Moje podróże po literaturze
Blog > Komentarze do wpisu

Smażone zielone pomidory

Jak ja lubię takie książki! Takie, w których tempo opowieści nie pędzi na łeb, na szyję tylko snuje się niespiesznie, może nawet niechronologicznie, ale w sposób spójny logicznie. Takie, w których pokazuje się świat, którego już nie ma; wspominające z nostalgią smaki i zapachy towarzyszące odległym czasom dzieciństwa i młodości. Takie, których akcja toczy się w małej kawiarni, do której schodzą się sami znajomi, w której zawsze można liczyć na ciepły posiłek i dobre słowo, takiej, do której chciałoby się po prostu wejść na herbatę i smażone zielone pomidory.

Narratorką tej opowieści jest Ninny Threadgoode, rezydentka domu spokojnej starości, która opowiada historię nie tyle swojego życia, co swojej rodzinnej miejscowości i wszystkich osób z nią związanych. Jej słuchaczką jest Evelyn Couch – kobieta w średnim wieku, przeżywająca kryzys tożsamości. Początkowo Evelyn nie jest nastawiona entuzjastycznie do opowieści starszej pani, jednak z czasem wciąga się w nie coraz bardziej i przenosi się myślami do Whistle Stop w Alabamie. Ta podróż w czasie i rozmowy z nową przyjaciółką pozwalają jej na nowo odnaleźć radość życia.
Z tyłu okładki „Newsday” pisze o tej książce jako „niezwykle zabawnej, pełnej humoru”. Nie do końca się zgadzam z takim opisem. Jak dla mnie jest to książka, która opowiada o życiu – w bardzo szerokim znaczeniu tego słowa, zatem humor i zabawa owszem jest, ale przeplata się ze smutkiem i łzami.

Właściwie jak się czyta te książkę, to mija ona zupełnie niepostrzeżenie i dopiero pod koniec nagle zauważamy, że poznaliśmy tyle ciekawych osób i właściwie całe ich życie. Książka ma wyjątkowy, sielski klimat i w lekki sposób opowiada o życiu, o trudnych wyborach, o ludzkich postawach, o przemijaniu ludzi, miejsc i czasów.

Poza tym bardzo spodobał mi się obraz społeczeństwa amerykańskiej prowincji w latach 30 XX wieku. Już planuję zakup tej książki w oryginale :)

Moja ocena 5

Jest to pierwszy tytuł przeczytany w ramach wyzwania Kolorowe czytanie.

niedziela, 26 lipca 2009, kot_kreskowy84

Polecane wpisy

  • Lepiej palić fajkę niż czarownice

    „Z przeprowadzonych przez nas w ubiegłym roku badań rynku prasy wynika, że przedstawiciele młodej inteligencji, określający się jako wierzący i praktykują

  • Światu nie mamy czego zazdrościć

    Reportaż Barbary Demick niejednokrotnie sprawiał, że otwierałam szeroko oczy ze zdumienia, przerażenia czy niedowierzania. Niby wszyscy wiemy, że w Korei jest ź

  • Korczak. Próba biografii

    Przeczytałam tę książkę już jakiś czas temu, jednak trudno mi napisać jej recenzję. Po raz kolejny przekonuję się, że niełatwo przychodzi opisywanie bardzo dobr

Komentarze
ktrya
2009/07/26 19:38:05
W końcu będę musiała ją przeczytać, bo tyle piszecie o tych smażonych pomidorach, że aż smaka mi zrobiliście ;)
Co do tych wrażeń po książce, to ja tak nie raz mam, że czytam i się męcze czytaniem, bo mi nie pasi, kiedy po lekturze twierdzę - jaka to była piękna książka. ;)
-
2009/07/26 19:52:06
ksiązka na długie letnie popołudnie, najlepiej w towarzystwie sałatki z pomidorów ;)
-
2009/07/31 10:41:32
Też uwielbiam!!! :)
Inne książki Fannie Flagg też są w tym stylu - "Dogonić tęczę", "Witaj na świecie Maleńka" - jak dla mnie super czytadła.
-
Gość: Elenoir, *.ghnet.pl
2009/08/07 19:58:07
Książki nie czytałam, ale bardzo podobała mi się jej ekranizacja. Końcówka filmu może sugerować, że Ninny i Idgie to ta sama osoba. Czy dzieje się tak również w książce?
Dodatki na bloga