Moje podróże po literaturze
Blog > Komentarze do wpisu

Cząstki elementarne

Michel Houellebecq, lat 45, z wykształcenia inżynier rolnik, a z powołania enfant terrible francuskiej literatury postawił sobie za zadanie szokować. "Drąż tematy, o których nikt nie chce słyszeć. (...) Bądź odrażający, a będziesz prawdziwy" - brzmi jego credo literackie zdradzone w wywiadzie dla miesięcznika "Lire" w 1998 roku. Zastosowane w "Cząstkach elementarnych" (1998) dało tak silny efekt, że burza wokół tej książki trwa do dzisiaj. (Magdalena Miecznicka, GW)

Recenzję zacznę od ostatniego zdania „Cząstek elementarnych”: Książka ta poświęcona jest człowiekowi. A dokładniej kondycji gatunku ludzkiego na przełomie XX i XXI wieku. To, co przedstawia nam Houellebecq nie napawa optymizmem.

Gdyby trzeba było w skrócie powiedzieć, o czym jest ta książka, powiedziałabym, że o frustracji. O frustracji wynikającej z rozczarowania swoim życiem, z rozczarowania ideałami młodości, które nie znajdują już później zastosowania. Książka traktuje o francuskim pokoleniu ’68. Jest to generacja hipisów, zwolenników wolności, szczególnie seksualnej, kultu ciała i młodości. O ludziach, którzy będąc młodzi stworzyli sobie nowy świat, przewrócili do góry nogami obowiązujący system wartości i moralności, a dorosnąwszy znaleźli się wyrzuceni poza ten świat. Bo chcieli swobody seksualnej, a jednak teraz brakuje im oparcia w małżeństwie; bo chcieli kultu młodości, a sami się starzeją. Stąd zrodziła się głęboka frustracja, z którą trzeba sobie poradzić.
Główny bohater Bruno ma jeszcze wiele innych powodów, dla których ciężko przychodzi mu przejście przez kryzys wieku średniego. Wychowany bez ojca, sam nie potrafi być ojcem dla swojego syna. Wychowany bez wzoru miłości, nie potrafi wesprzeć miłością ukochanej (?) kobiety . Poniżany w szkole, cierpi z powodu niskiej samooceny. Wszystko to plus nieustanne pożądanie seksualne, które rozładowuje zazwyczaj sam wywołuje u niego frustrację i poczucie przegranego życia.
Bruno ma też brata, który jednak przed wszystkimi problemami tego świata uciekł w naukę. Od dziecka przesiadując w książkach robi światową karierę jako biochemik. W większości obce mu są uczucia i problemy, których doznaje Bruno. Jest kochany przez piękną kobietę, jednak jego niezdolność do przeżywania głębszych uczuć sprawia, że i on nie znajduje w życiu szczęścia ani harmonii.
Można powiedzieć, że o ile Brunonowi doskwierają problemy natury fizycznej i uczuciowej, o tyle Michel nie może sobie poradzić z zagadnieniami ontologiczymi.
Frustracja i brak oparcia to jedna warstwa tej książki.

Kolejna nad którą należy się zastanowić to wolność. Do jakiego stopnia można być wolnym? Czy istnieje wolność absolutna? Houellebecq zadaje dużo pytań, z których wiele można usłyszeć dzisiaj w debatach radiowych czy telewizyjnych. Pisze o swobodzie seksualnej przejawiającej się m.in. w łatwym dostępie do antykoncepcji oraz aborcji, co z kolei prowadzi do dalszych rozważań dotyczących eutanazji: „Potem kiedy już nie można walczyć z procesem starzenia, odchodzi się dzięki eutanazji z własnej woli; bardzo dyskretnie, bardzo szybko, bez tragedii”.*

Pokazuje nam ludzi dążących do uzyskania świata, w którym wszystko byłoby na wyciągnięcie ręki, każda zachcianka mogłaby być natychmiast zaspokajana, w ten sposób świat zostałby pozbawiony pożądania, destrukcyjnej siły „pochodnej przemocy”: „Pożądanie samo w sobie, w przeciwieństwie do rozkoszy, jest źródłem cierpienia, nienawiści i nieszczęścia(…) Rozwiązaniem proponowanym przez utopistów, od Platona, poprzez Fouriera, po Huxleya, jest wyeliminowanie pożądania i wiążących się z nim cierpień przez natychmiastowe osiągnięcie rozkoszy”**. Pokazuje jednak też, że możliwość spełniania każdej seksualnej zachcianki powoduje prędko znudzenie i dążenie do silniejszych podniet, nieraz kończących się na drastycznych morderstwach na tle seksualnym – w książce z zimną obojętnością opisane okropne zbrodnie amerykańskiej sekty.

