Moje podróże po literaturze
Blog > Komentarze do wpisu

Podróże z Ryszardem Kapuścińskim. Opowieści trzynastu tłumaczy.

A jednak jeszcze coś przeczytałam w tym roku i „dzięki” przeziębieniu, które mnie właśnie dopadło możliwe, że do końca 2009 roku zdążę przeczytać coś jeszcze.

Ryszarda Kapuścińskiego przedstawiać nie trzeba. Jednak czy zastanawialiście się kiedyś nad ludźmi, którzy sprawili, że Kapuściński stał się znany i poważany również poza granicami Polski? Nad ludźmi, którzy najpierw sami dotarli do jego książek, zauroczyli się nimi i postanowili upowszechnić je we własnych krajach – czyli nad tłumaczami książek Ryszarda Kapuścińskiego. O nich właśnie, o tych „niewidzialnych samotnikach” jest ta książka. Trzynastu tłumaczy opisuje w niej swoją przygodę z książkami Kapuścińskiego. Schemat często jest podobny: najpierw przypadkowe spotkanie z książką w oryginale, potem szybka lektura, ogromny zachwyt i nieodparta chęć albo wręcz potrzeba podzielenia się tą książką z innymi. Niektórzy zaczynali tłumaczyć książkę sami dla siebie i dla swojego najbliższego otoczenia, nie czekając na pozwolenie (w krajach bloku komunistycznego) ani na ofertę wydawnictwa. A nawet gdy wreszcie pojawiała się propozycja publikacji, często jeszcze zdarzały się kłopoty na przykład z cenzurą. Z tych opowieści wyłania się obraz tłumacza nie tylko jako osoby, która z największym pietyzmem przekłada treść książki na swój ojczysty język, ale również osoby działającej niemal jak adwokat autora za granicą. Bardzo często to z inicjatywy samego tłumacza powstawał pierwszy w danym języku przekład Kapuścińskiego, to tłumacz uparcie dążył do publikacji i wyrzucony drzwiami wracał oknem by dopiąć swego.
Pisze o tym sam Kapuściński w przedmowie:
Bo tłumacz to także ktoś jak agent literacki czy wręcz ambasador danego autora, a często i entuzjasta jego twórczości, ktoś, kto proponuje i poleca ją wydawcom, zwraca na nią uwagę miejscowych mediów, pisze recenzje i rekomendacje. (…) Tak, posiadanie stałego i znajomego tłumacza w danym kraju, daje piszącemu wielkie poczucie bezpieczeństwa i spokoju. [s.13, wyd. Znak 2007]
Tłumaczy łączyła z autorem szczególna więź jeszcze na długo przed pierwszym z nim osobistym spotkaniem. Wszyscy zgodnie podkreślają, że Ryszard Kapuściński był ciepłym i bezpośrednim człowiekiem, który nigdy nie stwarzał wrażenia dystansu ani nie zachowywał się jak wielka gwiazda, choć niewątpliwie miał do tego prawo.

Z początku wydawało mi się, że jest to jedna z takich książek, które wychodzą po śmierci wybitnej osoby, by jeszcze zarobić na jej sławie, jednak okazało się, że jest to niezwykle ciekawa lektura nie tylko dla miłośników samego Ryszarda Kapuścińskiego, ale także dla osób zajmujących się tłumaczeniem – choćby nawet nie literackim.

Na pewno książka zachęciła mnie zarówno do sięgnięcia po kolejne książki Kapuścińskiego (bo na razie niewiele ich przeczytałam), jak i do pracy w tym zawodzie. Szkoda tylko, że zamiast tak ciekawych książek jak reportaże Kapuścińskiego muszę tłumaczyć jakieś biznesowe nudy. Ale wszystko przed nami.

PS. Jeśli chodzi o Clarksona, to czytam go cały czas, ale okazało się, że jest to zbiór felietonów publikowanych w gazetach i stwierdziłam, że lepiej jest czytać tak po 2-3 na jeden raz, bo inaczej robi się trochę monotonnie. Tak więc jako przerywnik od innych lektur Clarkson pewnie jeszcze przez jakiś czas pobędzie w zakładce „A teraz czytam”.

poniedziałek, 28 grudnia 2009, kot_kreskowy84

Polecane wpisy

  • Lepiej palić fajkę niż czarownice

    „Z przeprowadzonych przez nas w ubiegłym roku badań rynku prasy wynika, że przedstawiciele młodej inteligencji, określający się jako wierzący i praktykują

  • Światu nie mamy czego zazdrościć

    Reportaż Barbary Demick niejednokrotnie sprawiał, że otwierałam szeroko oczy ze zdumienia, przerażenia czy niedowierzania. Niby wszyscy wiemy, że w Korei jest ź

  • Korczak. Próba biografii

    Przeczytałam tę książkę już jakiś czas temu, jednak trudno mi napisać jej recenzję. Po raz kolejny przekonuję się, że niełatwo przychodzi opisywanie bardzo dobr

Komentarze
2009/12/28 11:49:35
Też teraz akurat czytam "Kirgiz schodzi z konia".
-
anhelli-anhelli
2009/12/28 11:56:12
Witaj :)

Ja tam nie przejmuje się takimi książkami, jeśli tylko dotyczą postaci bliskich memu sercu. Kapuścińskiego i jego podróży z Herodotem nigdy za wiele i śmiało mogą powstawać co raz to nowe. Kapuściński był dla nas Polaków, jak tenże Herodot dla starożytnego świata i poznawanie nowych szczegółów z jego życia, nawet jeśli z trzecich czy czwartych ust, nie wydaje mi się czymś mniej zajmującym i intrygującym. Wręcz przeciwnie, jeśli tylko są to piękne słowa i wspomnienia.

pozdrawiam serdecznie :)
-
clevera
2009/12/28 12:54:55
Pamiętam dumę, kiedy lecąc samolotem na daleki kontynent, obok zobaczyłam pasażera czytającego Heban Kapuścińskiego, a był w obcym języku, ponieważ nazwisko autora było bez znaków diakrytycznych, chciało mi się podejść i powiedzieć, że to mój rodak. Takie poczucie wspólnoty na obczyźnie.:)
Dodatki na bloga