Moje podróże po literaturze
Blog > Komentarze do wpisu

Czarny ogród

„Czarny ogród” to pozycja, na którą czaiłam się od czasu nominacji do Nike. Trochę się obawiałam, że taka tematyka poważna, że reporterska a fabularna, jednak po przeczytaniu zapewniam, że czyta się ją świetnie, fabułę tworzy samo życie i że jest to książka, którą warto mieć na swojej półce.

Małgorzata Szejnert, dziennikarka m.in. „Gazety Wyborczej” oraz pisarka, opowiada historię Giszowca – śląskiej osady, dziś dzielnicy Katowic. Opowiada ją przez pryzmat losów ludzi związanych z tym miejscem. Historia sięga jeszcze XIX wieku, kiedy to Georg Giesche, otworzył swoją pierwszą kopalnię. Bohaterami książki są mieszkańcy Giszowca górniczej osady przy kopalni Giesche. Poznajemy kilka rodzin, który losy śledzimy przez kolejne pokolenia aż do 2006 roku. Bardzo spodobało mi się, że kiedy w trakcie opowieści autorka wraca do jakiejś postaci, która się wcześniej pojawiła, w jednym zdaniu przypomina tę osobę. Dla tak nieuważnego czytelnika jak ja, to naprawdę przydatna rzecz.

Uważam, że ta książka jest bardzo ważna z dwóch względów; po pierwsze dlatego, że pokazuje kawał historii Śląska, który rzadko jest tematem literackim (a przynajmniej mi się do tej pory nie trafiło czytać o Śląsku), a po drugie dlatego, że dzięki pokazaniu tej historii łatwiej jest zrozumieć niektóre zachowania, działania i sposób myślenia. „Czarny ogród” według mnie pomaga zrozumieć wyjątkowo skomplikowaną sytuację terenów przygranicznych i wielokulturowych, takich jak właśnie Śląsk czy Gdańsk, w sytuacji wojny i zaboru. Że dla osób żyjących zawsze w symbiozie z narodowością niemiecką, do tego stopnia, że czasem nawet zatraciły się podziały, trudno jest zadeklarować się wobec jednej strony jako wróg, a wobec drugiej jako swój. Dzisiaj politycy sztucznie na nowo próbują wzburzać jednoczące się społeczeństwo europejskie i wzniecać przygasłe spory narodowościowe i historyczne. „Czarny ogród” pokazuje, że wielka polityka prowadzona przez rządy państw swoją drogą, a i tak życie ludzi toczy się swoim rytmem. Sama pochodzę z terenów pogranicza, więc do mnie szczególnie trafia to przesłanie.

Poza tym „Czarny ogród” podoba mi się również dlatego, że styl pisania pani Szejnert jest niezmiernie wciągający. Nigdy bym nie przypuszczała, że tego typu książkę będzie się tak dobrze czytało. Bohaterowie stają się czytelnikowi bardzo bliscy i żal się z nimi rozstawać.

Krótko mówiąc, książka świetna, daje 5+ i serdecznie wszystkim polecam.
Polecam również wywiad z autorką.


sobota, 29 sierpnia 2009, kot_kreskowy84

Polecane wpisy

  • Lepiej palić fajkę niż czarownice

    „Z przeprowadzonych przez nas w ubiegłym roku badań rynku prasy wynika, że przedstawiciele młodej inteligencji, określający się jako wierzący i praktykują

  • Światu nie mamy czego zazdrościć

    Reportaż Barbary Demick niejednokrotnie sprawiał, że otwierałam szeroko oczy ze zdumienia, przerażenia czy niedowierzania. Niby wszyscy wiemy, że w Korei jest ź

  • Korczak. Próba biografii

    Przeczytałam tę książkę już jakiś czas temu, jednak trudno mi napisać jej recenzję. Po raz kolejny przekonuję się, że niełatwo przychodzi opisywanie bardzo dobr

Komentarze
2009/08/30 09:50:31
Jestem świeżo po "Wyspie klucz" tej autorki - gorąco polecam:)
-
2009/08/30 13:29:00
Bardzo podoba mi sie sposob, w jaki recenzujesz ksiazki.
Dodatki na bloga