieszane uczucia, ale nie mogę powiedzieć, że mi się kompletnie nie podobała. Atmosfera, styl, język "Ostatnich historii" był bardzo interesujący, intrygujący, ale nie przemówiły do mnie same historie.
Teraz, gdy już dojrzałam do tego by sięgnąć po kolejną pozycję - "Bieguni" - to pojawiła się nowa pozycja, która mnie bardzo zaintrygowała.
A po przeczytaniu Twej recenzji już wiem, że bardzo chciałabym po nią sięgnąć. Szkoda tylko, że wciąż nie mogę wyrobić się z zaległymi lekturami...
-
Gość: Omir, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/12/17 00:36:05
Cześć! Zachęciłaś mnie i chyba to będzie pierwsza książka Olgi T. którą przeczytam...a może w mojej bibliotece ta książka będzie...? jutro biegnę sprawdzić. Autorka opowiadała o niej niedawno w PRIII no i jako że odpowiedzi wydawały mi się sensowne, rzuciłem na nią (książkę;) okiem w księgarni i kilka urywanych zdań (na tej podstawie zazwyczaj kupuję książki na podstawie impulsu, w przeciwieństwie do setek innych, jakie po prostu WIEM że musze kupić) nawet to COŚ w sobie miało. A jest to dla mnie duży zwrot bo z książek (prozy) napisanych przez kobiety czytałem (doceniłem) chyba tylko literaturę niemiecką (np. Elfride Jellinek) oraz nieśmiertelną Virginię Woolf. Może to ja się otwieram, a może panie zaczynają ciekawiej/lepiej=głębiej pisać?
-
Gość: Omir, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/12/17 00:38:03
Teraz rozumiem, to jest poetyckie bardziej i dlatego na mnie chyba (po)działa. Omir:)
-
Gość: Adam Chmielewski, *.chello.pl
2009/12/19 17:10:41
"Prowadź swój pług [...]" to literacki niewypał jednoznacznie potwierdzający, iż p. Olga Tokarczuk powinna trzymać się możliwie daleko od edytora tekstu. Książka, nie wiedzieć czemu, przedstawiana jest w mediach jako "thriller moralny". O tempora, o mores! O tym, że zabijanie zwierząt dla sportu jest złe, nie trzeba nikogo (za wyjątkiem członków Polskiego Związku Łowieckiego) przekonywać pisząc 320-stronicową kolubrynę, załadowaną dość banalnymi refleksjami i stereotypowymi obserwacjami. Mamy tu środowisko myśliwych, zaprezentowane ogólnikowo, narysowane praktycznie kilkoma kreskami i zdecydowanie potępione przez autorkę, oraz opozycję w postaci rozmiłowanej w Naturze, i to przez duże "N", zagubionej dziwaczki, z doczepioną przez otoczenie łatką nieszkodliwej wariatki. Wszystko to schematyczne, oklepane i zgrane jak stara płyta gramofonowa. Szkoda, że autorka nie zdobyła się na głębszą penetrację środowiska myśliwych, bez wątpienia znalazłaby w nim wiele intrygujących zjawisk. Zamiast wnikliwej analizy braci łowieckiej Tokarczuk woli zdobywać informacje o niej w Internecie, do czego zresztą przyznaje się w słowach końcowych. Nie mam nic przeciwko szukaniu inspiracji w sieci, ale Internet raczej nie powinien stanowić dla pisarza jedynego źródła informacji o opisywanym środowisku. Czytając najnowszą powieść autorki "Biegunów" niestety ma się nieodparte wrażenie, że całą wiedzę o rytuałach łowieckich zaczerpnęła wyłącznie z Internetu. Dodajmy do tego brak choćby śladowego napięcia i dość prosty, nieciekawy język, jakim posługuje się Tokarczuk, i w rezultacie otrzymujemy prawie 40 złotych wyrzuconych w błoto.
PS Bardzo lubię Blake'a i nie podoba mi się to, że używa się jego genialnie wieloznacznego i tajemniczego wiersza do uświęcania literackiej szmiry. A fe, pani Olgo, a fe!
-
Gość: A., 87.250.185.*
2010/01/04 19:46:09
Muszę przyznac, że jestem miłośniczką prozy Olgi Tokarczuk. Uwielbiam klimat i przeslanie jej powieści. Jednak książka "Prowadz plug swój przez kości umarłych" zawiodla moje oczekiwania... Spodziewałam się czegoś głębszego, w sensie bardziej filozoficznego. Zdziwił mnie negatywny, krytyczny ton użyty w stosunku do myśliwych. Przecież nie powinno się uogólniac, pisac, że każdy myśliwy jest ble... Zgadzam się z opinią Adama Chmielewskiego, niestety gdyż uważam Tokarczuk jedną z lepszych autorek.
-
2010/01/05 22:54:02
Adamie dziękuję za ciekawą krytykę, niestety nie mogę się z Tobą do końca zgodzić. W pewnych kwestiach masz rzeczywiście rację - o tym, że nie rozumiem, dlaczego książkę określa się mianem "thrillera moralnego", pisałam już w recenzji. Podobnie również jak Ty i A. uważam, że podział dobrzy (nie jedzą mięsa, nie zabijają żadnych stworzeń, potępiają każde takie działania) versus źli (wszyscy inni) jest może zbyt jaskrawy, ale jak dla mnie nie na tyle, by odebrać mi przyjemność z lektury. I tu właśnie najbardziej się z Toba nie zgadzam, ponieważ wcale nie uważam, że język, jakim posługuje się Tokarczuk jest "prosty i nieciekawy", wręcz przeciwnie (na co podałam przykłady w recenzji) - ale to chyba pozostaje kwestią subiektywnego odbioru.
Pozdrawiam!
