Moje podróże po literaturze
Blog > Komentarze do wpisu

Błogosławieni, którzy robią ser

Z okładki: Joseph Corrigan i Joseph Feehan, znani jako Corrie i Fee, produkują na swej farmie w Irlandii najlepszy ser na świecie. Ich problemem jest brak potomków, którzy przejęliby rodzinny interes. Co prawda Corrie ma wnuczkę Abbey, ale mieszka ona w prymitywnej chacie na maleńkiej wyspie na Pacyfiku wraz z mężem opętanym poczuciem misji, której celem są tubylcy, a właściwie ich kobiety. 

W tym samym czasie na innym kontynencie Kit Stephens nie potrafi sobie poradzić ze stratą żony i nienarodzonego dziecka... Może go uratować tylko cud. Czy zdarzy się on w magicznym miejscu w odległej Irlandii, gdzie ciężarne wegetarianki doją krowy w rytm melodii z musicalu „Dźwięki muzyki”, a w piwnicy dojrzewają aromatyczne sery? I gdzie przez przypadek spotykają się mężczyzna po przyjściach i kobieta o złamanym sercu? 

W tej ciepłej opowieści spotkamy całą galerię oryginałów, którym nie zawsze układa się w dzisiejszym świecie. Szukając własnego miejsca, poznają smak przyjaźni i miłości. A przede wszystkim poznają samych siebie.


Po wielu pozytywnych recenzjach, jakie przeczytałam na temat tej książki podchodziłam do niej w dużą ciekawością i nadzieją na coś wyjątkowego. Ale niestety tym razem się zawiodłam. Już sam fakt, że w bibliotece książka stała na półce „romanse” (nie lubię i z reguły nie czytam romansów) a nie „literatura nowozelandzka” dał mi trochę do myślenia, ale przecież niedawno czytałam „Miłość ponad czasem” – też niby romans, a jednak mający to coś. Jednak w przypadku „Błogosławionych…” to jest naprawdę tylko romans. Owszem, jest w tej opowieści ciepło i wyjątkowa atmosfera, ale to nie wystarcza. Podobał mi się obraz farmy, na której głównie toczy się akcja książki – mała irlandzka wieś na wybrzeżu, pełna słońca, zieleni i kwitnących kwiatów, podobał mi się też przytulny dom i pomysł na przygarnianie ludzi (głównie kobiet) na życiowych zakrętach, by pomóc im wyjść na prostą. Ale nie podobała mi się cała fabuła. 

UWAGA SPOILER!
Jak na tę objętość książki (300 stron, ale mniejszy format i dość duża czcionka) wątków było zdecydowanie zbyt wiele i siłą rzeczy zostały potraktowane bardzo pobieżnie, co dało wrażenie telenoweli, w której matka śpi z niedoszłym zięciem, babcia okazuje się lesbijką i ucieka z kochanką za granicę, martwa żona-supermodelka wcale nie jest martwa, a ukochany mąż ma na boku gromadkę dzieci z przyjaciółką swojej żony – żeby wymienić tylko kilka najciekawszych.

Książkę czytało się dobrze i raczej szybko, co też należy jej policzyć na plus, ale ogólnie spodziewałam się czegoś zupełnie innego – mniej „sensacyjnego”, a bardziej emocjonalnego. Czegoś w stylu „Smażonych zielonych pomidorów” albo chociaż „Herbaciarni pod Morwami”.

wtorek, 10 listopada 2009, kot_kreskowy84

Polecane wpisy

  • Lepiej palić fajkę niż czarownice

    „Z przeprowadzonych przez nas w ubiegłym roku badań rynku prasy wynika, że przedstawiciele młodej inteligencji, określający się jako wierzący i praktykują

  • Światu nie mamy czego zazdrościć

    Reportaż Barbary Demick niejednokrotnie sprawiał, że otwierałam szeroko oczy ze zdumienia, przerażenia czy niedowierzania. Niby wszyscy wiemy, że w Korei jest ź

  • Korczak. Próba biografii

    Przeczytałam tę książkę już jakiś czas temu, jednak trudno mi napisać jej recenzję. Po raz kolejny przekonuję się, że niełatwo przychodzi opisywanie bardzo dobr

Komentarze
2009/11/10 14:48:37
dziwna książka. Nie spotkałam się jeszcze z taką fabułą:)
-
2009/11/11 01:30:47
Też mi się wydała zbyt przekombinowana
Dodatki na bloga