Moje podróże po literaturze
Blog > Komentarze do wpisu

Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet

No cóż, chcąc nie chcąc, muszę dołączyć do szerokiego grona czytelników zachwyconych Stiegiem Larssonem. W stosunku do mnie zachwyt to może zbyt duże słowo, ale jestem bardziej na "tak" niż na "nie". Generalnie nie czytam zbyt wielu kryminałów i ten gatunek literatury nie jest mi szczególnie bliski, na przykład jakoś nie przemówił do mnie Krajewski i jego seria o Wrocławiu i detektywie Mocku, więc podchodziłam do Larssona z nastawieniem, że pewnie znowu okaże się, że wszyscy szaleją, a ja nie rozumiem za czym. Na szczęście okazało się inaczej, a to z kilku powodów.

Zanim opowiem o tych powodach, przypomnę w skrócie, o co chodzi w książce. Głównym bohaterem jest Mikael Blomkvist, dziennikarz gospodarczy, wydawca czasopisma „Millenium”. Mikael opublikował właśnie artykuł obnażający przekręty finansowe jednego z największych szwedzkich biznesmenów Wennerstroema, ponieważ jednak nie mógł ujawnić swoich źródeł w sądzie, a tym samym dowieść swych racji, został skazany na 3 miesiące więzienia za zniesławienie i dla dobra całego czasopisma, odsunął się od pracy dziennikarskiej. I nagle z pomocą przychodzi mu inny znany finansista Henrik Vanger, który proponuje mu osobliwy układ. Proponuje mu pracę, za bardzo satysfakcjonującą stawkę i pomoc w udowodnieniu machlojek Wennerstroema, z którym również ma porachunki. Zadaniem Mikaela jest podjęcie próby rozwiązania zagadki pewnego morderstwa sprzed lat. Pomaga mu w tym Lisbeth Salander – młoda aspołeczna researcherka o wyjątkowych zdolnościach analitycznych. Rozwiązanie zagadki jest zaskakujące i przy okazji odkrywa wiele mrocznych tajemnic rodziny Vangerów.

Bardzo podobały mi się postaci w tej książce. Bohaterowie Larssona są prawdziwi, z krwi i kości, o ciekawych, spójnych charakterach. Szczególnie ciekawa jest postać Lisbeth, wydaje mi się, że rzetelne i wiarygodne zbudowanie tak skomplikowanej postaci to naprawdę wyczyn. Również klasę autora widać w całym tle opowieści – bardzo dokładne i realistycznie przedstawione tło społeczno-obyczajowe i sporo ciekawych informacji.
Trochę na minus zaliczyłabym fakt, że akcja się za wolno rozwija. Może nie byłby to taki mankament, gdyby chodziło o powieść obyczajową. Bo nie chodzi o to, że początek jest nudny, tylko po przeczytaniu tylu superlatyw na temat tego kryminału spodziewałam się, że już od pierwszych stron trudno będzie się od niego oderwać. Mnie tak naprawdę wciągnęło na amen dopiero gdzieś w połowie, czyli po około 300 stronach. Na szczęście dalej akcja rzeczywiście pędzi do przodu, a jej zwroty są bardzo zaskakujące (ja osiołek niczego się nie domyślałam, dopiero jak było napisane jak byk, to wiedziałam, kto jest czemu winien i dlaczego). Dobrym chwytem jest też to, że wątków jest właściwie kilka, choć się ze sobą przeplatają – dzięki temu nawet po rozwikłaniu głównej zagadki, pozostałe 60 stron czyta się nadal z napięciem.
Na koniec uwaga techniczna – bardzo mi się podoba tłumaczenie, zastanawiam się, czy tłumaczka jest żoną pisarza, czy nazwisko to tylko zbieg okoliczności? Natomiast czytając książkę dla czystej przyjemności, rzuciły mi się w oczy 3 dość poważne literówki. Czasem warto skorzystać z pomocy Pana Spinacza w Wordzie ;)

środa, 28 października 2009, kot_kreskowy84

Polecane wpisy

  • Lepiej palić fajkę niż czarownice

    „Z przeprowadzonych przez nas w ubiegłym roku badań rynku prasy wynika, że przedstawiciele młodej inteligencji, określający się jako wierzący i praktykują

  • Światu nie mamy czego zazdrościć

    Reportaż Barbary Demick niejednokrotnie sprawiał, że otwierałam szeroko oczy ze zdumienia, przerażenia czy niedowierzania. Niby wszyscy wiemy, że w Korei jest ź

  • Korczak. Próba biografii

    Przeczytałam tę książkę już jakiś czas temu, jednak trudno mi napisać jej recenzję. Po raz kolejny przekonuję się, że niełatwo przychodzi opisywanie bardzo dobr

Komentarze
2009/10/29 07:28:58
Też uwielbiam Larssona. :)
A nazwiska autora i tłumaczki to przypadkowa zbieżność - było o tym na forum gazety o kryminałach i sensacjach, gdzie tłumaczka zresztą pisuje.
Pozdrawiam!
Dodatki na bloga