W ramach tych rozważań o wolności seksualnej, naturalnie pojawia się kwestia feminizmu. Houllebecq poświęca kobietom kilka ciekawych ustępów: „To ja nalegałem, żeby postarała się o pracę w jakiejś szkole w pobliżu Paryża. Oczywiście nie odważyła się odmówić; tylko pracujące kobiety są w pełni szczęśliwe, tak wszyscy wtedy myśleli albo udawali, że myślą; a jej zależało na tym, żeby myśleć to samo, co wszyscy” .***
Zaskakujące, jak bardzo podobne dylematy mamy teraz w Polsce. Czytając różne dyskusje w Internecie lub pisma dla kobiet, można dojść do wniosku, że kobieta jeśli chce uchodzić za inteligentną, musi pracować, musi mieć super wykształcenie, i najlepiej żeby była otwartą na doświadczenia singielką, a jeśli już musi mieć męża, to w żadnym wypadku nie może się wykonywać żadnych prac w domu, ani czasami nie dbać za bardzo o męża. Nie chcę zostać źle zrozumiana, nie popieram patriarchatu, ale uważam, że związek dwóch osób to przede wszystkim miłość i szacunek a nie wzajemna rywalizacja i przepychanki. A mam wrażenie, że tak to teraz zaczyna wyglądać. To taka osobista dygresja była.

Na koniec chcę napisać o języku, jakim posługuje się autor. Houellebecq posługuje się bardzo ascetycznym językiem, bez żadnych ozdobników, nie przeładowany środkami stylistycznymi, prosty, matematyczny nawet język, który precyzyjnie i właściwie bardzo obiektywnie opisuje to, co autor ma do powiedzenia. Ja mam skłonności do omijania przydługich opisów, które niewiele wnoszą do fabuły, ale tutaj nie ma nic do przeskoczenia. Książkę czytało się bardzo dobrze, nie zauważyłam, kiedy mi tak szybko poszło.

Czytając liczne recenzje w Internecie zauważyłam, że książka ta wzbudza spore kontrowersje. Rzeczywiście jest bardzo dosadnie napisana i pojawiają się wulgaryzmy, ale mnie to nie raziło, bo współgrało z bohaterem i ogólnym przesłaniem książki. Również jeśli chodzi o te drastyczne opisy ekscesów sekt satanistycznych, uważam, że ni było to bezcelowe, tylko miało pokazać, do czego prowadzi postulowane przez to pokolenie ’68, niczym nieskrępowane zaspokajanie swoich popędów seksualnych. Przyznaję, że opisy są przerażające, ale chyba właśnie o to chodziło, o takie wstrząśnięcie czytelnikiem.

Podchodziłam do tej książki nie przeczytawszy wcześniej żadnej konkretnej recenzji, nie miałam więc żadnych oczekiwań, ani żadnej opinii – tabula rasa. Rzadko mi się to zdarza, ale cieszę się, że było tak w przypadku tej książki. Sadząc po sprzecznych opiniach, każdy sam musi wyrobić sobie zdanie na jej temat. To jest chyba najdłuższa recenzja, jaką dotychczas napisałam na tym blogu, a ciągle czuję, że nie powiedziałam wszystkiego, co myślę o tej książce. Daje ogromny materiał do przemyśleń.
Moje subiektywna opinia o niej brzmi: warto!

Ocena: 5

*„Cząstki elementarne” M. Houellebecq, Wydawnictwo WAB, Warszawa 2005, str.176
** Ibidem, str.181
*** Ibidem, str. 212




czwartek, 13 sierpnia 2009, kot_kreskowy84

Polecane wpisy

  • Lepiej palić fajkę niż czarownice

    „Z przeprowadzonych przez nas w ubiegłym roku badań rynku prasy wynika, że przedstawiciele młodej inteligencji, określający się jako wierzący i praktykują

  • Światu nie mamy czego zazdrościć

    Reportaż Barbary Demick niejednokrotnie sprawiał, że otwierałam szeroko oczy ze zdumienia, przerażenia czy niedowierzania. Niby wszyscy wiemy, że w Korei jest ź

  • Korczak. Próba biografii

    Przeczytałam tę książkę już jakiś czas temu, jednak trudno mi napisać jej recenzję. Po raz kolejny przekonuję się, że niełatwo przychodzi opisywanie bardzo dobr

Komentarze
magda.matraszek
2009/08/25 20:16:05
również uważam, że warto. książkę przeczytałam kilka lat temu, a do dziś mogę o niej długo dyskutowac. ale prawdą jest,że nie każdemu może przypaśc do gustu... choc ja polecam!

www.magdamatraszek.blox.pl
-
Gość: hmhm, *.wroclaw.dialog.net.pl
2009/09/02 12:51:26
dobra recenzja :)
-
Gość: Elenoir, *.ghnet.pl
2009/10/06 23:49:06
Chciałam wypożyczyć "Cząstki elementarne", ale była tylko "Możliwość wyspy", więc od tej właśnie powieści zaczęłam znajomość z tym autorem. Podobała mi się średnio. Houellebecq, sam kontrowersyjny, kontrowersyjnym czyni też swego bohatera. Trochę chyba jednak przesadził, bo po kilku rozdziałach i opisach skeczy Daniela nic mnie już do końca lektury nie zdziwiło, a jego zmagania z kryzysem wieku średniego były mi zupełnie obojętne. Z Twojej recenzji wynika, że "Cząstki..." poruszają podobny temat, prawdopodobnie istotny dla samego autora.
Dodatki na bloga