Moje podróże po literaturze
Blog > Komentarze do wpisu

Żona podróżnika w czasie

Z racji raczej przekornej natury, o czym już kiedyś pisałam, jak wszyscy się czymś zachwycają, to ja wcale nie mam ochoty się zachwycać i bezczelnie omijam daną książkę, by jak już wszystko ucichnie przekonać się, o co ta cała afera była.
Po „Żonę podróżnika w czasie” jednak sięgnęłam, bo nie jest to aż tak rozdmuchana promocja jak w przypadku kodów, rozlewisk i innych tego typu. Ale sięgałam z dużą dozą sceptycyzmu tym bardziej, że, o czym też już pisałam, czytam nieuważnie i obawiałam się, że jak będzie dużo skakania po chronologii wydarzeń, to już zupełnie nie będę wiedziała, o co chodzi. Tak więc wcale nie chciałam tej książki od razu polubić, wcale nie chciałam, żeby mi się podobała i wcale nie chciałam nie móc się od niej oderwać… A jednak. Choć jestem daleka od wielkiego zachwytu, że to najlepsza książka, jaką czytałam, muszę przyznać, że jest to bardzo dobra książka.

Henry cierpi na zaburzenia genetyczne, które sprawiają, że może podróżować w czasie. Nie jest to jednak takie podróżowanie, jakie każdy z nas sobie by wyobrażał. Henry nie ma żadnej kontroli nad tym, kiedy się w taką podróż wybierze ani gdzie wyląduje. Jeśli się doda do tego, że lądując w innym czasie, znajduje się tam zupełnie nagi (żadne rzeczy, w tym ubrania, nie mogą się z nim przenosić), można dojść do wniosku, że jego sytuacja jest nie do pozazdroszczenia. Zakres czasu, w jakim podróżuje nasz bohater, ogranicza się głównie do jego własnej przeszłości i sporadycznie – przyszłości.

W czasie tych podróży Henry poznaje swoją żonę Clare. Po raz pierwszy spotykają się, gdy Henry ma 36 lat, a Clare 6. Od tamtej pory spotykają się bardzo często i stopniowo łącząca ich więź ewoluuje z przywiązania i przyjaźni w wielką miłość. I tęsknotę. Bo związek Clare z Henrym bardziej niż jakikolwiek inny narażony jest na tęsknotę – Henry przenosząc się w czasie znika nagle, bez ostrzeżenia, czasami na kilka minut, czasami na kilka godzin. Taki związek wymaga bardzo dojrzałej i cierpliwej miłości. I o tym tak naprawdę jest ta książka – o spełnionej, wyjątkowej miłości, która poza dość intensywnym wymiarem cielesnym, opiera się przede wszystkim na głębokim uczuciu zrodzonym z porozumienia dusz.

Książka jest bardzo sprawnie napisana, dzięki czemu świetnie się ją czyta, choć muszę przyznać, że przez pierwsze kilkadziesiąt stron nie mogłam się wbić w rytm tej książki i zastanawiałam się, co się tak w niej wszystkim podoba. Sądzę, że duże znaczenie ma poprowadzenie narracji w czasie teraźniejszym – uważam, że dodaje to dynamizmu chwilami dość rozwlekłej akcji.
Jedna rzecz, która mnie pod koniec zirytowała to to, że po kulminacyjnym momencie, te ostatnie 30 stron było już przegadane, bardzo byłam zdziwiona, po co jeszcze pisać aż 30 stron po tym, jak już wszystko właściwie jest jasne, myślę, że tą końcówkę można by spokojnie skrócić.

Podsumowując bardzo mi się podobało, (szczególnie, że „Żona…” służyła mi za przerywnik przy czytaniu o krwawych rozprawach podczas rewolucji bolszewickiej w „Cichym Donie”) wyszła na jaw moja romantyczna natura :) Oceniam książkę na 5 i bardzo polecam szczególnie na takie chłodne dni i długie wieczory.

PS. „Miłość ponad czasem” i „Żona podróżnika w czasie” to ta sama książka, tylko, zupełnie nie wiem dlaczego, wydana pod innym tytułem. Jest to wcześniejsze wydanie Świata Książki. Tak samo nie wiem, dlaczego film na podstawie tej książki, który wchodzi do kin w listopadzie, ma tytuł polski „Zaklęci w czasie”. Dystrybutor chyba przekombinował trochę.

czwartek, 22 października 2009, kot_kreskowy84

Polecane wpisy

  • Lepiej palić fajkę niż czarownice

    „Z przeprowadzonych przez nas w ubiegłym roku badań rynku prasy wynika, że przedstawiciele młodej inteligencji, określający się jako wierzący i praktykują

  • Światu nie mamy czego zazdrościć

    Reportaż Barbary Demick niejednokrotnie sprawiał, że otwierałam szeroko oczy ze zdumienia, przerażenia czy niedowierzania. Niby wszyscy wiemy, że w Korei jest ź

  • Korczak. Próba biografii

    Przeczytałam tę książkę już jakiś czas temu, jednak trudno mi napisać jej recenzję. Po raz kolejny przekonuję się, że niełatwo przychodzi opisywanie bardzo dobr

Komentarze
clevera
2009/10/22 21:48:26
A już myślałam, że się coś pomyliło przy wklejaniu linków.:))
-
weisse_taube
2009/10/23 13:13:29
Pojęcia nie miałam, że nakręcili film.
-
2009/10/23 15:36:29
weisse_taube dodałam link do opisu filmu na filmwebie :)
-
net.a.a
2009/10/24 15:04:46
:) Faktycznie przekorna z Ciebie osóbka :) Podoba mi się strasznie ten fragment:
"wcale nie chciałam tej książki od razu polubić, wcale nie chciałam, żeby mi się podobała i wcale nie chciałam nie móc się od niej oderwać A jednak."
A tytuły przekombinowane i to mocno! A wiesz, że pod tytułem "Zaklęci w czasie" będzie też trzecie wydanie książki ;) Germini pisze o tym tutaj.
-
karolina_kozlowska
2010/07/18 19:51:18
Mnie też było ciężko wbić się w rytm tej książki. Przez pierwsze kilkadziesiąt stron nie mogłam się odnaleźć w jej akcji i klimacie. Potem było już znacznie lepiej. Książka mi się podobała, ale mnie nie zachwyciła - uważam, że było w niej trochę dłużyzn, gdyby autorka trochę "zbiła" akcję, byłoby lepiej :-)
Dodatki na bloga