-
Gość: Patrycja Szyprowska, *.wroclaw.dialog.net.pl
2010/01/21 12:32:10
Książkę Olgi Tokarczuk traktuję zupełnie w innych kategoriach niż to się przyjmuje ogólnie: jako kryminał np. Również, nie będę siliła się na obiektywizm, który być może dla wielu jest ważny (typu "nie powinno się uogólniać, pisać, że każdy myśliwy jest ble", "zamiast wnikliwej analizy braci łowieckiej Tokarczuk woli zdobywać informacje o niej w Internecie"). Będę natomiast w swej ocenie nieznośnie subiektywna. Po pierwsze: ów "kryminał" to dla mnie jedynie przykrywka, a wręcz dodatek, "kwiatuszek" do prawdziwej treści książki. Zatem fakt, że "brak [w niej - dop. własny] choćby śladowego napięcia" jest tutaj kwestią marginalną, poboczną. Nawet można rzec, że "kryminalność" jej powieści jest jedynie "przyczynkiem", punktem wyjścia do meritum sprawy, której rzeczniczką staje się P.Duszejszko - gł. bohaterka. Po drugie, jest to książka, którą odbieram jako "powieść osobistą" bardziej niż wskazywałaby na to chwytliwa reklama "thrillera moralnego". Pani Tokarczuk sama przyznała, iż pisała tą książkę w "słusznym gniewie bożym", dlatego zupełnie mnie nie dziwi, że typowych koneserów kryminału najnowsza powieść "Prowadź swój pług [...]" po prostu nudzi. Po trzecie, jestem skłonna uznać, że postać bohaterki - jak się to ładnie nazywa - kobiety trzykrotnie wykluczonej, jest alter ego samej pisarki, którą traktuje się jak wariatkę gdy mówi o takich trywialnych sprawach "z internetu" jak strzelanie do zwierząt, trzymanie psów na krótkich łańcuchach, podejściu ludzi do zwierząt hodowlanych, futerkowych, gdy w duchu religii odmawia się zwierzętom duszy itp. itp. (ksiądz, który zabrania modlić się za dusze umarłych zwierząt). Tak zgadzam się, są to banały, które znamy. Po co je więc przypominać w tak "dość prostym, nieciekawym języku, jakim posługuje się Tokarczuk"? Ano może dlatego, że jako utytułowana i uznana pisarka, która ma swoją wyrobioną markę i wie, że o tym właśnie będzie się dyskutowało, mogła głosem ostrym, twardym a wręcz grzmiącym (przepraszam za skojarzenie "niejako z ambony"!!!) stanąć po stronie tych niewysłuchanych, niemych i zależnych od nas istot. I przypomnieć nam o tych banałach z "internetu". Rzuciła rękawicę i teraz przypatruje się jaki tego będzie efekt. Czy kogoś to zastanowi? Czy komuś zadrży ręka naciskając na spust? Dlatego uznaję jej powieść, wbrew tym wszystkim publicznym zapewnieniom wydawnictwa (iż jest to kryminał), że Tokarczuk napisała jedną z najbardziej osobistych powieści. A jako ciekawostkę, taką moją osobistą intuicję, powiem, że sam tytuł wydaje się dość sugestywny: "Prowadź swój pług przez kości umarłych", ona poprowadziła - spłaca dług wobec braci najmniejszych.
-
Gość: igor, *.vlan246.dengo.lubman.net.pl
2010/02/15 11:24:01
niby dobre, niby z przesłaniem... ale to o zemście, bo gdyby nie zobaczyła (Duszejko) swoich dziewczynek to nic by z tego nie było, żyła obok tych drani i dalej by żyła, a te schematy: interesująca - dziwaczna - starsza pani i młody niedoceniony i w ogóle, spotyka samych "fajnych" ludzi... i jeszcze ta ucieczka do Białowieży hehehe
-
logosviator
2010/03/20 19:09:56
Wygląda na to, że książka Prowadź swój pług przez kości umarłych usiłuje dotknąć jednego z ważniejszych problemów etycznych naszych czasów, a mianowicie stosunku człowieka do zwierząt (a w szerszym aspekcie: do przyrody, i to zarówno ożywionej, jak i nieożywionej, czyli, ogólnie rzecz biorąc, do natury). Na tym ewentualnie może się osadzać jej wartość: uświadomienie nam pewnych ważnych pytań, jak np. o to, jak się ma zwierzęce cierpienie do cierpienia ludzkiego? Dalej: czy zwierzęta mają swoje życie wewnętrzne (i wiążący się z tym problem istnienia zwierzęcej duszy). Jakie prawa powinno mieć zwierzę (a jakich praw mieć nie musi)? Kto dał nam prawo do zabijania zwierząt? A jeśli jest to nasze prawo, to jakie są podstawy do tego, byśmy sobie uzurpowali tworzenie takiego prawa? Czyli: jeśli już ono istnieje, to co jest jego źródłem i jakie są jego przesłanki? Czy może jest to wręcz prawo wszystkich praw, czyli uniwersalne, immanetne wobec naszego bytu prawo naturalne?

Niestety, moim zdaniem literacka egzekucja tych wszystkich kwestii przez Panią Tokarczuk pozostawia wiele do życzenia. W sumie, mimo pozornej głębi, treść tej książki wydaje mi się płytka, wymowa pretensjonalna, przesłanie nieprzekonywujące, filozofia naiwna, etyka dwuznaczna, styl niezbyt jednak wysokich lotów dzięki czemu cała ta literatura (zwłaszcza jeśli porównam ją z książką, którą czytałem równolegle, a mianowicie z Zapiskami ze złego roku Coetzeego) sprawiła na mnie wrażenie miernej i pośledniej. Szkoda.

Dodatki na bloga