Moje podróże po literaturze
Blog > Komentarze do wpisu

Czyż nie dobija się koni?

Z okładki:
Powieść "Czyż nie dobija się koni?", napisana w latach 1932-1933 i opublikowana w dwa lata później, to pierwsza z pięciu powieści McCoya. Krytycy przyjęli ją entuzjastycznie, jednakże książka pozostała prawie nieznana w Ameryce. W Europie natomiast, a szczególnie we Francji wywołała kilka lat później wielkie zainteresowanie. Malraux, Gide, Sartre i inni uznali ją za pierwszą amerykańską powieść egzystencjalną, a jej autora stawiali na równi z Hemingwayem i Faulknerem. Sukces powieści w Europie przyczynił się do ponownego jej wydania w Stanach Zjednoczonych w r. 1946. W r. 1969 Sydney Pollack dokonał ekranizacji tej powieści.

Mam mieszane uczucia po przeczytaniu tej książki. Ale to chyba dlatego, że spodziewałam się czegoś w stylu „Love story” – tak jakoś wydawnictwo podobne, a dostałam powieść egzystencjalną.


W Hollywood lat trzydziestych odbywa się maraton taneczny – kilkadziesiąt par staje do walki o 1000 dolarów, co w czasach szalejącego kryzysu jest nie lada nagrodą. Wśród nich jest główny bohater Robert i jego przypadkowo poznana partnerka Gloria. Oboje marzą o wielkiej karierze w Fabryce Snów, ona jako aktorka, on jako reżyser – niestety od każdych drzwi odprawiani są z kwitkiem. Skupiają się więc na wygraniu, a raczej na utrzymaniu się w konkursie, co staje się dla nich chwilowo jedynym, najważniejszym celem w życiu. Chociaż to Robert jest podmiotem lirycznym powieści, tak naprawdę główną bohaterką jest Gloria - dziewczyna ciężko doświadczona przez życie, która mimo młodego wieku stała się zgorzkniała i pełna niechęci do otaczającego ją świata. Cały czas powtarza, że wolałaby umrzeć, tylko brakuje jej do tego odwagi, niechętnie odnosi się do ciężarnej koleżanki, bo „Przypuśćmy, że miałabym dziecko. Wiesz, na co by wyrosło, prawda? Na kogoś takiego jak my. (…) A tego nie chcę”. (s.110, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1987)

Powieść toczy się w jednym zamkniętym miejscu, w którym odbywa się konkurs. Poza początkiem i końcem akcja nie wychodzi poza to miejsce. To taki mikroświat, w którym skupiają się wszystkie nadzieje i problemy ówczesnego społeczeństwa. Poznajemy różnych ludzi, ich problemy, decyzje, romanse, dowiadujemy się, do czego są zdolni dla sławy i pieniędzy (morderczy wyścig taneczny, publiczny ślub), a wszystko to kontrastuje z gorzkim podejściem Glorii, dla której nic tak naprawdę nie ma znaczenia, dla której jedynym prawdziwie upragnionym celem jest śmierć.

Ogólnie polecam, na pewno będę jeszcze często wracać myślami do tej książki.

czwartek, 15 października 2009, kot_kreskowy84

Polecane wpisy

  • Lepiej palić fajkę niż czarownice

    „Z przeprowadzonych przez nas w ubiegłym roku badań rynku prasy wynika, że przedstawiciele młodej inteligencji, określający się jako wierzący i praktykują

  • Światu nie mamy czego zazdrościć

    Reportaż Barbary Demick niejednokrotnie sprawiał, że otwierałam szeroko oczy ze zdumienia, przerażenia czy niedowierzania. Niby wszyscy wiemy, że w Korei jest ź

  • Korczak. Próba biografii

    Przeczytałam tę książkę już jakiś czas temu, jednak trudno mi napisać jej recenzję. Po raz kolejny przekonuję się, że niełatwo przychodzi opisywanie bardzo dobr

Komentarze
impressje
2009/10/15 21:51:44
Film oglądałam już dawno temu, ale nie wiedziałam, że jest ekranizacją książki. Poszukam w bibliotece, choćby po to żeby sprawdzić, czy jest równie dobra.
Elenoir
Dodatki na bloga